30 lat odmieniło Polskę

Jacek Kowalczyk
31-08-2010, 00:00

Po trzydziestu latach postęp gospodarczy widać jak na dłoni. Stać nas było jednak na więcej...

Od podpisania porozumień sierpniowych Polak kupił większe mieszkanie, kilka samochodów i masę sprzętu RTV i AGD

Po trzydziestu latach postęp gospodarczy widać jak na dłoni. Stać nas było jednak na więcej...

Spośród 21 postulatów, które strajkujący przedstawili władzom w sierpniu 1980 r., aż 16 miało charakter ekonomiczny. Zmiany w Polsce w kolejnych trzech dekadach również koncentrowały się na wydarzeniach gospodarczych. Porównanie portfela przeciętnego Kowalskiego z roku 1980 i dziś pokazuje, że ewolucja poszła w dobrym kierunku.

Obrastamy w dobra

Polski konsument robi dziś średnio o 72 proc. wyższe zakupy niż przed 30 laty (po uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza) — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. W jego rodzinie jest przynajmniej jeden samochód osobowy, choć trzy dekady temu tylko co czwarta rodzina posiadała auto. Poprawiła się też sytuacja mieszkaniowa — dzisiaj przeciętne lokum polskiej rodziny ma 70 mkw., o 14 mkw. więcej niż w 1980 r.

Poczuliśmy też uroki nowoczesności. Dziś przeciętna rodzina ma w mieszkaniu dużo sprzętu RTV i AGD, który zużywa trzykrotnie więcej prądu niż wyposażenie mieszkania z 1980 r. Telefon stacjonarny ma trzy czwarte gospodarstw domowych (komórek jest już w Polsce aż 44 mln), tymczasem w 1980 r. na ten luksus mogła sobie pozwolić co szósta rodzina. Obiad poza domem? Dziś mamy do wyboru ofertę prawie 79 tys. lokali gastronomicznych — trzykrotnie więcej niż przed 30 laty. Tylko do kin i teatrów — prawdopodobnie z powodu rozwoju telewizji i DVD — chodzimy rzadziej niż wtedy.

— W latach 80. Polska pod względem zaawansowania technik łączności czy informatyki była porównywana z Albanią. Zmiany, które zaszły w tej dziedzinie przez trzy dekady, są niewiarygodnie wielkie i można uznać je za ogromny sukces polskiej transformacji — komentuje prof. Stanisław Gomułka, były wykładowca London School of Economics.

Infrastruktura nadal pozostawia wiele do życzenia, jednak i tu postęp widać. Sieć dróg publicznych wydłużyła się ze 180 tys. km do ponad 260 tys. km. Wodociągi mierzą prawie 270 tys. km — aż pięciokrotnie więcej niż 30 lat temu. Objętość nieczyszczonych ścieków, które odprowadzamy dziś do środowiska, to tylko 1 proc. ścieków z 1980 r. Nauczyliśmy się też oszczędzać wodę. Skurczyła się jednak sieć trakcji kolejowej — z 24,4 tys. km zostało 20,4 tys. km.

Powrót banity

— Najważniejsze, że udało nam się wyzwolić z systemu, który z założenia był niezwykle nieefektywny. Bezrobocie było "zamknięte" w firmach produkujących towary, których nikt nie chciał kupować. Postęp cywilizacyjny to skutek wyjścia z tego stanu — mówi prof. Jerzy Osiatyński, były minister finansów.

Co jeszcze udało nam się przez te 30 lat?

— Najważniejszą zmianą, choć trudno wyrazić ją w liczbach, jest ogromny postęp przedsiębiorczości. Polacy od początku przemian ustrojowych poczuli niewiarygodny pęd do zakładania firm i ich rozwijania. Pokonują bariery, bez kompleksów korzystają z globalizacji, otwierają fabryki za granicą — mówi prof. Krzysztof Opolski, ekonomista Narodowego Banku Polskiego.

Rozwój cywilizacyjny był możliwy również dlatego, że polskie państwo — jako byt gospodarczy — podniosło się z kolan. Rok po podpisaniu porozumień sierpniowych rząd PRL ogłosił bankructwo. Dziś na rynkach finansowych postrzega się Polskę jako wiarygodnego kredytobiorcę i patrzy się na nas przez pryzmat "zielonej wyspy".

— Staliśmy się bankrutami, ale udało nam się wrócić z wygnania na międzynarodowy rynek długu. Jesteśmy na nim solidnym podmiotem. Mimo ostatnich problemów z finansami publicznymi, nie ma mowy, byśmy mieli kłopoty z obsługą zadłużenia — mówi prof. Stanisław Gomułka.

Większość ekonomistów nie ma jednak wątpliwości: mogło być lepiej. Pod względem PKB na mieszkańca wyprzedzają nas dziś Słowacy, Czesi, Węgrzy czy Estończycy.

— Na odrzuceniu komunizmu nie można było stracić. W dodatku w latach 1990- -2007 mieliśmy bardzo sprzyjające warunki zewnętrzne — dobrą koniunkturę na świecie i postępującą integrację z krajami zachodnimi. Jak te warunki wykorzystaliśmy? Rezultat jest dobry, ale nie cudowny. Niektóre sprawy można było przeprowadzić lepiej — mówi prof. Ryszard Bugaj, doradca Solidarności z lat 1980-81 r.

Wśród najboleśniejszych kosztów zmian były galopująca inflacja na początku lat 90. i wysokie bezrobocie, z którego zaczęliśmy wychodzić dopiero po wejściu do Unii Europejskiej.

— Większości kosztów transformacji nie dało się uniknąć. Można było natomiast nadmiernego zróżnicowania dochodów, czyli powiększania dystansu między najlepiej a najsłabiej zarabiającymi. Być może nie byliśmy też skazani na tak wysokie bezrobocie — mówi prof. Jerzy Osiatyński.

Inwestycje i konsumpcja nakręcają koniunkturę

Wzrost gospodarczy jest najszybszy od wybuchu światowego kryzysu finansowego. Ale może słabnąć.

Gospodarka znowu przyspiesza. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w II kwartale 2010 r. PKB rósł w tempie 3,5 proc. rocznie — najszybciej od trzeciego kwartału 2008 r. To wyraźnie lepszy wynik, niż oczekiwali ekonomiści. Ministerstwo Finansów i Narodowy Bank Polski przed publikacją obstawiali wzrost na poziomie 3,1-3,2 proc., a analitycy rynkowi spodziewali się 3,2 proc.

— Dane pokazały kilka pozytywnych niespodzianek w strukturze wzrostu po stronie popytu. Przede wszystkim inwestycje wzrosły o 12,9 proc. kwartał do kwartału. Pierwszy kwartał był więc słaby głównie przez ostrą zimę, a nie — jak się obawialiśmy — przez złe warunki kredytowe firm — komentuje Anders Svedsen, ekonomista banku Nordea.

Powody do optymizmu daje też niezła forma konsumpcji prywatnej gospodarstw domowych. Była realnie (po uwzględnieniu inflacji) o 3 proc. wyższa niż przed rokiem, co jest najlepszym wynikiem od pięciu kwartałów. W pierwszym kwartale 2010 r. rosła w tempie 2,2 proc.

— Wzrost konsumpcji był wspierany przez poprawę sytuacji na rynku pracy i spadek inflacji — tłumaczy Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku.

Negatywnym sygnałem płynącym z danych GUS jest fakt, że handel zagraniczny przestał wspierać gospodarkę, a zaczął ją hamować. Import znowu rósł bowiem szybciej niż eksport. Saldo obrotów z zagranicą odjęło od wzrostu gospodarczego 0,3 pkt proc. (choć kwartał wcześniej dodawało 0,7 pkt proc.).

Ekonomiści ostrzegają, że w kolejnych kwartałach wzrost gospodarczy może nieco osłabnąć.

— W trzecim kwartale PKB będzie rósł w tempie z drugiego kwartału. W czwartym spodziewamy się wyhamowania, m.in. ze względu na spowolnienie w strefie euro — zaznacza Monika Kurtek, ekonomistka Banku BPH.

Jacek Rostowski, minister finansów, przekonywał wczoraj, że w całym 2010 r. dynamika PKB wyniesie przynajmniej 3 proc.

— Możemy być pewni, że te 3 proc. osiągniemy — mówił.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / 30 lat odmieniło Polskę