A może barter: tarcza za traktat

Jacek Zalewski
10-07-2008, 00:00

SSpotkania prezydenta Lecha Kaczyńskiego z premierem Donaldem Tuskiem w neutralnym Belwederze powoli powszednieją. I bardzo dobrze, bo powinny stać się politycznym standardem, a w normalnej sytuacji w ogóle nie zasługiwałyby na zainteresowanie mediów. Notabene — jeszcze niedawno nikt nawet nie miał pojęcia o kontaktach głowy państwa z szefem rządu, gdy nazywał się on Jarosław Kaczyński.

Wczorajsza debata dwóch wielkich rywali, skazanych na współpracę, poświęcone było przede wszystkim amerykańskiej tarczy antyrakietowej, ale rzecz jasna w tle przebiła się także ratyfikacja traktatu z Lizbony. Stąd przyszedł mi do głowy pomysł zasygnalizowany w tytule. Największym paradoksem jest okoliczność, że oba przedmioty barteru tak naprawdę Polsce nie są niezbędnie potrzebne.

O wartości tarczy, która jest mrzonką prezydenta George’a W. Busha, pisaliśmy już wielokrotnie i nie ma sensu powtarzać. Ale także traktat z Lizbony tak naprawdę wymyślony został przez brukselską klasę polityczną dla usprawnienia funkcjonowania unijnych instytucji, bo państwa członkowskie — w tym i Polska — doskonale sobie poradzą w dotychczasowych ramach prawnych.

Na dodatek los zarówno tarczy, jak i traktatu tak naprawdę leży poza Polską. Minister Radosław Sikorski niedawno odbył kurtuazyjno-sondażowe spotkania z oboma możliwymi prezydentami, Barackiem Obamą i Johnem McCainem — i od żadnego nie usłyszał obietnicy podtrzymania pomysłu schodzącego ze sceny George’a W. Busha. W każdym razie skoro w tym roku budżetowym, rozpoczynającym się w USA 1 października, pieniędzy na tarczę nie ma — to tym bardziej nie będzie ich w latach następnych.

Trochę podobnie jest z traktatem — nawet jeśli jego ratyfikację podpiszą prezydenci Lech Kaczyński, czeski Vaclav Klaus, niemiecki Horst Kohler i w ogóle Nicolasowi Sarkozy’emu uda się do grudnia skompletować dokumenty z 26 państw, to i tak wszystko pozostaje w rękach Irlandczyków. Zapisy traktatu nie pozostawiają wątpliwości — dla jego wejścia w życie konieczna jest ratyfikacja przez wszystkich, którzy 13 grudnia 2007 r. podpisali.

Pomysł zawarty w tytule na pierwszy rzut oka jest abstrakcyjny, ale naprawdę miałby kapitalne znaczenie dla uspokojenia sytuacji w Polsce. Zwłaszcza w kontekście harców politycznych bezpośredniego zaplecza Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska. Takich jak na przykład związanych z kolportowaniem materiałów Centrum Informacyjnego Rządu według partyjnego rozdzielnika — co robi obecnie Platforma Obywatelska, poprzednio robiło Prawo i Sprawiedliwość, wcześniej Sojusz Lewicy Demokratycznej, jeszcze wcześniej Akcja Wyborcza Solidarność i każdy, kto kiedykolwiek rządził.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / A może barter: tarcza za traktat