01.09.10Czwartek 02.09.10
WsteczWyślij znajomymDrukujZmniejsz czcionkęPowiększ czcionkę

Polowanie na paragrafyZaktualizowany!
Jacek Konikowski
Puls Biznesu, pb.pl,30.06.2009 07:20
Zaktualizowany 01.07.2009 08:30
Czytaj komentarze (47)
Na kilkaset firm w całym kraju padł blady strach. Grupa prawników z Poznania wertuje umowy handlowe w poszukiwaniu zapisów niezgodnych z prawem (tzw. klauzul niedozwolonych), a gdy je znajdzie, pisze pozwy, żądając usunięcia felernych paragrafów.

Roboty mają po pachy, bo wiele firm wciąż umieszcza w umowach zapisy działające na niekorzyść klientów. Pozwy otrzymało już kilkaset firm, w tym biur podróży, sklepów online, biur tłumaczeń i dostawców internetu. Dzięki Lexusowi w rejestrze klauzul niedozwolonych UOKiK znalazło się 50 zapisów łamiących prawa konsumentów. Stowarzyszenie wygrało sprawy sądowe m.in. z DHL, PKO BP, PKN Orlen, Polską Żeglugą Bałtycką, Rainbow Tours.

Z naszych ustaleń wynika, że ostatnio Lexus wziął się za umowy bankowe. Idea, która przyświeca działalności poznańskich prawników, jest pożyteczna. Rzecz w tym, że prawnicy rzadko pracują dla idei.


Mechanizm skubania
Prawnicy Lexusa wyszukują w umowie handlowej (lub dołączonym do niej regulaminie usług) zapis naruszający prawa konsumentów, po czym kierują pozew do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o uznanie go za tzw. klauzulę niedozwoloną. Lexus w pozwie wnosi o wydanie wyroku zaocznego, na posiedzeniu niejawnym i rozpatrzenie sprawy pod nieobecność powoda lub jego pełnomocnika. Wnosi też o zasądzenie na swoją rzecz kosztów zastępstwa procesowego (urzędowe 360 zł). To jednak mała kwota w porównaniu z kosztami, jakie pechowy przedsiębiorca będzie musiał ponieść w przypadku przegranej sprawy: wpisu sądowego (około 600 zł) i publikacji wyroku w Monitorze Sądowym i Gospodarczym (około 1000 zł).

Pół biedy, jeżeli chodzi o jeden pozew. Lexus potrafi jednak doszukać się w jednej umowie kilku, a nawet kilkunastu kruczków i każdy z osobna zaskarżyć, a wtedy zasądzone kwoty mogą sięgnąć kilku tysięcy złotych.

— Jesteśmy małym biurem podróży z Krakowa, w zeszły czwartek dostaliśmy 12 pozwów od Lexusa — mówi właścicielka firmy.

Home.pl też dostał kilkanaście pozwów. I alternatywę: wycofamy pozew, jeżeli zapłacicie nam 360 zł od każdego i zmienicie pechowe paragrafy.

— Kilka dni po otrzymaniu pozwu z Lexusa dostaliśmy e-mail, w którym proponują ugodę. Już w pierwszym zdaniu chwalą się, że wygrali z PKN Orlen. Proponują zrzeczenie się roszczeń w zamian za zobowiązanie o niestosowaniu więcej klauzul niedozwolonych i pokrycie honorarium ich prawnika (360 zł). Dalej wyliczają, co nam grozi, gdybyśmy na ugodę jednak nie poszli. Wyliczają koszty i straty wizerunkowe, jakie byśmy ponieśli — mówi Marcin Kuśmierz, dyrektor zarządzający Home.pl.

Czemu Lexusowi tak zależy na ugodzie? Bo ta oznacza pieniądze.

"Stowarzyszenie nigdy nie otrzymało od kogokolwiek żadnych pieniędzy" — zapewnia Michał Kubalski z Lexusa w meilu do redakcji "PB".

Stowarzyszenie rzeczywiście nic nie zarabia na firmowaniu całej akcji. Chwali się, że jego konta w Lukas Banku są puste. Tyle tylko, że żądane kwoty pozwani wpłacali nie na konto stowarzyszenia, ale jego pełnomocnika procesowego mec. Roberta Walczaka. Według KRS, Walczak do grudnia 2008 roku był… prezesem Lexusa. Obecnie jest nim Ewa Walczak.

— Wygląda na to, że pod szyldem działalności pro publico bono stowarzyszenia kancelaria radcy prawnego Roberta Walczaka inkasuje za samo napisanie pozwów według jednego wzorca kwotę 360 zł netto od pozwu, egzekwując tę płatność pod groźbą wszczęcia postępowania sądowego — twierdzi właściciel biura tłumaczeń, który poszedł na ugodę z Lexusem i wpłacił na konto kancelarii kilka tysięcy złotych.

Kumple od piłki
Stowarzyszenie Towarzystwo Lexus zostało zarejestrowane w Krajowym Rejestrze Sądowym w listopadzie 2005 r. Założyła je grupa znajomych.

"Znamy się z różnych źródeł: ze studiów, liceum, poprzez wspólnych znajomych, wspólną grę w piłkę itp." — tłumaczy Michał Kubalski.

Jak twierdzi, stowarzyszenie powstało w jednym celu: ma ścigać klauzule niedozwolone. Czemu właśnie je?

"Pamiętam, że zaczęło się to już ładnych kilka lat temu, kiedy jeden z członków stowarzyszenia został oszukany przez dewelopera, który skasował 900 zł opłaty rezerwacyjnej za mieszkanie i potem nie chciał jej oddać, zatrzymując jako karę umowną za rezygnację z kupna mieszkania. Udało nam się wygrać tę sprawę i stąd wziął się pomysł" — pisze w mailu Michał Kubalski.

Dzisiaj wygranych spraw Lexus ma prawie 50. Pozwy do kolejnych firm, ostatnio z branży internetowej, sprawiły, że lista przedsiębiorstw, z którymi Lexus ma na pieńku, wzrosła jeszcze bardziej. A każda akcja rodzi kontrakcję:

"Swego czasu telefonowano do mnie z zakładu pogrzebowego z wiadomością, że szykowany jest mój pogrzeb. Myślę, że to któryś z pozwanych zrobił sobie taki żart, ale to tylko mój domysł. Jesteśmy nieco przyzwyczajeni do takich ataków i chyba już nic mnie nie zdziwi" — pisze Kubalski.

Milczenie owiec
Poszkodowani przedsiębiorcy są oburzeni działalnością Stowarzyszenia Lexus. Niektórzy zapowiadali nawet złożenie doniesienia do prokuratury. Zapowiadali, bo ani prokuratura, ani sąd nie zajmują się Lexusem. Na forach internetowych, co bardziej krewcy przedsiębiorcy proponują: "wyślijmy do nich Ukraińców". Co ciekawe, na pytanie, czy Lexus łamie prawo, "poszkodowani" przedsiębiorcy milkną.

— Całkiem możliwe, że Lexus nie narusza prawa, natomiast jestem przekonany, że nie działa etycznie. Stowarzyszenie celowo przysyła nawet kilkanaście jednobrzmiących pozwów, z czego każdy dotyczy innej klauzuli, chociaż może zawrzeć wszystko w jednym, bo od każdego pozwu może domagać się zwrotu 360 zł kosztów procesowych. Poza tym, zamiast uświadamiać przedsiębiorców, Lexus idzie do sądu z pozwami od razu na całą branżę. Motywy są oczywiste: pieniądze — mówi Krzysztof Przyłucki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Biur Tłumaczeń (PSBT), którego członkowie otrzymali pozwy od Lexusa.

Nieznajomość prawa szkodzi, choć przypadek biura pielgrzymkowego Arkus z Bydgoszczy, do którego dobrał się Lexus, dowodzi, że nawet próby jego zrozumienia mogą okazać się kosztowne.

— Rok po kontroli Urzędu Marszałkowskiego, który badał treść naszych umów, Lexus zakwestionował w nich trzy paragrafy. I my, i urząd jesteśmy w szoku. Moim zdaniem, grupa prawników żeruje na lukach prawnych — mówi Sławomir Sujkowski, właściciel Arkusa.

— Jesteśmy bezradni. Czy za każdym razem, gdy UOKiK ogłosi nową klauzulę zakazaną, mamy anulować wszystkie umowy i zawierać nowe po to tylko, żeby za tydzień czy dwa zrobić to ponownie? To walka z wiatrakami, w której wszyscy przedsiębiorcy, nawet ci uczciwi, są skazani na porażkę — mówi Małgorzata Karwat, prezes Izby Turystyki Ziemi Łódzkiej.

Dlatego izba poprosiła Lexusa, aby na umowę-zlecenie opracował dla jej członków wzorzec umowy.

— Ale korespondencja wróciła, o co więc im chodzi? O dobro konsumenta czy pieniądze? To pokrętna sprawa. Polowanie na paragrafy — mówi Małgorzata Karwat.

Sami prawnicy działalnością kolegów z branży wydają się zażenowani.

— To legalna, choć etycznie wątpliwa działalność — przyznaje Marcin Kolasiński, radca prawny w kancelarii Baker McKenzie, specjalizujący się w prawie konkurencji.

Płacić czy nie?
Przed paradoksalnym dylematem stoją jednak sami przedsiębiorcy. Jeżeli nie pójdą na ugodę i nie zapłacą Lexusowi, narażają się na koszty. Ale jeżeli pójdą i zapłacą, mogą narazić się na jeszcze większe. Okazuje się bowiem, że:

— Zgodnie z art. 479 41 kodeksu postępowania cywilnego (kpc) w trakcie postępowania sądowego w sprawach o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone nie jest dozwolone zawarcie ugody. Strony mogą umówić się poza sądem co do tego, że powód, w zamian za odpowiednią gratyfikację finansową, wycofa pozew. Jednakże ostateczna decyzja co do tego, czy pozew zostanie cofnięty, należy do sądu. Ma on pełnię władzy, aby mimo cofnięcia pozwu rozpatrywać sprawę ze względu na interes społeczny — twierdzi Marcin Kolasiński.

Wniosek z tego, że Lexus nie zarabiałby na przedsiębiorcach, gdyby nie… sędziowie.

Bo gdyby sądy prawidłowo wykonywały przepisy kpc, nikt nie ryzykowałby ugody poza sądem, wiedząc, że nic to nie zmieni, bo sprawa i tak stanie na wokandzie.

Epilog? Trudno żałować przedsiębiorców, którzy nie szanują prawa. Tym bardziej że wiele "ofiar" Lexusa na własne życzenie zafundowało sobie problemy.

— W zeszłym roku zorganizowaliśmy specjalną konferencję poświęconą głównie zagadnieniom prawnym w e-commerce i niestety muszę stwierdzić, że zainteresowanie internetowych sprzedawców tematem regulaminów było śladowe — twierdzi Piotr Jarosz, wydawca serwisu Sklepy24.pl.

Prawnicy Lexusa też aniołami nie są. Bo co innego działać na rzecz konsumentów, a co innego zarabiać na ich prawach.

Z Michałem Kubalskim, przedstawicielem Lexusa, korespondowaliśmy drogą e-mailową. Próbowaliśmy umówić się na spotkanie, ale tłumaczył, że przebywa za granicą. Gdy ponowiliśmy prośbę o spotkanie i zgodę na wykonanie zdjęcia do artykułu, w odpowiedzi z konta pocztowego Stowarzyszenia Lexus otrzymaliśmy niepodpisany e-mail: "nie korespondował pan nigdy z żadnym Michałem". Jednocześnie ze strony internetowej stowarzyszenia zniknęło nazwisko Michała Kubalskiego jako osoby do kontaktu. Ale kopia poprzedniej wersji strony została...


Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Wszelkie prawa w tym Autora, Wydawcy i Producenta bazy danych zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione. Korzystanie z serwisu i zamieszczonych w nim utworów i danych wyłącznie na zasadach określonych w Regulaminie Korzystania z Serwisu. Zapoznaj się z regulaminem


Wyślij znajomymDrukujZmniejsz czcionkęPowiększ czcionkę

Komentarz Czytaj komentarze (47)

 
Hit "Pulsu Biznesu"
Wiadomości z pierwszej strony
Dodaj nas!
Stanisław J. Majcherczyk Blog

Stanisław J. MajcherczykRestauracyjnym szlakiem: Robotniczy schabowy (1)