Afera węglowa: Szmajdziński, Miller i Martyniuk przesłuchani

PAP
opublikowano: 01-02-2008, 15:15

Jerzy Szmajdziński, Leszek Miller i Wacław Martyniuk - to niektórzy świadkowie przesłuchani w postępowaniu prowadzonym przez katowicką prokuraturę, w którym śledczy badają, czy doszło do korumpowania przedstawicieli partii politycznych.

To jeden z wątków, wyodrębnionych ze śledztwa dotyczącego tzw. afery węglowej.

Fakt przesłuchania w tym postępowaniu czołowych postaci polskiej lewicy potwierdziła w piątek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek. Zaprzeczyła doniesieniom, by śledczy zamierzali przesłuchać w tej sprawie także byłego prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego.

"Postępowanie dotyczy udzielania korzyści majątkowych przedstawicielom partii politycznych - m.in. SdRP i SLD, ale nie tylko - w latach 1994-2004" - powiedziała Zawada-Dybek. Zaznaczyła, że nikomu dotychczas nie przedstawiono zarzutów.

Podstawą wszczęcia takiego śledztwa były zeznania byłego posła SLD Ryszarda Z., który obciążył m.in. była posłankę i minister budownictwa Barbarę Blidę. Blida zastrzeliła się 25 kwietnia ubiegłego roku, kiedy funkcjonariusze ABW przyszli przeszukać jej dom w Siemianowicach Śląskich i - na polecenie Prokuratury Okręgowej w Katowicach - zatrzymać ją w związku z podejrzeniami o korupcję w handlu węglem.

Cytowany w piątek przez "Polskę Dziennik Zachodni" wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński ocenił, że wezwanie go do prokuratury jest spóźnione. Dodał, że gdyby zeznawał przed 25 kwietnia ub. roku - powiedziałby, że wszystkie podejrzenia są absurdalne.

Także szef SLD Wojciech Olejniczak wyraził w czwartek na konferencji prasowej w Katowicach zdanie, że gdyby prokuratura przed akcją w domu Blidy wezwała na przesłuchanie świadków, których teraz wzywa, do tej tragedii by nie doszło.

"Bo prokuratura uzyskałaby te informacje, które uzyskuje dzisiaj od osób przesłuchiwanych - że żadnego układu eseldowskiego w ramach funkcjonowania mafii węglowej po prostu nie było" - oświadczył szef Sojuszu.

W grudniu Prokuratura Okręgowa przesłała do sądu akt oskarżenia w sprawie, w której zamierzała przedstawić zarzuty Blidzie. Objęto nim cztery osoby, w tym dwóch byłych członków zarządów spółek węglowych, którzy odpowiedzą przed sądem za przyjmowanie i pośredniczenie we wręczaniu łapówek. W akcie oskarżenia przewija się nazwisko bizneswoman Barbary K., zwanej śląską Alexis, która występuje w nim jedynie jako świadek. Barbara K. skorzystała z tzw. klauzuli bezkarności, przysługującej osobom, które złożą zawiadomienie o przestępstwie korupcyjnym, o którym nie wiedziały wcześniej organa ścigania.

Prokuratura chciała zarzucić Blidzie pośredniczenie w przekazaniu łapówki szefowi Rudzkiej Spółki Węglowej Zbigniewowi B. Pieniądze miały pochodzić od Barbary K., w zamian firma Alexis miała uzyskać umorzenie odsetek od należności względem RSW.

Krótko przed zakończeniem śledztwa prokuratura umorzyła jednak postępowanie wobec Zbigniewa B., wcześniej podejrzanego o "przyjęcie obietnicy" udzielenia mu łapówki. Śledczy tłumaczyli tę decyzję tym, że do postawienia zarzutu wystarczy uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, a czym innym jest stawianie danej osoby w stan oskarżenia. Według prokuratury, fakt umorzenia sprawy B. nie ma żadnego wpływu na zarzuty sformułowane wobec Barbary Blidy.

Okoliczności planowanego zatrzymania oraz śmierci Blidy bada łódzka prokuratura okręgowa. Dotychczas zarzut niedopełnienia obowiązków w tej sprawie usłyszał funkcjonariusz katowickiej delegatury ABW Grzegorz S. Kierował on akcją zatrzymania Barbary Blidy w jej domu i - według śledczych - nie sprawdził czy b. posłanka miała broń.(PAP)

 


 


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane