Aby nie umoczyć

Jacek Zalewski
opublikowano: 03-02-2009, 00:00

Autor piosenki Lady Pank o "kryzysowej narzeczonej" ubolewał, że przecież mogła "jakoś ze mną przebiedować", ale postawiła na konsumpcyjny blichtr i przysyłała świąteczne życzenia z lepszego świata. Kryzys z epoki siermiężnego socjalizmu był jednak zupełnie inną kategorią. Dzisiaj zglobalizowany grasuje wszędzie i naprawdę nie wiadomo, gdzie i kogo trafi. Ot, na przykład, prorodzinnego Kazimierza Marcinkiewicza dopadł w porażonym redukcjami londyńskim City, skąd były premier wyjął swoją kryzysową narzeczoną.

Całe szczęście, że przynajmniej premier urzędujący trwa niezłomnie na mostku i obiecuje przeprowadzić swój naród suchą stopą przez rozszalałe odmęty kryzysu. Dosłownie, Donald Tusk obiecał to w podzięce za tytuł Człowieka Roku 2008, którym obdarzył go tygodnik "Wprost". Wręczone wczoraj wyróżnienie jest zaległością, jako że rok temu, po triumfie wyborczym Platformy Obywatelskiej, było ono tzw. oczywistą oczywistością, ale wówczas kandydat równie skromnie co zdecydowanie wykazał brak zainteresowania. Uważał, że jest za wcześnie i do tematu będzie można wrócić w przyszłości. Teraz jego PR-owski sztab doszedł do wniosku, że w obliczu kryzysu taka medialna błyskotka idealnie nadaje się do umocnienia wizerunku Tuska jako przewodnika Polaków.

Taktyka unikania rozmaitych wyróżnień dość szybko się zresztą Donaldowi Tuskowi znudziła. Psychicznym przełomem było Słońce Peru, którym naszego szefa rządu obdarzył prezydent Alan Garcia Pérez. Zaraz potem trafił się Tuskowi ekranowy Wiktor w kategorii polityka — i jakoś poszło. Obserwowałem na żywo dekorację w Limie, odbiór statuetki Wiktora oraz wczorajszego portretu "Wprost" — i stwierdzam, że na tym odcinku premier systematycznie krzepnie. Ba, mentalnie czuje się już przygotowany do przyjęcia nawet insygniów Orderu Orła Białego oraz Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski — co może mu się ziścić 23 grudnia 2010 r., na inaugurację hipotetycznej prezydentury.

To jednak melodia przyszłości, na razie chodzi o to, aby w kryzysie nie umoczyć… no, nie podzielić losu wszystkich dotychczasowych ekip rządzących III RP, które nie przetrwały kolejnych wyborów. W weekend Donald Tusk chciał niczym lis PO wpaść do kurnika PiS na kongresie w Krakowie i podkopać tam pozycję Jarosława Kaczyńskiego wobec partyjnych dołów. Był to plan niewykonalny, zatem na PR-owską osłodę premier musiał zadowolić się zwycięstwem dużo skromniejszym — wyrugowaniem wczoraj braci Kaczyńskich z galowego wieczoru "Wprost". Przez trzy kolejne lata VIP-em numer jeden był tam prezydent Lech Kaczyński — jako brat laureata 2005 Jarosława, jako mentor laureata 2006 Zbigniewa Ziobry, wreszcie jak partner od gry w piłkarzyki zastępczego (zamiast Tuska) laureata 2007 Leo Beenhakkera. Takie symboliczne przerwanie abonamentu rywala to niby mała rzecz — ale jak cieszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy