100 dni brexitu: Czy było tak źle jak ostrzegał "Project Fear"?

Bloomberg, opracowanie Paweł Makosz
opublikowano: 09-04-2021, 16:48

Minęło prawie 100 dni od momentu, w którym Wielka Brytania zakończyła proces wyjścia ze struktur Unii Europejskiej. Brytyjczyków ostrzegano przed natychmiastową recesją, czy załamaniem eksportu. Które obawy się sprawdziły?

Dane pokazują, że rozwód z Unią Europejską już teraz ma negatywny wpływ na gospodarkę Wielkiej Brytanii. Można jednak zakładać, że część brytyjskich problemów jest spotęgowana pandemią koronawirusa.

Geert Vanden Wijngaert

Krótkoterminowe uderzenie

W raporcie opublikowanym w 2016 r., jeszcze przed referendum, Ministerstwo Skarbu przewidywało, że głosowanie za wyjściem, a następnie natychmiastowe uruchomienie procesu wycofania się z UE na mocy Artykułu 50, spowoduje spadek dochodu narodowego aż o 3,6 proc. w ciągu dwóch lat. Dodatkowo pracę straci 520 tys. osób, a ceny domów zmaleją o 10 proc.

Tak się jednak nie stało, m.in. dlatego, że rząd powołał się na Artykuł 50 dopiero w marcu 2017 r. Do czerwca 2018 r. produkt krajowy brutto Wielkiej Brytanii wzrósł o ponad 3 proc. Poziom bezrobocia spadł o 280 tys. osób, a średnia cena domu zyskała ponad 7 proc.

Potem nadeszła pandemia. W zeszłym roku PKB skurczył się o prawie 10 proc., co stanowiło najgłębsze załamanie od czasu Wielkiego Mrozu z 1709 r. Gospodarka tylko częściowo odrobiła ogromne straty poniesione podczas pierwszego lockdownu z wiosny ubiegłego roku. Wielka Brytania wciąż pozostaje poniżej poziomu produkcji sprzed pandemii.

Wyższe koszty życia

W kwietniu 2016 r. rząd wysłał ulotkę do wszystkich gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii, nakłaniając je do głosowania za pozostaniem w UE. Ostrzegał, że inna decyzja zwiększy koszty ich życia, ponieważ spadający funt przełoży się na droższy import. Około połowa brytyjskiego importu pochodzi z UE.

Ta prognoza okazała się trafna. Funt spadł aż o 18 proc. w stosunku do euro w ciągu dwóch lat od referendum i pozostaje obecnie 12 proc. poniżej poziomu z dnia głosowania w sprawie brexitu.

Inflacja osiągnęła w listopadzie 2017 r. najwyższy od 5 i pół roku poziom 3,1 proc., co przyczyniło się do obniżenia standardu życia Brytyjczyków. Przez kolejne dwa lata nadal pozostawała powyżej 2 proc., co było celem Banku Anglii. Od tego czasu jednak spadła, a przyczyniła się do tego sytuacja związana z koronawirusem.

Problemy eksportu

Rząd twierdził, że wyjście z UE utrudni firmom eksport towarów do Wspólnoty. Ostrzeżenie okazało się słuszne. Brytyjskie firmy w ostatnich 100 dniach musiały zmagać się z dodatkową skomplikowaną biurokracją. W styczniu eksport na kontynent zmniejszył się aż o 41 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca.

David Frost, który wynegocjował post-brexitową umowę handlową z UE, a teraz jest ministrem odpowiedzialnym za stosunki Wielkiej Brytanii ze Wspólnotą, uważa, że tak dramatyczny spadek eksportu jest spowodowany grudniowym gromadzeniem zapasów oraz kolejnym lockdownem. Jego zdaniem międzynarodowy handel powróci do normalnego poziomu na początku lutego. Dane, które to potwierdzą lub obalą, zostaną opublikowane dopiero w przyszłym tygodniu.

Ucieczka finansistów

Przed referendum wiele osób z City of London ostrzegało, że głosowanie za odejściem wywoła falę utraty miejsc pracy. Firma księgowa Pricewaterhouse Coopers przewidywała, że zniknie aż 100 tys. miejsc pracy w usługach finansowych. W rzeczywistości firmy przeniosły do UE znacznie mniej stanowisk pracy. Według EY, w marcu było to 7,6 tys.

Jednak liczba ta może wzrosnąć, jeśli Wielka Brytania i UE nie będą w stanie osiągnąć porozumienia dającego brytyjskim firmom finansowym szeroki dostęp do jednolitego rynku, który utraciły w wyniku brexitu.

W międzyczasie City straciło znaczną część biznesu. Prawie cały handel akcjami UE na giełdach w Wielkiej Brytanii - ponad 6 mld EUR w transakcjach dziennych - przeniósł się w styczniu do krajów UE. A co za tym idzie, giganci bankowi, tacy jak JPMorgan i Goldman Sachs, również przenieśli setki miliardów euro do swoich nowych centrów na terenie Wspólnoty.

Co z Narodową Służbą Zdrowia?

Kampania "Leave" przedstawiała niezbyt konkretne prognozy dotyczące ekonomicznych korzyści z brexitu. Jednak wyróżnić można było jedno zobowiązanie. Mówiło ono o przekierowaniu 350 mln GBP tygodniowo, które Wielka Brytania wysyłała do UE, do Narodowej Służby Zdrowia (NHS).

Kwota ta była zbyt duża, biorąc pod uwagę, że tygodniowa składka netto Wielkiej Brytanii do UE wynosiła jedynie 250 mln GBP po uwzględnieniu rabatu, jaki Wielka Brytania otrzymała od Wspólnoty. Znaczna część tej kwoty wracała również do Wielkiej Brytanii w postaci wydatków sektora publicznego UE.

W 2018 r. Wielka Brytania ogłosiła plany zwiększenia wydatków na NHS o 394 mln GBP tygodniowo w ujęciu realnym od 2023 r. Wzrost ten, jak powiedziała ówczesna premier Theresa May, zostanie częściowo sfinansowany z funduszy, które w przeciwnym razie trafiłyby do UE.

Jednak w ramach ugody rozwodowej Wielka Brytania nadal będzie musiała wysłać do UE około 20 mld GBP w ciągu najbliższych siedmiu lat. Dodatkowo negatywny wpływ brexitu na PKB przewyższa wszelkie oszczędności wynikające z zaprzestania wpłat na rzecz Wspólnoty, ocenił Instytut Studiów Fiskalnych.

Pełne koszty decyzji Wielkiej Brytanii o zerwaniu więzi z największym i najbliższym partnerem handlowym będą prawdopodobnie widoczne dopiero wtedy, gdy ograniczenia związane z koronawirusem ustąpią, a działalność gospodarcza wróci do normy. Debata na ten temat jest jeszcze daleka od rozstrzygnięcia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane