10 hektarów bez budynków

Michał Kobosko
19-12-2003, 00:00

Mariusz Łukasiewicz jest fenomenem. Przyznają to także konkurenci, którym napsuł sporo krwi swą bankową działalnością. Nie mając doświadczenia w branży finansowej zbudował Lukasa, a potem Lukas Bank — dwie silne organizacje. Odniosły triumf — najpierw nowatorskim potraktowaniem sprzedaży ratalnej, a potem jakością obsługi klientów bankowości detalicznej. Zbudował swoje instytucje niemal od zera, w czasach gdy podobną strategię obrały doświadczone grupy bankowe, zasilane zagranicznym kapitałem i know-how. Wobec ofensywy Banku Handlowego czy Millennium raczkujący Lukas Bank wydawał się skazany na pożarcie. A jednak się udało! Konsekwentna kampania reklamowa, nowe trafione produkty i... traktowanie klienta jak człowieka (miejsca siedzące w oddziałach, filiżanka kawy) sprawiły, że Lukas przerósł wielu konkurentów.

U szczytu powodzenia Łukasiewicz i jego partnerzy finansowi oddali Lukas Bank gigantowi francuskiej bankowości — Credit Agricole. Dla Francuzów była to nie lada gratka: rozwinięta grupa finansowa na przyszłościowym rynku, gdzie dotychczas nie byli obecni. Zrobili zatem wszystko, by przejąć kontrolę (niemal jednocześnie kupili Europejski Fundusz Leasingowy). A co to oznaczało dla Łukasiewicza? Przez kilka miesięcy działał jeszcze w Lukasie, ale szybko zaczął myśleć o nowym projekcie. Postanowił wejść jeszcze raz do tej samej rzeki. Kupił dwa, mocno obciążone złymi długami, lokalne banki, połączył je i w kilka miesięcy przygotował „Lukas Bank wersję 2.0”.

Czy mu się uda? Początek robił wrażenie: lśniące plastikowe miniplacówki lądujące w centrach handlowych, nowatorskie produkty, wpłatomaty (bankomaty wyłącznie przyjmujące gotówkę) etc., a wszystko w efektownych biało-czerwonych barwach, współgrających z aktualną nazwą: Eurobank. Efekt tych poczynań na razie jest niewiadomą. Mimo ogromnej konkurencji — o wiele większej niż przy starcie Lukasa — bank ma ambitne plany, ale to dopiero początek drogi. Moja osobista próba zostania klientem Eurobanku była nieudana: bank nie był ani tak elastyczny, ani stojący „frontem do klienta” jak to wynikało z reklamówek. Wtedy przypomniałem sobie słowa Łukasiewicza, że Eurobank ma przede wszystkim szybko na siebie zarobić...

Premiera banku zbiegła się z promocją fimu „Ciało”, którą Łukasiewicz finansował i produkował. Publiczność była podzielona: jedni uznali film za objawienie, inni dali wyraz skonsternowaniu i rozczarowaniu, a tzw. warszawka mówiła wręcz o plagiacie. Tak czy owak — film już na siebie zarobił (tak twierdzi nasz bohater), zatem Łukasiewicz i na tym polu „nie dał ciała”. Kto wie: może z nowym bankiem też mu się powiedzie?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Kobosko

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / 10 hektarów bez budynków