A wszystko to, bo lubi firmę. Bez granic

Marta Biernacka
25-05-2004, 00:00

Cardco wyszło spod ręki Michała Wiśniewskiego. Obecnemu szefowi nie brakuje pomysłów.

Marek Galewski, prezes Cardco, zalicza się do przedsiębiorców, którzy umieją zrobić biznes na wszystkim, od nowego różańca, po zdrapki kojarzące się z roznegliżowanymi panienkami.

Włochowi się nie chciało

Losy Marka Galewskiego i Michała Wiśniewskiego połączyły plastikowe karty.

— Szukaliśmy pomysłu na biznes, który będzie nowinką na początku lat 90. Zdecydowaliśmy się na import kart z Niemiec — opowiada Marek Galewski.

Problemów nie brakowało, m.in. z wiarygodnym producentem.

— Dopiero w 2001 r. trafiliśmy na Polaka, ze współpracy z którym jesteśmy zadowoleni. Wcześniej był Niemiec — za drogi, Czech — splajtował i Włoch — nie chciało mu się pracować więcej niż dwa dni w tygodniu — mówi Marek Galewski.

W 2002 r. odkupił od Michała Wiśniewskiego 100 proc. udziałów.

— Michała los rzucił do branży rozrywkowej. To nie szło w parze z tym biznesem — wyjaśnia.

Pomogła pielgrzymka

W 1994 r. Cardco wypuścił kartę rabatową SevenCard.

— Rynek zareagował opornie. Wszyscy wyrzucali nas na zbity pysk — wspomina Marek Galewski.

Praca nad popularyzacją karty jednak przyniosła skutek. Posługiwało się nią 10 tys. osób, a honorowało 800 placówek.

Marek Galewski nadal szukał nowości. I tak natknął się na ciekawy pomysł mieszkańca Zduńskiej Woli. Zaprojektował on kartę z różańcem z jednej strony i obrazkiem na święta kościelne z drugiej.

— Kręgi kościelne patrzyły na nas krzywym okiem, to było zbyt nowatorskie — opowiada Marek Galewski.

Karty spodobały się w USA. Firma po 11 września miała sporo zamówień ze Stanów. Tylną stronę różańcowych kart zdobił np. obrazek strażaka wśród zgliszczy.

1,5 roku temu szef Cardco z delegacją Łódzkiego Klubu Biznesu pojechał do Watykanu.

— Stanąłem przed malowidłem w prywatnej kaplicy papieża. W tłumie wyłowiłem faceta z laptopem. Pomyślałem sobie — a czemu nie różaniec na karcie? Wróciłem pokrzepiony, karty zaczęły się sprzedawać nawet w sklepach z dewocjonaliami — mówi Marek Galewski.

Sex-zdrapki

Cardco zajmowało się też zgoła odmienną działalnością.

— Do Niemiec wysłaliśmy karty ze zdrapką, które można było kupić na stacjach benzynowych. Po zdrapaniu pojawiał się numer pozwalający na skorzystanie ze stron erotycznych w internecie. Kierowcy byli wniebowzięci — opowiada Marek Galewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Biernacka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / / A wszystko to, bo lubi firmę. Bez granic