Akcje kuszą niedowartościowaniem

Przemysław Gerschmann Deutsche Bank PBC
opublikowano: 08-08-2012, 00:00

Średnim wskaźnikom C/Z i C/WK dla polskiej giełdy niewiele brakuje do minimów z lutego 2009 r.

Indeksy w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych osiągnęły ważne poziomy. Wczoraj kilka minut po otwarciu sesji na Wall Street S&P500 po raz pierwszy od 2 maja przekroczył 1400 pkt, a Nasdaq znalazł się powyżej 3000 pkt. W Europie także widać wyraźną tendencję wzrostową. Zarówno niemiecki DAX, jak i brytyjski FTSE100 czy wreszcie paneuropejski Euro Stoxx50 są najwyżej od co najmniej trzech miesięcy. Czy jest to początek odbicia w kierunku tegorocznych szczytów, czy może rynki łapią głęboki oddech przed kolejną falą korekty?

Ponieważ dołek bessy jest równie trudno rozpoznać jak szczyt hossy, warto najpierw sprawdzić źródła zwyżek. Zainicjował je prezes Europejskiego Banku Centralnego, który zapowiedział stanowcze działania w celu ochrony integralności Eurolandu oraz samego euro. Tydzień później jednak rozczarował wszystkich tych, którzy liczyli na uruchomienie kolejnego programu LTRO, dalsze obniżki stóp procentowych czy wznowienia programu skupu obligacji krajów członkowskich.

I choć w pierwszej chwili rynki zareagowały wyprzedażą, to jednak fala nie przeszła przez światowe giełdy jak w przeszłości, gdy politycy i banki centralne nie spełniały oczekiwań większości. Co więcej, w miniony piątek nadeszły mieszane dane z amerykańskiego rynku pracy. Inwestorzy zignorowali wzrost stopy bezrobocia do 8,3 proc., biorąc za dobrą monetę znacznie większą liczbę nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Patrząc wstecz na te wydarzenia, trudno jest uznać za tak optymistyczne, by samodzielnie mogły wywołać kilkuprocentowe zwyżki, jakie obserwowaliśmy na rynku akcji w ostatnich dniach.

Warto więc poszukać głębszych przyczyn. Przede wszystkim na rynku panuje powszechny pesymizm, przejawiający się w spadku obrotów na giełdach. Zniechęceni inwestorzy utrzymują część funduszy w bezpiecznych aktywach, które w ujęciu realnymczęsto nie pozwalają wiele zarobić albo pozostawiają aktywa w formie gotówki. Tymczasem giełdowe spółki kuszą niedowartościowanymi akcjami. Średnim wskaźnikom C/Z i C/WK dla polskiej giełdy niewiele brakuje do minimów z lutego 2009 r., a przeciągający się kryzys oczyścił giełdę z najmniej efektywnych przedsiębiorstw. Niską wycenę spółek zauważyły już ich zarządy, na co wskazują liczne skupy akcji własnych oraz ruch na rynku fuzji i przejęć. Choć największe gospodarki światowe nadal prezentują słabe wyniki makroekonomiczne, to sytuacja nie pogarsza się już tak gwałtownie, a z amerykańskiego rynku nieruchomości i pracy napływają pierwsze optymistyczne sygnały.

WIG20 na tym tle także pokazuje potencjał do zwyżek.

Indeks polskich blue chipów już zdołał powrócić powyżej 2250 pkt, jednak aby mówić o przełamaniu trendu spadkowego, przede wszystkim musiałby zostać przebity szczyt z lipca, znajdujący się na poziomie 2287 pkt. Kolejnym poziomem docelowym byłby wtedy szczyt z lutego, kiedy to na fali noworocznej hossy blue chipy dotarły do 2390 pkt. Warto także zauważyć, że inwestorzy będą dysponować dodatkowymi pieniędzmi z wypłat dywidendy, których suma w tym roku może sięgnąć rekordowych 27 mld zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Przemysław Gerschmann Deutsche Bank PBC

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu