pb.pl
w schowku Tylko dla zalogowanych czytelników
zaloguj się
lub zarejestruj
dodaj do schowka

Jak PGNiG inwigilowało wiceprezesa

KUP LICENCJĘ
Piotr Nisztor
Pin It email print

Prywatni detektywi śledzili menedżera gazowego giganta na zlecenie… władz spółki. Zaczęło się od anonimu o rzekomych nadużyciach i nieobyczajności.

 

Tagi

Praca, Rada, Raport

Notowania

PGNIG

Liczący 90 stron dokument, który powstał pod koniec 2012 r. tylko w jednym egzemplarzu, zawiera wiele tajemnic z życia Mirosława Szkałuby, ówczesnego wiceprezesa Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) ds. zakupów i IT, który odszedł ze spółki w grudniu 2013 r. Został przygotowany przez agencję detektywistyczną i firmę ochroniarską. Wynika z niego, że w okresie 14-28 grudnia 2012 r. menedżer był śledzony, a auto, którym się poruszał, monitorowane za pomocą GPS. Fotografowano też z ukrycia jego i rodzinę, sprawdzano, z kim się spotyka, prześwietlano majątek. Sprawdzono również powiązania żony i dzieci.

Przygotowanie raportu kosztowało PGNiG 101 tys. zł. Dlaczego państwowy gigant gazowy zapłacił prywatnym firmom za inwigilację własnego menedżera? Zaczęło się od donosu.

Niepokojący anonim

We wrześniu 2012 r. do ministerstwa skarbu wpłynął anonim dotyczący Mirosława Szkałuby. Zawierał doniesienia m.in. na temat rzekomych problemów z narkotykami, kontaktów z prostytutkami i nadużyciach finansowych. Mikołaj Budzanowski, ówczesny minister skarbu, zażądał wyjaśnień od rady nadzorczej PGNiG, kierowanej przez Wojciecha Chmielewskiego.

Sprawę omawiano na posiedzeniu 26 września 2012 r. Rada nadzorcza sformułowała wówczas pytania do zarządu, który postanowił poprosić o pomoc profesjonalistów. Z ustaleń „PB” wynika, że w celu zweryfikowania treści anonimu spółka gazowa wynajęła konsorcjum złożone z lubelskiej agencji detektywistycznej Group24 i warszawskiej firmy ochroniarskiej Sat Guard Defence (SGD). Umowa została podpisana 26 listopada 2012 r. Z ramienia PGNiG zawarł ją Paweł Knap, ówczesny dyrektor departamentu obsługi spółki, posługujący się pełnomocnictwem podpisanym, zgodnie ze statutem spółki, przez dwóch członków zarządu — Sławomira Hinca i… Mirosława Szkałubę.

— On [Mirosław Szkałuba — red.] nic nie wiedział o temacie audytu. Nikt mu nie mówił, czego ma dotyczyć. Niewykluczone, że ktoś złośliwie podsunął mu pełnomocnictwo, wiedząc, że Mirek nie boi się podpisywać dokumentów — twierdzi znajomy Mirosława Szkałuby, chcący zachować anonimowość.

Treść dokumentu rzeczywiście była dość ogólna. Chodziło o „pełnomocnictwo do reprezentowania PGNiG S.A., w tym podpisania umowy na wykonanie zadania audytu zewnętrznego związanego z pytaniami Rady Nadzorczej PGNiG S.A. wyrażonymina posiedzeniu w dniu 26 września 2012 r.”. „Generalnie w 2012 r. wiedziałem, że na mój temat pojawił się kolejny wyjątkowo brudny anonim, choć jego treści nie znałem. Podpisując pełnomocnictwo, nie wiedziałem, że wymieniony w pełnomocnictwie audyt zewnętrzny na polecenie rady nadzorczej dotyczy mojej osoby. Pełną wiedzę uzyskałem, jak sądzę, w maju 2013 r., kiedy zapoznałem się z raportem. Jakkolwiek sprawa ta wtedy była dla mnie bulwersująca i upokarzająca, świadomie nie podjąłem żadnych czynności prawnych w tym zakresie, a dzisiaj sprawę uważam za zamkniętą i nie mam ochoty wracać do tego tematu ani komentować go publicznie” — odpisał na nasze pytania Mirosław Szkałuba.

Obserwacja obiektu

Z raportu detektywów, do którego dotarł „PB”, wynika, że inwigilację wiceprezesa rozpoczęto 14 grudnia 2012 r. „Zastosowane przedsięwzięcia z zakresu obserwacji osobowej obiektu oraz monitoringu wskazanego pojazdu, będącego w jego użytkowaniu, pozwoliły zarejestrować następujące zdarzenia: (...)” — czytamy w dokumencie. Na kolejnych 42 stronach znajdują się mapki z trasami, którymi w ciągu dwóch tygodni poruszał się Land Rover, kierowany przez członka zarządu PGNiG, opisy czynności wykonywanych przez Mirosława Szkałubę oraz zdjęcia wykonane podczas obserwacji. W raporcie znalazł się też słowniczek używanych w nim pojęć: „inwigilacja”, „figurant”, „obiekt” czy „brygada obserwacyjna”. Menedżer był śledzony łącznie przez 100 godzin. Detektywi monitorowali wiceprezesa nawet w święta Bożego Narodzenia. Działania przerwali 28 grudnia 2012 r., nie potwierdziwszy informacji zawartych w anonimie. Z raportu wynika natomiast, że ktoś świadomie szkalował wiceprezesa PGNiG, chcąc mu zaskodzić. „Wyniki obserwacji mogą świadczyć, że złożony donos jest wynikiem działania z niskich pobudek, jak zazdrość lub obawa. Obiekt na pierwszą kadencję został wybrany głosami załogi, jako członek zarządu do spraw pracowniczych. Obecna pozycja daje mu możliwość wglądu w działania innych osób, co może budzić ich obawy”.

Zadanie dla ABW

Raport detektywistyczny trafił do PGNiG 18 stycznia 2013 r.

— Nie zapoznawałam się z jego treścią. Został przekazany wprost do rady nadzorczej — twierdzi Grażyna Piotrowska-Oliwa, ówczesna prezes gazowego giganta. Rada nadzorcza poznała treść dokumentu trzy dni później — 22 stycznia.

Metody zastosowane do zweryfikowania treści donosu nie wzbudziły jej zastrzeżeń. Wątpliwości mają natomiast eksperci. Ich zdaniem, sprawdzeniem członka zarządu spółki, która ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego państwa, powinna zajmować się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), a nie prywatni detektywi.

— To niedopuszczalne, aby takie działania zlecać na zewnątrz. Mogą one spowodować wyciek informacji, a co za tym idzie — godzić w bezpieczeństwo państwa. Dotychczas nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją — twierdzi płk Mieczysław Tarnowski, były wiceszef ABW. Zdziwiony jest też Andrzej Barcikowski, były szef ABW.

— Agencja jest ustawowo zobligowana do ochrony bezpieczeństwa energetycznego państwa, i to właśnie ona powinna zajmować się wyjaśnianiem takich kwestii — uważa Andrzej Barcikowski. O komentarz poprosiliśmy też ABW, jednak Maciej Karczyński, rzecznik agencji, nie odpowiedział na nasze pytania.

Tajemnice wyboru

Dlaczego weryfikacją anonimu zajęli się prywatni detektywi? Nie wiadomo. Tajemnicą pozostaje też to, dlaczego realizację zlecenia powierzono akurat konsorcjum Group24 i SGD. Z ustaleń „PB” wynika, że w PGNiG nie ma dokumentów na ten temat. Spółka, zapytana o sprawę, odmówiła odpowiedzi. Rada nadzorcza umywa ręce. Wojciech Chmielewski, jej przewodniczący, podkreśla,że wyjaśnienie zarzutów zawartych w anonimie było zadaniem zarządu.

— Rada nadzorcza nie brała w tym udziału i nie ingerowała w sposób weryfikacji przez zarząd informacji zawartych w piśmie — twierdzi Wojciech Chmielewski. Grażyna Piotrowska-Oliwa zapewnia jednak, że nie zna okoliczności wyboru podmiotów mających zweryfikować donos.

— Sprawa była bardzo delikatna. Jako zarząd musieliśmy wykonać zalecenie rady nadzorczej. Osobiście jednak w ogóle się tym tematem nie zajmowałam. Wszystkie działania w tej sprawie odbywały się poza mną, nie wiem więc, w jaki sposób do realizacji zlecenia wybrano akurat te podmioty — twierdzi była prezes PGNiG.

— Inwigilowanie na pewno nie było zalecane przez radę nadzorczą — przekonuje Mikołaj Budzanowski. Były minister skarbu twierdzi również, że nic nie wiedział o zastosowanych metodach.

— To skandal. Taka sytuacja nie powinna się zdarzyć — mówi Mikołaj Budzanowski.

Gdzie jest raport

To nie koniec wątpliwości. Do materiałów zgromadzonych podczas inwigilacji Mirosława Szkałuby mieli wgląd uprawnieni przedstawiciele PGNiG. Wśród dokumentów znajdowały się m.in. raport z ustaleń majątkowych, raport gospodarczy z ustaleń wobec „obiektu” i członków jego rodziny wraz z dokumentacją rejestrową, raport z obserwacji osobowej, dokumentacja zdjęciowa i zapis wideo prowadzonej obserwacji. Po 30 dniach od momentu zakończenia zlecenia wszystko miało zostać zniszczone. Po zapoznaniu się z raportem na początku czerwca 2013 r. Mirosław Szkałuba polecił Wojciechowi Janasowi, ówczesnemu szefowi bezpieczeństwa PGNiG, sprawdzenie, czy tak się stało. Kilkanaście dni później Wojciech Janas został zwolniony z pracy. Na stanowisku zastąpił go płk Grzegorz Reszka, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Z ustaleń „PB” wynika, że nie kontynuował działań poprzednika i sprawa prawdopodobnie do dziś nie została wyjaśniona. Na pytania o zniszczenie dokumentów, podobnie jak na wszystkie inne — związane z inwigilacją Mirosława Szkałuby i kulisami powstania raportu na jego temat — spółka nie odpowiedziała.

„Nie komentujemy i nie będziemy komentować spraw dotyczących byłych pracowników i byłych menadżerów PGNIG SA. Również z zasady nie komentujemy i nigdy nie będziemy komentować spraw o charakterze «obyczajowym». Obecny Prezes Zarządu PGNIG SA , a także Zarząd pod jego kierownictwem koncentruje się na sprawach bieżących i przyszłych. Realizuje zadania biznesowe ważne dla naszych Akcjonariuszy i bezpieczeństwa energetycznego państwa” — napisało w oświadczeniu PGNiG.

© Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1 Komentarze

SDC 2014-04-07

Niestety tak się dzieje w "tych" firmach - banda pacanów jak nie potrafi konkurować na poziomie merytorycznym to wykańcza ludzi anonimami.

Wiadomości dnia na www.pb.pl


Najlepsze blogi o biznesie

Ranking gorących spółek

0.66 
0.42 
0.38 
0.30 
0.27 

Sekcje

Oferty Pulsu Biznesu