pb.pl
printdrukuj

Klienci TFI reagują wolniej

Klienci funduszy wierzą w trend rynkowy, dlatego — mimo wzrostu indeksów — szukają inwestycji niezwiązanych z giełdą.

Z badań, które dr hab. Piotr Zielonka, profesor nadzwyczajny warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, prowadził wspólnie z prof. Tadeuszem Tyszką, wynika, że inwestorzy wykazują głęboką wiarę w kontynuację aktualnego trendu rynkowego.

— Prognozują, że trend będzie jeszcze trwał, niezależnie od tego, czy mają do czynienia z hossą, czy bessą. Wiara w kontynuację istniejącego trendu jest silną skłonnością, niezależną od rodzaju inwestycji, jeśli tylko ludzie uznają, że mają do czynienia z nieprzypadkową sekwencją zdarzeń — twierdzi dr hab. Piotr Zielonka.

Gdy jednak porównać liczbę rejestrów prowadzonych przez krajowe towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) z poziomem indeksu WIG 20, okaże się, że liczba klientów TFI osiągnęła maksimum mniej więcej wtedy, kiedy WIG 20. Gdy indeks zaczął spadać — a przecież nie było jeszcze pewne, że to początek bessy — od razu zaczęła spadać liczba klientów TFI. Ustabilizowała się zaś zaraz po tym, kiedy indeks przestał pikować.

Magiczny kwartał

Porównanie poziomu wpłat i umorzeń w krajowych TFI daje jednak nieco inny obraz sytuacji. Apogeum przewagi umorzeń nad wpłatami nastąpiło dopiero w styczniu 2008 r. Mniej więcej trzy miesiące po rozpoczęciu spadku indeksów. Wpłaty zaczęły przewyższać wypłaty w maju 2009 r., czyli również mniej więcej kwartał po zmianie trendu spadkowego na wzrostowy.

Umorzenia nie ominęły przy tym funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu, które część środków lokują w papiery dłużne i ze względu na sytuację na rynku długu jako pierwsze ustabilizowały się po giełdowych spadkach, a nawet zaczęły rosnąć.

— Największe umorzenia były w funduszach zrównoważonych i stabilnego wzrostu, bo tam lokowano największe aktywa, a ich klienci byli prawdopodobnie najbardziej zawiedzeni spadkiem wartości jednostek w wyniku rozpoczęcia bessy na giełdach. Fundusze mieszane były sprzedawane jako produkty niemal gwarantujące 10 proc. rocznego zysku niezależnie od koniunktury na giełdach. Ludzie kupowali je więc z nadzieją, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, to dużo na tym nie stracą. Tymczasem rok 2008 pokazał, że straty na tych funduszach mogą osiągać wartości dwucyfrowe i to bliżej 20 niż 10 proc. — komentuje Tomasz Publicewicz z firmy Analizy Online, zajmującej się monitoringiem rynku funduszy inwestycyjnych.

Obecnie, gdy od dna ostatniej bessy minął już rok, Polacy ponownie zerkają w stronę funduszy inwestycyjnych. Nie znaczy to jednak, że masowo w nie inwestują.
Byle bez strat

Liczba klientów od miesięcy pozostaje na zbliżonym poziomie, a nadwyżka wpłat nad umorzeniami jest niewielka. Z danych firmy Analizy Online wynika przy tym, że styczeń 2010 r. zdecydowanie należał do rozwiązań inwestycyjnych uznawanych za najmniej ryzykowne, które przyciągnęły aż 96 proc. łącznego salda środków wpłaconych i wycofanych z funduszy w wyniku umorzeń. Fundusze pieniężne i gotówkowe cieszyły się najkorzystniejszym saldem już trzeci miesiąc z rzędu.

— Od rozpoczęcia spadków na giełdzie ludzi interesuje przede wszystkim bezpieczeństwo kapitału, a dopiero potem zysk. Ci, którym się kończą lokaty, gdy słyszą, że na nowej mogą liczyć na co najwyżej 6 proc. zysku w stosunku rocznym, czasami zaczynają rozmowę o funduszach. Ale generalnie zainteresowania lokowaniem w fundusze nie ma. Pyta o nie kilkaset osób miesięcznie — twierdzi Przemysław Guberow, dyrektor ds. produktów inwestycyjnych w Open Finance, firmie pośrednictwa finansowego.

Zwraca przy tym uwagę na jeden wyjątek. To plany systematycznego inwestowania. Konstrukcja tych produktów często utrudnia klientowi wycofanie wkładu (pobierane są opłaty karne). Ale klienci mają się też przekonywać do takich rozwiązań, postrzegając je jako efektywne w wyniku strategii uśredniania ceny zakupu jednostek.

— W 2008 r. korzystający z planów systematycznego inwestowania za te same pieniądze kupowali dużo więcej jednostek niż w 2007 r. Trwające od roku odbicie na giełdach sprawiło więc, że są na plusie, mimo że giełda jest wciąż na dużym minusie w stosunku do roku 2007 — mówi Przemysław Guberow.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu izamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem.

Komentarze

Wiadomości dnia na www.pb.pl

Polecamy

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu

Serwisy