400 ambitnych celów państwa na 2011 r.

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 13-09-2010, 10:59

Rząd Donalda Tuska chce, by w 2011 r. 35,5 proc. Polaków oddało 1 proc. podatku na organizacje pożytku publicznego, a leczenie kontuzji reprezentanta kadry narodowej nie kosztowało więcej niż 215,91 zł. Efektywność administracji jeszcze nigdy nie była mierzona tak szczegółowo.

Takich wyzwań państwo na przyszły rok postawiło sobie ponad 400. Oto inne przykłady:

None
None

75 proc. - taki ma być odsetek interwencji Straży Pożarnej, w których strażacy dotarli na miejsce zdarzenia w ciągu 15 minut.

30 minut - taki ma być średni czas oczekiwania na odprawę na przejściach granicznych.

60 dni - taki ma być średni czas wydawania decyzji budowlanych (np. pozwoleń na budowę).

34 proc. - taki ma być odsetek obywateli zadowolonych z pracy sądów.

150 - tyle ma być wizyt zagranicznych gości wysokiego szczebla (prezydent, premier, minister spraw zagranicznych) w Polsce.

2145 - tyle ma się odbyć premier i innych nowych przedsięwzięć artystycznych.

Do tradycyjnego budżetu państwa na 2011 r. dołączony jest bowiem równoległy budżet zadaniowy. To już trzeci rok z rzędu, kiedy rząd swoje wydatki planuje w dwóch wersjach, jednak to pierwszy raz, kiedy układ zadaniowy tworzy spójną, logiczną całość. Głównie dlatego, że poprawione zostały tzw. mierniki, czyli wskaźniki w obiektywny sposób mierzące efektywność wydawanych pieniędzy.

- Dotychczas instytucje za cel stawiały sobie np. "wysoki stopień wykonania planu", albo "wysoki stopień wykorzystania środków". Czyli im więcej pieniędzy wydadzą, tym lepiej. Trudno nazwać to miernikiem. W budżecie na 2011 r. nie ma już żadnych tego typu określeń. Wreszcie znakomita większość mierników spełnia nasze oczekiwania, pozwala obiektywnie oceniać efektywność ponoszonych wydatków - mówi Marta Postuła, dyrektor Departamentu Reformy Finansów Publicznych w Ministerstwie Finansów.

Postępy we wprowadzaniu reformy dostrzegają też eksperci.

- Przyszłoroczny budżet pokazuje, że budżet zadaniowy posuwa się do przodu. Sposób prezentacji wskaźników jest bardziej czytelny i sensowny niż w poprzednich latach. Reforma nie rozwiązuje głównego problemu, jakim są puste przebiegi w administracji publicznej (urzędnik robi coś dla urzędnika, a nie dla obywatela czy przedsiębiorcy), ale pozwala te puste przebiegi wskazać - mówi prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego.

Polska ostatecznie przejdzie z budżetu tradycyjnego na zadaniowy w 2013 r. Reformę z sukcesem wprowadziły już m.in. rządy Francji, Holandii i Norwegii. Na podobnej zasadzie tworzony jest też budżet Unii Europejskiej. Chodzi o to, by mierzyć efektywność instytucji wydających publiczne pieniądze. Jeśli jakaś instytucja nie realizuje postawionych przed nią celów (wyznaczonych za pomocą wspomnianych wyżej mierników), resort finansów w kolejnych latach zmniejsza jej budżet.

- Dysponenci mają dużo większą świadomość, na czym polega idea budżetu zadaniowego. Po zatwierdzeniu projektu przez rząd niektóre instytucje w pismach na posiedzenie Rady Ministrów wysyłały prośbę o przesunięcia między poszczególnymi zadaniami kwot rzędu tysiąca złotych. Czyli traktują budżet zadaniowy jako w pełni obowiązujące reguły -zaznacza Marta Postuła.

W poprzednich latach urzędy obchodziły się z nim po macoszemu, bo uznawały, że to tylko dodatek do prawdziwego budżetu.

Na czym jeszcze polegają postępy we wprowadzaniu budżetu zadaniowego? Czytaj w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane