Adam Szyszka: Złe wieści powoli docierają do adresatów

MWIE
opublikowano: 16-03-2012, 00:00

3 PYTANIA DO…

ADAM SZYSZKA

wykładowca Szkoły Głównej Handlowej Katedra Rynków Kapitałowych

1 Jaką część winy za wybuch kryzysu w strefie euro ponosi psychologia ludzka?

Główną przyczyną kryzysu były czynniki o charakterze makroekonomicznym. Jednak błędy popełniane przez inwestorów i konsumentów przyczyniły się do zaostrzenia problemów. Ludzie błędnie sądzili, że obserwowane w przeszłości tendencje będą obowiązywały także w przyszłości. Zakładali więc, że dobrobyt będzie trwał. Korzystali z taniego pieniądza, by finansować inwestycje (zwłaszcza w nieruchomości) i konsumpcję ponad stan. Spekulację napędzały stadne zachowania ludzi. Kiedy widzę, że mój sąsiad zarobił na kupnie domu w Hiszpanii, myślę sobie, że przecież nie mogę być gorszy! W efekcie inwestorzy podejmują decyzje nie na podstawie analizy nadchodzących informacji, ale zachowań innych inwestorów. Skutkiem było oderwanie cen domów i akcji od fundamentów. Wszystko to pokazuje, jak bardzo krótkowzroczne decyzje podejmują ludzie. Politycy biorą pod uwagę jedynie te efekty swoich decyzji, które dadzą o sobie znać do czasu wyborów. Inwestorzy i przedsiębiorstwa mają zwykle jedynie roczny horyzont, a konsumenci często myślą w kategoriach „byle do pierwszego”.

2 Dlaczego mało kto przewidział nadchodzące załamanie?

W naturze ludzkiej leży niedoszacowywanie ryzyka. Inwestorzy są zbyt pewni siebie, bo niesłusznie uważają, że zawsze są w stanie kontrolować rozwój sytuacji. Często przyjmują do wiadomości jedynie fakty potwierdzające ich tok myślenia, a sukcesy przypisują swoim zdolnościom, nigdy zaś czynnikom zewnętrznym. To zmniejsza ich zdolność obiektywnego osądu, bo nie doceniają prawdopodobieństwa realizacji skrajnie negatywnych scenariuszy. A tym razem właśnie taki scenariusz się sprawdził.

3 Kiedy kryzys w Grecji wybuchł z pełną mocą, wielu twierdziło,że sytuacja szybko się poprawi. Dlaczego?

Złe wieści powoli docierają do adresatów. Ludzie nie chcą ich przyjąć do wiadomości, bo grzeszą nieracjonalnym optymizmem. W swoich głowach zbyt wolno dostosowują obraz sytuacji do faktycznego jej stanu. Nie chcą także pogodzić się ze stratami. Widać to było po bankach, które w 2010 r. nie zdecydowały się na odpisanie części wartości obligacji nawet wtedy, gdy o kryzysie było już głośno. Dlatego rynki potrzebowały wielu miesięcy, by uwzględnić w cenach faktyczny stan finansów strefy euro, a zwłaszcza Grecji. Z kolei stadne zachowania na rynkach walutowych i obligacji zadziałały jak samospełniająca się przepowiednia. Wyraźnie pogorszyły sytuację krajów dotkniętych kryzysem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MWIE

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu