Afera podważa reputację Japonii

opublikowano: 20-03-2019, 22:00

Przekłamywanie przez wiele lat danych dotyczących wynagrodzeń stało się orężem w walce politycznej w Japonii, ale też sygnałem czegoś głębszego

W publicznej świadomości Japonia kojarzona jest z precyzją, dokładnością i zaawansowaniem technologicznym. Honda i toyota mają opinię samochodów na lata, a elektronika Sony, Toshiby czy Hitachi jest stałym bywalcem wielu polskich domów. W ostatnich miesiącach ta opinia została jednak nadszarpnięta skandalem łączącym statystykę, zasiłki i tradycyjny model rodziny.

Błędna metodologia

Na początku roku trzecia gospodarka świata poinformowała, że przez 14 lat błędnie szacowała miesięczne dane o rynku pracy. W teorii ministerstwo pracy powinno zbierać informacje o wynagrodzeniach z wszystkich firm zatrudniających więcej niż 500 pracowników. Tymczasem w Tokio japońskie władze w okresie 2004-17 badały zaledwie jedną trzecią z 1400 firm. Następnie uzyskane informacje uwzględniano w obliczeniach tak, jakby dotyczyły wszystkich tokijskich spółek. Jako że w Tokio swoje siedziby mają najlepiej płacące i najszybciej rozwijające się firmy, rezultatem były dwa kluczowe błędy.

Po pierwsze, zaniżono średni poziom wynagrodzeń o około 0,5 proc., a niższa podstawa gwarantowała wyższy wskaźnik wzrostu wynagrodzeń, który dotychczas przypisywano sukcesowi ekonomicznego planu, będącego orężem walki politycznej premiera Shinza Abego. Poważniejszą niż niespełnione polityczne obietnice konsekwencją błędu są konieczne korekty w systemie świadczeń społecznych, który, podobnie jak w Polsce, oparty jest na przeciętnym wynagrodzeniu. Tym samym około 19,7 mln obywateli Japonii dostało za niskie świadczenia, co łącznie będzie kosztować budżet państwa około 54 mld JPY (500 mln USD). Podobna grupa osób zapłaciła za niskie składki ubezpieczeniowe, które zapewne będzie musiała uzupełnić.

Szkody sięgają jednak głębiej. Afera spowodowała gruntowny przegląd metodologii japońskich danych statystycznych. Efekty były zatrważające. Po przebadaniu 56 kluczowych wskaźników makroekonomicznych okazało się, że 40 proc. z nich zawiera błędy. W sumie naprawa szkód będzie kosztować Kraj Kwitnącej Wiśni około 80 mld JPY (720 mln USD), co jest tylko wstępnym szacunkiem, bo analiza wszystkich serii danych rządu jeszcze trwa.

Niewiarygodne statystyki

„Datagate”, jak angielskojęzyczni eksperci nazywają tę sytuację, uwypukliła także problem z wiarygodnością japońskich oficjalnych danych. Główną trudnością jest archaiczność metodologii. Hayakawa Hideo, były dyrektor zarządzający Banku Japonii, mówił w wywiadzie dla serwisu Nippon, że ilustracją kryzysu może być ankieta szacująca dochody i wydatki gospodarstw domowych, której metodologia zakłada tradycyjny model rodziny: „Badanie dochodów rodzinnych i wydatków zakładało, że gospodynie domowe w pełnym wymiarze godzin prowadzą rejestr rachunków gospodarstw domowych — coś, co dzisiaj rzadko się zdarza.

W miarę zmniejszania się liczby pełnoetatowych gospodyń domowych i rosnącej liczby rodzin o podwójnych dochodach żony nie wiedzą już, jakie są pensje ich mężów”. Zdaniem ekonomistów JP Morgan Securities Japan skandal tylko naświetlił sytuację, która analitykom od dawna była znana.

„Wiarygodność japońskich statystyk, zwłaszcza PKB i innych ważnych danych, jest dość niska. Tak było nawet przed tym skandalem” — powiedział serwisowi Nikkei Asian Review Masamichi Adachi, starszy ekonomista JP Morgan Securities.

Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, uważa, że wszystko to przypomina o konieczności krytycznego spojrzenia na dane w nawet tak zaawansowanych gospodarkach jak Japonia.

— Jak widać, takie rzeczy mogą się zdarzyć nie tylko w tak małych państwach jak Grecja, ale także w tak dużej gospodarce jak Japonia. Nie zapominajmy również, że podobny problem jest w przypadku Chin, gdzie są dane oficjalne i nieoficjalne — mówi główny ekonomista Banku Millennium.

Nie tylko ekspertowi Banku Millennium takie zjawisko przypomina Grecję, gdzie informacja nowego rządu o zrewidowaniu wielkości deficytu odpaliła lont, niemal wysadzając w powietrze strefę euro. Każda informacja o nieścisłościach w prowadzonych rachunkach budzi zwątpienie rynku i tylko dzięki szczęściu oraz przez wiele lat budowanej wiarygodności Japonia nie pogrążyła się w kryzysie — światowa koniunktura ma się dobrze, a podstawy japońskiej gospodarki są niezachwiane. Mimo wszystko jednak analitycy wprost przyznają, że często nie ma alternatywy dla oficjalnych danych, co stwarza duże pole do manipulacji i nadużyć. Z czasem coraz trudniej skorygować błędy bez konsekwencji. Okoliczności japońskiego skandalu są jeszcze badane, nie wiadomo więc, czy wadliwa metodologia była efektem celowego działania, czy jedynie zaniedbania.

16,5

mld zł Taka była wartość wymiany handlowej z Japonią w 2017 r…

3,3

mld zł …a taka japońskich inwestycji w Polsce.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu