Ach Franka, Franka, wyglądasz pięknie, chyba z zazdrości serce mi pęknie

Dawid Tokarz
19-12-2003, 00:00

Konflikt o Franię to nie spór o sentymenty, lecz o pieniądze. W przeciwieństwie do telewizora Wisła, radia Szarotka czy samochodu Syrena ta pralka wirnikowa nie odeszła do lamusa.

W najlepszych czasach Światowit sprzedawał i pół miliona pralek rocznie — popyt zresztą zdecydowanie przewyższał podaż. Niezawodna pralka wirnikowa o bardzo prostej konstrukcji i jej siostra — wirówka, wykorzystywana do suszenia wypranej odzieży, w PRL były towarami deficytowymi. Szczególną popularnością (Franię przyznawano m.in. w specjalnych pulach dla inwalidów) cieszyła się w małych miasteczkach i po wsiach. Zużywała znacznie mniej wody niż automat, co w miejscowościach bez kanalizacji miało znaczenie.

Jeszcze i dziś Franię wykorzystuje się także jako mikser — m.in. do przygotowywania ciasta do naleśników czy gofrów, do mieszania spirytusu z sokiem (tak powstawało tzw. wino owocowe), bicia śmietany czy mycia jajek.

„Ach Franka, Franka, wyglądasz pięknie, chyba z zazdrości serce mi pęknie” — słowa śpiewanej przez podwórkowe kapele, apaszowskiej piosenki same się nasuwają, gdy myśli się o tej „maszynce do prania”. Stawia się ją na wystawach o atmosferze i warunkach życia w PRL. Frania „produktem stulecia” w Polsce? O tym przed kilku laty zdecydował plebiscyt jednej z rozgłośni radiowych. Jako chyba jedyny sprzęt AGD ma kluby, zrzeszające jej miłośników.

— Moja żona korzysta z Frani, kiedy pierze odzież używaną w ogrodzie. A teściowa — po nieudanych eksperymentach z pralkami automatycznymi (niewłaściwie nastawiła program i kolory puściły) — powiedziała, że nie chce już używać innej pralki. Nawet w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska, jak Kanada czy USA, produkuje się jej odpowiedniki, wykorzystywane choćby do prania ubrań roboczych. Frania cały czas ma przed sobą kolorową przyszłość — przekonuje Krzysztof Śledziński, prezes Myszkowskiej Fabryki Naczyń Emaliowanych Światowit, producenta słynnej pralki.

Szef — właścicielem

Świetlane horyzonty widzą też przed Franią Mariusz Cierpisz i Paweł Dłużniewski, byli członkowie zarządu spółki z Myszkowa. Poza tym z urzędującymi władzami firmy z Myszkowa dzieli ich wszystko.

To właśnie ci, którzy rządzą bądź rządzili myszkowskimi zakładami, są pierwszoplanowymi bohaterami awantury o Franię.

Dziś właśnie mija termin, w którym Narodowy Fundusz Inwestycyjny Progress winien sfinalizować sprzedaż akcji Światowita, przez myszkowian znanego też jako Myfana. Niewiele z mnóstwa podobnych transakcji narodowych funduszów inwestycyjnych, dotyczących spółek z tzw. programu powszechnej prywatyzacji, wzbudziło tak duże emocje.

— Nikt z potentatów branży AGD nie zainteresował się przejęciem Światowita. Dlatego lepiej sprzedać spółkę dobrze znającym ją menedżerom niż małemu, niepewnemu inwestorowi — uważa Krzysztof Śledziński, szef myszkowskiej firmy od grudnia 2001 r.

Jest współtwórcą spółki Investor 2000, która ma do 19 grudnia 2003 możliwość zakupu większości z 33 proc. akcji Światowita, należącego do NFI Progress (resztę pakietu mogą nabyć — związani z Investorem 2000 — dwaj prywatni biznesmeni z Kielc).

— Sprzedaż Światowita grupie menedżerskiej z władz firmy to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Spółka potrzebuje dokapitalizowania i rozwoju sprzedaży, a nie wyprzedaży majątku, co proponuje obecny zarząd — oburza się Paweł Dłużniewski.

Ten były członek zarządu przedsiębiorstwa z Myszkowa reprezentuje dziś innego — wedle słów prezesa Śledzińskiego: „małego i niepewnego” — kandydata do przejęcia akcji Światowita: lokalną firmę Marmet, która na razie przegrała rywalizację o producenta Frani.

Do prokuratora

Za 33 proc. akcji spółki z Myszkowa wybrani przez NFI Progress inwestorzy zapłacili niewiele ponad 1,1 mln zł. Mało. To ponoć efekt kiepskiej kondycji finansowej zakładów. Prezes Śledziński nie chciał podać obecnego zadłużenia firmy, ale na koniec 2002 r. jej zobowiązania przekraczały 12,5 mln zł. Zniecierpliwieni wierzyciele poszukali pomocy u komornika. Tytuły egzekucyjne (realizowane m.in. poprzez zajęcie kont bankowych) opiewają dziś na kilka milionów złotych.

— Zarząd Światowita najpierw na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy chwali się świetnymi wynikami finansowymi, by po kilku tygodniach — również na WZA — przyznać, że firma utraciła płynność finansową... To niepoważne traktowanie i akcjonariuszy, i wierzycieli! — irytuje się Paweł Dłużniewski, także mniejszościowy akcjonariusz firmy z Myszkowa (skupił od pracowników około 2,5 proc. akcji).

Prokuratura myszkowska — po jego doniesieniu — sprawdza, czy władze Światowita przedstawiły na walnym zgromadzeniu nierzetelne sprawozdanie finansowe.

W ostatnich miesiącach cztery inne doniesienia na zarząd spółki złożyli do organów ścigania kontrahenci Światowita, zniecierpliwieni brakiem zapłaty za dostarczone towary.

— Rzeczywiście, mamy problemy z płynnością... Powód? W latach 2001-03 musieliśmy spłacić zadłużenie w bankach, które nie chcą nas teraz kredytować. Radzimy sobie sami. Jeśli kupimy spółkę, łatwiej nam będzie o kredyt, zabezpieczony m.in. posiadanymi akcjami. I spłacimy zobowiązania — obiecuje Krzysztof Śledziński.

Sporne kuchnie

Boss Myfany bagatelizuje doniesienia do prokuratury, złożone przez wierzycieli. Przekonuje spokojnie, że wszystkie zostaną umorzone.

Unosi się dopiero, kiedy zapytać o Pawła Dłużniewskiego.

— To były pracownik NFI Progress i Światowita, który prawdopodobnie mści się za

zwolnienie z pracy! W 2002 r. odnotowaliśmy

najlepszy wynik od 5 lat — tego nie sposób zakwestionować! Jego wniosek do prokuratury to nic innego, jak obrona przez atak. Od kwietnia 2003 r. prokuratura myszkowska prowadzi bowiem śledztwo w sprawie wyrządzenia Światowitowi wielkiej szkody przez poprzedni zarząd spółki, w którym za finanse odpowiadał nie kto inny, tylko właśnie pan Dłużniewski — opowiada Krzysztof Śledziński.

Według obecnych władz, poprzednie poczyniły inwestycje wielce dla firmy niekorzystne. Chodzi m.in. o rozszerzenie produkcji o kuchnie gazowe (specjalnością Światowita są głównie tzw. kuchnie turystyczne — czyli bez piekarnika). W 1999 r. ówczesny zarząd, kosztem 5 mln zł, przejął majątek po bankrucie — radomskiej fabryce Acanta. Tak pojawił się trzeci, poza popularnymi Franiami i naczyniami emaliowanymi, obszar działalności spółki z Myszkowa.

— Dzięki kuchniom gazowym w prosty sposób zwiększano sprzedaż, bez oglądania się na koszty. To jedna z przyczyn dzisiejszych kłopotów zakładu — objaśnia Krzysztof Śledziński.

— Skoro ta inwestycja była tak nieudana, jak twierdzi pan Śledziński, to dlaczego teraz robi się wszystko, by wyprowadzić tę działalność do spółki zależnej, nie obciążonej długami? — zastanawia się Paweł Dłużniewski.

— Bardzo szybko osiągnęliśmy ponad 10--procentowy udział w rynku kuchni gazowych. Można go było zwiększać. Ale po przejęciu sterów w spółce nowy zarząd przestał dbać o sprzedaż kuchni i pozycja rynkowa Światowita drastycznie się pogorszyła. Można się zastanawiać, czy wpływu na to nie miał fakt, że prezes NFI Progress, a więc właściciela Światowita — pan Piotr Osiecki — zasiada jednocześnie w radzie nadzorczej konkurenta spółki z Myszkowa: Amiki — mówi Mariusz Cierpisz, prezes firmy w latach 1998-2001 r.

NFI zły, NFI dobry

Prócz niego do NFI Progress ma duże prentensje Paweł Dłużniewski, który złożył nawet w prokuraturze zawiadomienie o działaniu przez fundusz na szkodę Światowita. Chodzi m.in. o to, że przed podpisaniem umowy ze spółką Investors 2000 NFI Progress głosował na WZA za możliwością sprzedaży linii do lakierowania proszkowego i dzierżawy bądź sprzedaży linii do produkcji wyrobów AGD (uchwały te, i kilka innych, Dłużniewski-akcjonariusz oficjalnie oprotestował).

— Amica i Światowit nie są spółkami konkurencyjnymi i w moim wypadku nie może być mowy o jakimkolwiek konflikcie interesów. Potwierdza to jednoznacznie opinia prawna autorytetu w tej dziedzinie — prof. Marka Wierzbowskiego. Wszystkie nasze działania są zgodne z prawem, a to co robią panowie Cierpisz i szczególnie Dłużniewski to zwykłe awanturnictwo. Wybraliśmy ofertę, dającą Światowitowi największe szanse na rozwój — mówi Piotr Osiecki, prezes NFI Progress.

— Gdy odchodziłem, na biurku leżało kilka ofert zakupu firmy — od poważnych inwestorów. NFI Progress — zamiast z nich skorzystać — robił wszystko, by wartość księgową spółki sprowadzić do zera. Po to, by teraz, sprzedając ją swoim ludziom za bezcen, móc wykazać zysk z transakcji — mówi Mariusz Cierpisz.

— To nieprawda — odpiera zarzuty Piotr Osiecki.

Burmistrz przed decyzją

Mimo że dziś mija termin zamknięcia transakcji sprzedaży Światowita, jej przeprowadzenie nie jest pewne. Szyki nowym właścicielom mogą pokrzyżować zniecierpliwieni wierzyciele. Według naszych informacji, jeden z nich — firma Eko-Sat z Chrzanowa, nie mogąc się doczekać zapłaty za dostarczony węgiel, złożyła już w sądzie wniosek o upadłość myszkowskiej firmy.

Nad taką ewentualnością — o czym w Myszkowie coraz głośniej — zastanawiają się też tzw. podmioty publicznoprawne: ZUS, fiskus i myszkowski urząd gminy. Ewentualne bankructwo Myfany, zatrudniającej blisko 550 osób, byłoby kolejnym ciosem dla tego 34-tysięcznego miasteczka. Wcześniej upadły dwa inne duże zakłady — odlewnia, pracująca na potrzeby Polskich Kolei Państwowych i papiernia. Mimo tego najbliżej złożenia wniosku o upadłość jest burmistrz Myszkowa, nie mogący doczekać się na pieniądze z tytułu podatku od nieruchomości.

— Walczę z myślami. Światowit to przecież jeden z największych pracodawców w Myszkowie i ostatnią rzeczą, do której chciałbym się przyczynić, jest jego bankructwo. Ale prezes Śledziński ewidentnie nie dotrzymuje kolejnych obietnic, co do spłaty zadłużenia i byłbym spokojniejszy o pieniądze (zapisane w gminnym budżecie!) i los spółki, gdyby trafiła ona pod nadzór sędziego komisarza. Ale może zdecyduję się na inną możliwość ściągnięcia długu? Decyzję muszę podjąć szybko — mówi Leon Okraska, burmistrz Myszkowa.

— Nie ma podstaw. Nie przestaliśmy trwale spłacać długów, a nasz majątek znacznie przekracza zobowiązania — ucina rozmowę o możliwości upadłości spółki prezes Śledziński.

Zupełnie inaczej widzi to jego poprzednik.

— Z tym zarządem Światowit jest skazany na bankructwo! Niestety... — mówi z żalem Mariusz Cierpisz.

Zaraz jednak się ożywia. Jest bowiem nie tylko byłym szefem Światowitu, ale teraz — jego bezpośrednim konkurentem! Po odejściu z Myszkowa stworzył firmę, która produkuje... pralki wirnikowe. Już nie Franie (do słynnej nazwy wyłączne prawo ma Światowit), ale — oparte na holenderskiej technologii — Velo.

— Od maja nasze pralki znalazły 6 tys. nabywców. Sprzedaż rośnie z miesiąca na miesiąc — chwali się Mariusz Cierpisz.

Krzysztof Śledziński z kolei ze spokojem twierdzi, że „działalność pana Cierpisza to zwykła produkcja garażowa, nie będąca dla Światowita żadnym zagrożeniem”.

Bez cudów

Najspokojniej na całą awanturę wokół Światowita zdaje się reagować sama Frania. Cały czas, mimo konkurencji ze strony choćby firmy byłego swojego szefa, węgierskiego Hajdu czy koreańskiego Daewoo Electronics, znajduje nowych klientów. Co miesiąc jest ich średnio 5 tys. I to nie tylko w Polsce — niewielkie ilości „produktu stulecia” trafiają także na eksport, głównie na Ukrainę.

W Światowicie chcą jeszcze zwiększać sprzedaż. Temu służyć ma choćby młodsza siostra Frani, nad którą trwają prace — Frania Combi: pralka i wirówka w jednym (dziś sprzedawane są oddzielnie). Pojawić się mają bardzo szybkie wirówki, będące w zamyśle zamiennikiem suszarek do bielizny. Szanse na realizację ma pomysł proszku do prania „Frania”. Prezes Śledziński zapewnia, że niedawne testy, kiedy to przy zakupie pralki dodawano do niej taki proszek, klienci przyjęli doskonale.

Ale szefowie myszkowskiej firmy mają przeświadczenie, że przy próbach modernizacji Frani trzeba zachować ostrożność. Kiedyś próbowano ją unowocześniać — przez dodawanie podgrzewacza wody, wyłącznika czasowego czy zmianę barwy obudowy z białej na kolorową. I klienci przyjęli te innowacje chłodno.

Jak wynika z listów użytkowników pralki, kierowanych do Światowita, tania Frania powinna mieć tylko przycisk on/off — „bez żadnych cudów, wskaźników, przełączników”. W tym jej siła.

I o to cała awantura.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Ach Franka, Franka, wyglądasz pięknie, chyba z zazdrości serce mi pęknie