pb.pl
printdrukuj

Hossa dopiero w 2012 r.

Znaleźliśmy "rozkład jazdy" dla giełdowych inwestorów sprzed ponad stu lat. Prognozuje hossy i bessy na Wall Street aż do 2059 roku!

Tagi

analizy

Za oceanem krąży w Internecie ciekawy wykres sprzed ponoć 1910 roku. Pokazuje on obowiązującą na giełdzie nowojorskiej cykliczność: wskazuje zarówno "dobry rok", czyli wysokie ceny akcji i moment do wyjścia z rynku, jak i "ciężki rok" charakteryzujący się niskimi cenami akcji, które inwestorzy powinni wykorzystać do wejścia na rynek. I tak aż od 1763 do 2059 roku!

nonwrited articlenonwrited article kliknij, by powiększyć>>

Z wykresu wynika, że punkt zwrotny cyklu koniunkturalnego na amerykańskim rynku akcji, który jest drogowskazem dla inwestorów w coraz bardziej globalnej wiosce, następuje regularnie kolejno co 8, 9 i 10 lat. Najbliższa prawdziwa (a więc oparta zapewne na fundamentach) hossa ma się zacząć w 2012 roku i potrwać cztery lata. Najlepszy moment na wyjście z rynku przypada więc na 2016 rok (niestety, miesiąca nie podano).

Co ważne, amerykański "rozkład jazdy" to coś więcej niż tylko teoretyczna wyliczanka. Powód? Sprawdził się podczas ostatniej hossy. Poprzedni moment do kupna tanich akcji byl w 2005 roku, a moment do ich sprzedaży — w 2007 roku (przypominamy, że wtedy zaczęła się ostatnia bessa).

Analiza tajemniczego wykresu sugeruje, że inwestorów giełdowych czeka teraz kilkuletnia flauta. Ku uciesze właścicieli akcji nieco inną przyszłość rysują jednak polscy eksperci Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC). Przewidują oni, że w tym roku polska gospodarka urośnie o 3,6 proc., w przyszłym o 5,9 proc., zaś w 2012 roku aż o 6,5 proc. W 2013 roku tempo osłabnie do "zaledwie" 4 proc.

"Przyjmuje się, że do końca 2012 roku koniunktura gospodarcza na świecie i w Polsce będzie w fazie wzrostowej. Około 2013 roku można oczekiwać pojawienia się górnego punktu zwrotnego koniunktury. W związku z tym w 2013 roku zakładamy osłabienie tempa wzrostu gospodarczego" — czytamy w komentarzu.

Jeśli prognozy BIEC sprawdzą się, wzrosty indeksów na warszawskiej giełdzie byłyby niemal pewne. Przyjmując ponadto założenie, że GPW wyprzedza zmiany w gospodarce o około 6 miesięcy, szczyt koniunktury na GPW powinien wypaść mniej więcej w połowie 2012 roku. Skąd więc ta rozbieżność z tajemniczym dokumentem, który wieści początek wzrostów na Wall Street dopiero w 2012 roku? Odpowiedź może być prosta: czeka nas hossa na rynkach wschodzących, którą zresztą wieści coraz więcej analityków z Markiem Mobiusem z Templetonu na czele.

I jeszcze historyczny rys z GPW. Okazuje się, że na warszawskim parkiecie hossa, przerywana mniejszymi bądź większymi korektami, trwa średnio pięć lat (liczona od dna poprzedzającej ją bessy). Tyle zapewne potrzeba czasu, by gospodarka nabrała tempa, a oszczędzający zapomnieli o okrutnej bessie i znów zaczęli masowo wpłacać pieniądze do akcyjnych funduszy inwestycyjnych. Bessa zaś trwa średnio rok-półtora i zabiera inwestorom ponad połowę zysków z całej minionej hossy. Kończy ją powszechny strach, niepewność, paniczna fala wyprzedaży i oficjalne ogłoszenie recesji w krajach zachodnich. Opierając się na wyliczeniach, przeciętnego czasu trwania hossy i bessy na GPW (jest zbliżony do podanego wyżej cyklu giełdowego w Nowym Jorku), można postawić tezę, że kolejny szczyt koniunktury na warszawskim parkiecie wypadnie w 2014 roku.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu izamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem.

Komentarze

Wiadomości dnia na www.pb.pl

Polecamy

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu

Serwisy