100 dni w UE: na remanent za wcześnie

09-08-2004, 07:36

W niedzielę upłynęło 100 dni przynależności Polski do Unii Europejskiej. Data ta nie wywołuje jednak głębszych refleksji, w odróżnieniu od studniówki przedunijnej, która przypadła 22 stycznia i była nagłośniona. Różnica wynika ze szkolnej tradycji — przedmaturalna studniówka obchodzona jest przez licealistów wspólnie i hucznie, natomiast taka odliczona po maturze przypada w wakacje, kiedy absolwenci co najwyżej wymieniają SMS-y, kto się dostał na studia dzienne, a kto będzie musiał płacić, etc.

Formalnie jesteśmy od 1 maja zjednoczonymi Europejczykami pełną gębą, przekraczającymi granice aż do Atlantyku na podstawie dowodów osobistych. Czy jednak statystyczny obywatel RP już poczuł się wewnętrznie obywatelem UE — to zupełnie inna kwestia. Wybory do Parlamentu Europejskiego, mające przypieczętować integrację, zostały w Polsce zlekceważone. Konstytucja, na którą po wielu oporach przystał w końcu rząd Marka Belki, budzi wiele zasadnych wątpliwości, nawet w środowiskach popierających samą ideę integracji. Gospodarka polska dopiero się z unijną obwąchuje. Pierwszym tego objawem jest ruch cen, wyrównujący je najczęściej w górę. Na pierwszy ogień poszły produkty rolne, co z jednej strony niebywale nakręciło koniunkturę w przemyśle spożywczym, ale z drugiej — oczywiście wywołało mocniejszy od spodziewanego impuls inflacyjny.

W sumie wychodzi na to, że 100 unijnych dni jest okresem za krótkim na dokonywanie poważniejszych obrachunków. W odróżnieniu od Napoleona, mamy na szczęście dużo dłuższy horyzont czasowy. Co prawda z Brukseli widać Waterloo, ale tam się na razie nie wybieramy...

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / 100 dni w UE: na remanent za wcześnie