Agent nie musi zdawać egzaminu

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 18-12-2007, 00:00

Od nowego roku zmieniają się zasady dostępu do zawodu pośrednika nieruchomości. Egzamin zastąpi orzeczenie ministra infrastruktury.

Łatwiej o licencję pośrednika. Wystarczą wyższe studia

Od nowego roku zmieniają się zasady dostępu do zawodu pośrednika nieruchomości. Egzamin zastąpi orzeczenie ministra infrastruktury.

Jest to rezultat nowelizacji ustawy o gospodarce nieruchomościami z 24 sierpnia 2007 r. To kolejna już zmiana przepisów z 1997 r., idąca niekoniecznie w dobrym kierunku.

Do niedawna warunkiem uzyskania licencji pośrednika był pomyślnie zdany egzamin ustny i pisemny, który w środowisku uchodził za bardzo trudny. W rezultacie liczba osób uzyskujących uprawnienia pośrednika była niewielka. Zdawało go zaledwie kilka procent przystępujących osób.

Od stycznia przyszłego roku egzaminu nie będzie. Zamiast tego wystarczy spełnić kilka wymogów formalnych. Trzeba m.in. wykazać się dyplomem studiów wyższych lub podyplomowych, specjalizujących się w tematyce dotyczącej nieruchomości, a także niekaralnością i co najmniej roczną praktyką zawodową. Jeżeli kandydat spełni wszystkie warunki, uzyska orzeczenie ministra infrastruktury potwierdzające przyznanie licencji.

Samorząd zawodowy?

Przedstawiciele środowiska krytykują nowe zapisy. Ich zdaniem, otwiera to dostęp do zawodu osobom bez kwalifikacji. Utrzymują, że uproszczenie przepisów ma sens na dojrzałym rynku. Tymczasem nasz wciąż taki nie jest.

Dziś każda uczelnia może otworzyć kierunek specjalizujący się w nieruchomościach, co nie oznacza, że jakość kształcenia będzie na wysokim poziomie. Poza tym, znajomość prawa bez praktyki nie wystarcza. O prestiżu zawodu pośrednika nieruchomości powinien decydować profesjonalizm.

— Obawiam się też, że na skutek ustawy powstaną dwie kategorie pośredników nieruchomości. Lepsi, którzy musieli wykazać się dużą wiedzą, aby zdać egzamin i ci, którym wystarczy tylko dyplom wyższej uczelni — ocenia Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.

Czy zatem nowe przepisy powinny być poprawione jak najszybciej?

— Niekoniecznie, najlepszym wyjściem byłoby wprowadzenie samorządu zawodowego na wzór architektów, inżynierów budownictwa i notariuszy. To najlepsza gwarancja czytelnych zasad wprowadzania do zawodu — dodaje.

Odpowiedź na ustawę

Podobne zastrzeżenia ma również Polska Federacja Rynku Nieruchomości (PFRN). Jej przedstawiciele obawiają się, że po wejściu w życie nowych przepisów zwiększy się liczba nadużyć i oszustw.

Dlatego federacja wystąpiła z wnioskiem do Urzędu Patentowego o opatentowanie nazwy „broker i agent PFRN”.

Tytuł ten uzyskają pośrednicy, którzy będą przestrzegać regulaminu PFRN, ponadto wezmą udział w 200-godzinnym szkoleniu i zdadzą egzamin z wiedzy merytorycznej.

— Dla dobrze zorganizowanych i mających wysoką pozycję rynkową firm ta ustawa nie będzie mieć znaczenia. A dla całego rynku? Obawiam się, że potencjalny duży wzrost liczby osób z uprawnieniami zawodowymi zdobytymi bez tak istotnego elementu jak końcowy egzamin, może mieć niestety zły wpływ na jakość wykonywanych usług — podsumowuje Jaromir Rajzer, prawnik i pośrednik.

Wciąż za mało

Obecnie w Polsce działa 7 tys. pośredników nieruchomości. Tymczasem, zdaniem ekspertów, powinno być ich co najmniej o trzy tysiące więcej. Jednocześnie szacuje się, że w szarej strefie, czyli bez wymaganej licencji, pracuje blisko 24 tys. osób.

Agnieszka

Zielińska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu