Agros Koszalin szuka kapitału

Wiktor Szczepaniak
19-01-2004, 00:00

Grupa firm wędliniarskich ze Śląska i niemiecki bank chcą zainwestować w zagrożony upadłością Agros Koszalin. Tylko czy zdążą to zrobić?

Koszalińskie zakłady to jeden z największych zakładów branży mięsnej w północnej Polsce. Jako jedyne na Pomorzu Środkowym prowadzą ubój trzody chlewnej. Jednak od wielu miesięcy brakuje im pieniędzy na zakup surowca, który umożliwiałby produkcję na opłacalnym poziomie. Pojawiła się jednak szansa na ratunek. Zarząd spółki prowadzi negocjacje z dwoma potencjalnymi inwestorami — grupą firm wędliniarskich ze Śląska, zainteresowaną częścią ubojową zakładu, oraz niemieckim bankiem, który deklaruje chęć zainwestowania w Koszalinie nawet 20 mln EUR (94 mln zł). Jednak, do czasu zakończenia rozmów, prezes Krzysztof Lewczuk nie chce ujawniać szczegółów.

Zmarnowany potencjał

Paradoksalnie, zagrożone upadłością zakłady nie mają problemów ze zbytem wyrobów. Wartość miesięcznej sprzedaży w ostatnich miesiącach oscylowała wokół 5 mln zł. Zdaniem prezesa Krzysztofa Lewczuka, zakład może z powodzeniem sprzedawać 2-3 razy więcej.

— Sprzedaż na poziomie 10- -13 mln zł miesięcznie pozwoliłaby nam osiągać zysk, a zatem odrobić straty, spłacić zobowiązania i dokończyć modernizację zakładu — mówi Krzysztof Lewczuk.

Problem w tym, że nikt nie chciał pożyczyć zakładom środków na zwiększenie produkcji ani na modernizację. Część ubojowa zakładu spełnia unijne normy już w 80 proc., a część przetwórcza w 60 proc.

Z czasem zadłużenie koszalińskiej firmy przekroczyło 14 mln zł. W grudniu ZUS, który jest jednym z wierzycieli, złożył w sądzie wniosek o upadłość firmy. Wcześniej jednak rozpoczęło się postępowanie układowe z wierzycielami.

— Do czasu, kiedy toczy się postępowanie układowe, jest szansa uratowania zakładu. Jeśli sąd umorzy układ, stanie nam przed oczami widmo bankructwa — martwi się prezes.

Spadek po holdingu

Problemy finansowe koszalińskich zakładów zaczęły się w 1999 r. po tym, jak Agros Holding, poprzedni inwestor strategiczny firmy, wniósł do niej dwa nierentowne oddziały — Chłodnię Koszalin i Agrolas. W 2001 r. Agros Holding odmówił poręczenia kredytów obrotowych dla koszalińskiej spółki. W rezultacie w 2002 r. Agros Holding wyszedł z tej inwestycji, a większościowy pakiet akcji objęły osoby fizyczne.

— Wielu polityków ze Szczecina mówi, że Zachodniopomorskie zostało przeznaczone dla Smithfielda — pesymistycznie konkluduje Krzysztof Lewczuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Agros Koszalin szuka kapitału