Aaaby... zarobić na akcjach

Adrian Boczkowski
opublikowano: 15-02-2010, 10:42

Spółki z początku listy emitentów dały zarobić od rynkowego dołka dużo więcej niż te z końca. To ciekawy przypadek, który jednak nie stanie się regułą.

W szczycie rynkowej paniki z lutego 2009 r. zdecydowanie korzystniejsze było kupowanie niż sprzedawanie akcji. Promocja cenowa stała się już mocno zachęcająca dla fundamentalistów, dzięki czemu w rok WIG mógł podnieść się o blisko 80 proc. Kto jednak nie miał upatrzonych spółek lub możliwości stworzenia portfela rynkowego, powinien postawić na spółki pierwsze z brzegu. Dosłownie. Chodzi o walory firm, których nazwy zaczynają się na A.

Oto największe roczne stopy zwrotu od dna z 17 lutego 2009:

Paged 848 proc.

Asbis 517 proc.

Astarta 485 proc.

ACE 453 proc.

Amica 449 proc.

AB 434 proc.

Ambra 388 proc.

Spółki o nazwach zaczynających się na A ogólnie zdeklasowały inne. Rozdzielając kapitał równo między walory tych spółek, po roku można byłoby zarobić 140 proc. Dużo gorzej wypadły inne strategie oparte na literach. Spółki na B czy na T dały zarobić przeciętnie około 40 proc., a na Z 54 proc. Wybór brzegu listy firm giełdowych do zakupów był więc bardzo ważny. Co ciekawe, większego znaczenia nie miała tu koncentracja. O ile w połowie lutego zeszłego roku były 32 spółki na A, a np. na Z jedynie siedem, to aż 42 spółki na P dały przeciętnie "jedynie" 74 proc. zysku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane