33 eksporterów ma  swoje pięć minut

Andrzej Stec
opublikowano: 27-07-2009, 00:00

Dla nich słaby złoty to raj na ziemi. Krajowe instytucje już wzięły na celownik spółki zarabiające w euro

Światowa gospodarka odżywa. Z nią nasi najważniejsi partnerzy handlowi — Niemcy, Włosi czy Francuzi. To szansa dla notowanych na warszawskiej giełdzie eksporterów. Ich akcjonariusze liczą zapewne na powtórkę eksportowej hossy jaką pamiętają z 2001-03 roku. Być może ona właśnie się zaczęła.

Jeszcze rok temu euro kosztowało nad Wisłą jedyne 3,2 zł. Później wydarzenia potoczyły się błyskawicznie: wrześniowy upadek amerykańskiego banku inwestycyjnego Lehman Brothers, zmrożenie rynków kredytowych, globalna recesja. W Polsce załamał się złoty. Na koniec ubiegłego roku za euro płacono już 4,2 zł, a w połowie lutego tego roku — nawet 4,83 zł. Przyczyniły się do tego opcyjne spekulacje eksporterów, kasandryczne prognozy zachodnich banków dla polskiej gospodarki czy rosnący w oczach deficyt budżetowy. Ale słaby złoty to nie tylko droższe kredyty walutowe i zagraniczne wakacje. To również okazja dla polskich eksporterów na zwiększenie przychodów i zysków, a dla ich akcjonariuszy — wzrost kursu akcji na giełdzie. Tak było właśnie kilka lat temu.

W 2001 roku na świecie trwała recesja zapoczątkowana pęknięciem bańki internetowej. W Polsce było "tylko" ostre, gospodarcze hamowanie. Indeksy giełdowe spadały do jesieni i przez następne 18 miesięcy zbierały siły do nowej "unijnej" hossy. Tą dekoniunkturę oraz słabnącego wówczas złotego wyśmienicie wykorzystali jednak polscy eksporterzy. Kursy największych z nich — na przykład Świecia, producenta papieru, Dębicy, producenta opon czy Grajewa, producenta płyt — wzrosły wielokrotnie (nawet siedem razy). Emitenci, którzy mają w akcjonariacie zachodnich udziałowców, hojnie przy tym dzielili się rosnącymi zyskami wypłacając inwestorom sowite dywidendy.

Czy mamy powtórkę z rozrywki? Wiele na to wskazuje. Toksyczne opcje już prawie rozliczone. Stopy procentowe, a więc oprocentowanie lokat, obligacji i kredytów niskie jak prawie nigdy. I wciąż słaby złoty, który ma jednak coraz większą ochotę na odrabianie strat. To wszystko powinno sprzyjać giełdowym eksporterom i ich akcjonariuszom. Zresztą, jak wynika z raportu analityków Domu Maklerskiego BZ WBK, już sprzyja. Zbudowany przez nich indeks giełdowych eksporterów bije WIG na głowę. W tym roku kursy eksporterów wzrosły średnio o 64 proc. To ponad trzy razy więcej, niż indeks szerokiego rynku — WIG. Liderzy dali zarobić od dna bessy nawet 200 proc. Wciąż można jednak znaleźć niedocenione, eksportowe perełki. Bo — jak wyliczyli eksperci DM BZ WBK — średnia wartość wskaźnika cena do wartości księgowej (tzw. P/BV) eksporterów wciąż jest znacznie niższa od średniej dla indeksu szerokiego rynku — WIG.

Na warszawskiej giełdzie są 33 spółki, których ponad połowa przychodów pochodzi z eksportu. To potencjalni beneficjenci słabego złotego. Wśród nich są firmy duże (m. in. KGHM), dojrzałe (Dębica, Świecie), mniejsze (Zremb Chojnice) czy po przejściach (Groclin). Ale uwaga — duży udział eksportu to nie wszystko. Wobec wciąż napiętej sytuacji na rynku kredytowym trzeba uważać na firmy mocno zadłużone. Mogą one mieć bowiem kłopoty z rolowaniem długu.

Wśród eksporterów warto zapewne zwrócić uwagę na tych, którzy potrafili w pierwszym kwartale tego roku zwiększyć zyskowność w postaci chociażby wyższej marży zysku na sprzedaży w porównaniu z takim samym okresem sprzed roku. Takich eksportowych emitentów była niemal połowa (15 na 33). Największą tak liczoną poprawę zaliczył Cormay (marża zysku na sprzedaży z I kwartału to 10,4 proc.), Dębica (12,5), Famur (27,7), Forte (16,3), Groclin (5,3), Makrum (29,2), Novita (12,5), Rafamet (18,4), Remak (3,5), Synthos (16,2), Trion (0,2) i Zetkama (7,9). Lada moment ruszy sezon wyników finansowych z drugiego kwartału. Wtedy do tego grona powinni dołączyć kolejni, dobrze zarządzani eksporterzy.

To musisz wiedzieć dziś rano
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
×
To musisz wiedzieć dziś rano
autor: Kamil Zatoński
Wysyłany codziennie
Kamil Zatoński
Codzienny newsletter z najważniejszymi informacjami dla inwestorów.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Dla większości Polaków silne osłabienie złotego, z którym mamy do czynienia od blisko dwunastu miesięcy, kojarzy się z większym kosztem kredytów denominowanych w obcych walutach oraz z problemem opcji walutowych. Istnieje jednak grupa przedsiębiorstw, dla których obecna sytuacja jest szansą na osiągnięcie wyższych przychodów i prowadzenie bardziej rentownego biznesu w porównaniu z poprzednim okresem. Grono to tworzą stabilne fundamentalnie spółki, które eksportują towary i świadczą usługi rozliczane w obcych walutach.

Od momentu silnego rozpoczęcia osłabiania się złotego sytuacja wielu firm eksportowych nie wzbudzała zainteresowania inwestorów. Wówczas sroga przecena na rynkach akcji nie zachęcała do kupna jakichkolwiek walorów. Katastrofalny obraz spółek eksportowych uzupełniał problem nieumiejętnego (często spekulacyjnego) wykorzystywania instrumentów pochodnych, do którego wiele podmiotów nie chciało się przyznać, przez co inwestorzy profilaktycznie traktowali każdego eksportera jako "skażonego opcjami".

Warto również podkreślić, że średni kurs EUR/PLN na poziomie 4,69 zł w I kw. br. w znaczącym stopniu zdeterminował ujemną wycenę instrumentów zabezpieczających, co wpłynęło na osiągnięcie niejednokrotnie olbrzymich, ujemnych zysków netto. Straty te mają jednak charakter czysto księgowy, gdyż w wielu wypadkach termin rozliczenia tychże umów przypada na 2010 rok (do tego czasu waluta krajowa może się umocnić, co z kolei spowoduje dodatnią rewaluację zobowiązań), co więcej, należy je traktować jako transakcje jednorazowe.

Dobre perspektywy dla eksporterów, pomimo pewnych zawiłości, dostrzegli inwestorzy giełdowi. Od końca marca faworyzują oni spółki eksportowe i w dalszym ciągu dyskontują pozytywny wpływ słabego złotego na osiągane przez nie wyniki.

Nie można jednak zapomnieć o meritum sprawy, czyli słabym złotym jako magnesie przyciągającym zagranicznych kontrahentów, dla których polskie towary w wymiarze ponoszonych kosztów prezentują się znacznie bardziej korzystnie aniżeli rodzimych producentów bądź usługodawców. Można mieć jednak zastrzeżenia co do wielkości popytu z zagranicy, który w wyniku kryzysu gospodarczego znacznie się osłabił. Mimo to wysoki wzrost kursu euro do złotego w przypadku wielu spółek skompensował spadek ilości sprzedanych produktów i co ważne, pozwolił poprawić rentowność "core businessu".

W najbliższych miesiącach ogólna sytuacja ekonomiczna eksporterów może się poprawić. Świadczą o tym odczyty wskaźników wyprzedzających koniunkturę krajów strefy euro (w tym Niemiec, głównego partnera handlowego polskich przedsiębiorstw), które wskazują na ożywienie aktywności gospodarczej w najbliższych miesiącach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Stec

Polecane