„PB”: Legg Mason TFI, jako jedno z nielicznych towarzystw, otwarcie ostrzegało rok temu klientów przed wysokim ryzykiem inwestowania w akcje. Tomasz Jędrzejczak, prezes Legg Mason TFI: Rzeczywiście, spotykaliśmy się z dystrybutorami i klientami i tłumaczyliśmy im, że na akcjach można zyskać, ale też stracić. Niestety, niewielu chciało nas słuchać. Wszyscy chcieli usłyszeć, na czym można najwięcej zarobić.
Mam mieszane uczucia. Czy czerpiemy z tej kampanii korzyści? Nie do końca. Kampanię traktujemy raczej jako pozytywistyczną pracę u podstaw. Takie działania powodują większe zrozumienie rynków kapitałowych. Im bardziej wyedukowani klienci, tym dla nas lepiej. Problem w tym, że większość klientów TFI nie widzi różnicy między inwestowaniem a spekulowaniem. Spekulować można wszystkim, weźmy choćby tę filiżankę kawy. Ja pani zapłacę za nią 2 zł. Odsprzedam sekretarce za 5 zł, a ona będzie się martwiła, komu odsprzedać ją dalej. To jest właśnie spekulacja — kupić tanio, żeby sprzedać drożej. Tymczasem inwestowanie to kupowanie i czekanie na wzrost wartości inwestycji. Akcje w przeciwieństwie do zwykłych towarów żyją własnym życiem. Ich wartość odzwierciedla kondycję spółki.
Ryzyko jest zawsze takie samo. Nie ostrzegaliśmy przed spadkami, tylko przed tym, że rynek może się wahać. Jak kursy rosną, to przyjdzie moment, że zaczną spadać. To jest nieunikniona cykliczność giełdy. Warto jednak pamiętać, że im niższe wyceny, tym większa szansa, że inwestycja będzie sukcesem.
Przybywa spółek, które można zacząć kupować. Jednak to nie jest jeszcze rynek krzyczących okazji. To dobry czas, żeby przystąpić do spokojnego budowania portfela. Ale są też spółki, których wycena spadła o 60 proc., a mimo to nadal nie są atrakcyjne.
To pytanie raczej do socjologa. Każdy by chciał wiedzieć, co będzie się działo. Jednak takie prognozy są obarczone dużym błędem. Dlatego naszym zdaniem są bezwartościowe dla klienta TFI.
Ciężko naprawić błędy inwestycyjne. Podjęcie decyzji o kupnie jednostek na podstawie półrocznych wzrostów jest tak samo nielogiczne, jak sprzedawanie tylko z tego powodu, że ostatnie sześć miesięcy było tragiczne. Obawiam się jednak, że większość uczestników rynku znów popełni ten sam błąd. Tak jakby nie mieli szacunku do własnych pieniędzy. Ludzie mają nadal dużo większy zapał do spekulacji. Szukają cudownych recept. Nie chcą słuchać, że zarabianie na giełdzie wiąże się z ciężką pracą i wytrwałością. Dlatego klienci często rzucają się na towar, który się świeci. Dwa lata temu były to fundusze małych i średnich spółek. Teraz instytucje sprzedają struktury czy surowce.
Po pierwsze — trzeba spędzić trochę czasu, przyglądając się różnym możliwościom inwestycyjnym. Po drugie — musimy rozważyć ryzyko, które podejmujemy. Czy wytrzymamy psychicznie i materialnie, jeśli wartość naszego portfela będzie się mocno wahała? A może nie dopuszczamy myśli o stracie? Na koniec trzeba sobie odpowiedzieć, na jak długo inwestujemy.
Portfel akcyjny łączy się z bardzo dużą zmiennością. Dodatkowo trzeba się liczyć, że horyzont inwestycyjny nie powinien być krótszy niż jeden cykl giełdowy, czyli pięć-osiem lat. A przede wszystkim należy oczekiwać racjonalnych zysków.
Bardzo trudno trafić w dołek. Jeśli kogoś stać, żeby inwestować w akcje (akceptuje znaczne straty i może zamrozić kapitał na kilka lat), to teraz jest dobry moment, żeby rozpocząć kupowanie jednostek. Ale to nie znaczy, że już nie będzie spadać. Klasycznie bessa kończy się, gdy nikt nie wierzy w akcje. Dlaczego fundusze akcji mają zazwyczaj gorsze wyniki niż indeksy giełdowe? Faktycznie, większość zarządzających nie pokonuje indeksów z powodu choćby kosztów zarządzania. Nawet gdy portfel zachowuje się lepiej niż indeks, klient może tego nie odczuć. Nadwyżka może nie wystarczyć na pokrycie kosztów. Teraz sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Zarządzający muszą się liczyć z małą płynnością na giełdzie i wzmożoną aktywnością klientów. Te dwa czynniki pogarszają wyniki funduszy. Z jednej strony zarządzający muszą sprzedawać akcje, żeby przygotować portfel na ewentualne umorzenia, a z drugiej — trudno im upłynnić niektóre papiery, bo nikt nie chce ich kupić.
Mam utrudnione działanie na giełdzie. Moje inwestowanie jest obwarowane wieloma ograniczeniami. Jestem leniwym inwestorem — transakcji dokonuję raz na kilka lat. Poza tym trzymam kapitał w funduszach. Inwestuję w nie od ośmiu lat. Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu"
Hit "Pulsu Biznesu"
Karkosik tryska optymizmem
Wiadomości z pierwszej strony |
Z ostatniej chwili
Najczęsciej czytane DziśW ostatnim tygodniublog.pb.pl Najczęsciej komentowane DziśW ostatnim tygodniuOstatnio komentowane
Najpopularniejsze blogi Dziś
W ostatnim tygodniuNajczęsciej polecane DziśW ostatnim tygodniuNajczęściej drukowane Dziś
W ostatnim tygodniu |
| ||||||||||||||||||||||||||||||||