Agencja ukarała J&S Energy rekordową kwotą 4 62 mln zł

PJ
opublikowano: 18-10-2007, 00:00

Powodem kary ma być brak utworzenia rezerw paliw. Spółka zapowiada, że się odwoła, bo sprawa ma kontekst polityczny.

Powodem kary ma być brak utworzenia rezerw paliw. Spółka zapowiada, że się odwoła, bo sprawa ma kontekst polityczny.

Prezes Agencji Rezerw Materiałowych (ARM) nałożył na spółkę J&S Energy 462 mln zł kary za niedopełnienie obowiązków wynikających z ustawy o zapasach paliw. Poinformował o tym Piotr Naimski, wiceminister gospodarki.

— Stwierdziliśmy braki w dokumentacji potwierdzającej utworzenie obowiązkowych rezerw paliw. Ostatni termin, w którym spółka miała je przedstawić, upłynął 15 października. W związku z brakiem dokumentów prezes agencji nałożył na spółkę karę — tłumaczy Piotr Kruk z ARM.

Spółka twierdzi z kolei, że zawsze wypełniała ustawę o zapasach i rezerwy stworzyła. Jednak jej zdaniem, do tej pory nie otrzymała od operatora rurociągów PERN Przyjaźń dokumentów potwierdzających fizyczne przelanie ropy przeznaczonej na zapasy i nie mogła ich przedstawić agencji.

— Jesteśmy w stanie udowodnić, że PERN nie reagował na nasze ponaglenia dotyczące wydania dokumentacji w tej sprawie — mówi Grzegorz Zambrzycki, prezes J&S Energy.

W chwili zamykania numeru nie udało nam się uzyskać stanowiska PERN.

Dlaczego ARM nałożyła karę, a minister poinformował o tym opinię publiczną? J&S Energy nie ma wątpliwości — to kwestia toczącej się w kraju kampanii wyborczej. Spółka zapowiada, że odwoła się od decyzji prezesa ARM.

— Najpierw przysługuje nam odwołanie do ministra gospodarki za pośrednictwem szefa agencji. Jeśli to nie przyniosłoby skutku, mamy prawo do odwołania się do sądu administracyjnego — twierdzi Grzegorz Zambrzycki.

Spółka przyznaje, że taka kara byłaby dla niej zabójcza.

— Kara nałożona przez agencję to blisko 20-krotność ubiegłorocznego zysku netto J&S Energy — mówi Jarek Astramowicz, prezes Mercuria Group, w skład której wchodzi J&S Energy.

Dodał jednak, że właściciel, czyli koncern Mercuria Group, nie pozostawiłaby swojej spółki zależnej samej sobie.

Prezes Astramowicz zasugerował wczoraj, że podobny problem może dotyczyć innych spółek zobowiązanych do tworzenia rezerw, np. PKN Orlen. Koncern z Płocka twierdzi jednak, że nie miał problemów z zebraniem dokumentacji potwierdzającej rezerwy, bowiem trzyma zapasy u siebie, w kawernach IKS Solino.

— Nie ma też podstaw, by na inny podmiot prezes ARM miał nakładać karę — dodaje Piotr Kruk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu