pb.pl
w schowku Tylko dla zalogowanych czytelników
zaloguj się
lub zarejestruj
dodaj do schowka

Kultowy komiks czeka ekranizacja

KUP LICENCJĘ
Katarzyna Latek
Pin It email print

Polscy inwestorzy mają okazję wejść w rekordową filmową produkcję. Amerykańscy producenci zbierają 100 mln zł. Kuszą sławą i zyskami.

 

Notowania

euro, ropa brent, dolar

Ludzie

Borys Szyc

Lata 80. ubiegłego wieku znów są modne. Wystarczy wejść do sklepów z ciuchami albo do klubu. Kwintesencją tego stylu jest Funky Koval (FK) — polska seria komiksowa autorstwa scenarzystów Macieja Parowskiego i Jacka Rodka oraz rysownika Bogusława Polcha. Kosmiczny detektyw, tropiący międzygalaktyczne afery, podbił serca amerykańskich producentów filmowych, którzy dwa lata temu kupili prawa autorskie do pierwszej części komiksu. Teraz Roland von Ciel i Josi Konski chcą zaprosić do współpracy polskich inwestorów. Pomaga im Mateusz Droba, prawnik i autor kilku niezależnych filmów, a także wielki fan Funky’ego Kovala. Poznali się na Facebooku.

— Pogratulowałem Rolandowi przedsięwzięcia i zapytałem, czy Polska jest współproducentem filmu, skoro to polski komiks. Nawiązaliśmy kontakt i w zasadzie obydwaj równocześnie zaproponowaliśmy sobie współpracę w tym samym czasie — mówi Mateusz Droba, który reprezentuje producentów w Polsce.

 nonwrited articlenonwrited article

Rekordowy budżet
Znaleźć polskich koproducentów inwestorów do projektu Funky Koval — takie zadanie postawili przed nim Amerykanie. Początkowo chcieli, by minimalny wkład wynosił 0,5 mln USD.

— Dostosowaliśmy próg do polskich realiów. Na mój wniosek producent obniżył limit minimalnego wkładu dla inwestorów do 100 tys. USD — wyjaśnia Mateusz Droba.

Funky Koval jest częścią tzw. slotu — 12 filmów produkowanych obecnie przez firmę Astrablu Josiego Konskiego. Budżet całego slotu to 270 mln USD. Część filmów będzie miało premiery w 2011 r. Debiut Funky’ego Kovala wstępnie zaplanowany jest na 2012 r., ale data może się jeszcze zmienić — wiele zależy od tego, jak szybko znajdzie się komplet inwestorów.

— Polscy inwestorzy mogą wejść tylko w produkcję Funky’ego Kovala, mogą też całego slotu — dodaje Mateusz Droba.

Planowany budżet FK to około 37 mln USD. Przebiłby polskie standardy — najdroższe w historii było "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza, które według medialnych doniesień kosztowało ponad 80 mln zł.

— Jednak jak na warunki amerykańskie nie jest to duża produkcja. Rzekłbym, że to taki średniak — mówi przedstawiciel producenta.

Dodaje, że dla Amerykanów polski rynek jest bardzo ważny i dlatego liczą na znalezienie tu koproducentów i inwestorów.

— To przecież ojczyzna Funky’ego. Poza tym w Polsce jest jeszcze sporo żelaznych fanów fantastyki i samego komiksu — mówi Mateusz Droba.

Nazwisko w napisach
Na co może liczyć polski inwestor? Szczegóły są do uzgodnienia. Pewne jest miejsce w napisach, uczestniczenie w premierze, no i najważniejsze — udział w zyskach. Amerykańscy producenci są gotowi pokryć połowę kosztów, resztę — czyli niecałe 20 mln USD — znaleźć u zewnętrznych producentów. Także z Polski.

Funky będzie produkowany w technologii 3D, takiej jak Avatar, chyba że — jak się wyraził producent — nie przypadnie to do gustu większości fanów. Są już pierwsze przymiarki do odtwórców głównych ról, chociaż do nich producenci zgłaszają się dopiero wówczas, gdy film ma już zapewnione finansowanie. Według producentów, w roli Funky’ego najlepiej sprawdziłby się Matthew McConaughey. W ubiegłym roku przez polskie media "przeleciała" także informacja, że o roli z producentami rozmawiał także ulubieniec publiczności nad Wisłą — Borys Szyc. Funky będzie filmem aktorskim, jednak w znacznej części ma bazować na scenografii generowanej komputerowo.

— Namawiam producentów, żeby współpracowali w tym zakresie z polskimi studiami. Mamy tu wiele świetnych firm zajmujących się animacjami, które pracowały choćby z Tomaszem Bagińskim — mówi Mateusz Droba.

Przyznaje jednak, że na kręcenie całego filmu w Polsce raczej nie ma szans.

— Chodzi o pieniądze. Nie możemy konkurować z Kanadą, która ma ulgi podatkowe dla produkcji filmowych. Producenci byli zainteresowani tematem takich ulg w Polsce, jednak u nas nie istnieją — wyjaśnia Mateusz Droba.

Kto stoi za produkcją? Josi Konski, szef firmy Astrablu, od wielu lat jest członkiem Amerykańskiej Gildii Reżyserów Filmowych. Był producentem, scenarzystą lub reżyserem 60 filmów. Obecnie pracuje nad filmem "Spóźnieni kochankowie" według powieści uwielbianego w Polsce Williama Whartona. Roland von Ciel jest inwestorem w branży energetycznej, inwestuje jednak także w przemysł filmowy.

— Z Funky’m zetknąłem się w latach 80. na Węgrzech, gdzie się wychowywałem. Przeczytałem jedną z historii na łamach magazynu "Galaktika" — wspomina Roland von Ciel.

Dodaje, że pomysł nakręcenia filmu przyszedł mu do głowy w 2004 r., gdy pracował w Europie. Kolejne dwa lata zajęło nawiązanie kontaktu z Bogusławem Polchem.

— Ostatecznie pomógł mi jeden z polskich znajomych. Pan Polch był bardzo podekscytowany informacją, że ktoś chce z jego największej dumy i radości stworzyć film — mówi producent.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu izamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem.

Teksty Polskiej Agencji Prasowej

Komentarze

Wiadomości dnia na www.pb.pl

Puls Biznesu premium

Ranking gorących spółek

0.71 
0.57 
0.41 
0.39 
0.31 

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu