Alchemia wytacza armaty przeciwko ING

Magdalena Graniszewska
opublikowano: 03-03-2009, 00:00

Grupa Romana Karkosika to kolejna ofiara niesławnych opcji walutowych. Musiała utworzyć na nie rezerwę wysokości 95 mln zł.

Stalowa spółka jako pierwsza giełdowa pozywa bank za opcje

Grupa Romana Karkosika to kolejna ofiara niesławnych opcji walutowych. Musiała utworzyć na nie rezerwę wysokości 95 mln zł.

Wydawało się, że żadna ze spółek Romana Karkosika nie ucierpiała poważnie z powodu opcji walutowych. Sprawozdania opublikowały już przecież nastawione na eksport Impexmetal i Boryszew, a także pozostałe firmy z grupy znanego inwestora. I nic. A tu z bombą ujawniła się stalowa grupa Alchemii.

— W raporcie za czwarty kwartał będzie widać rezerwę wysokości 95,2 mln zł. W tej kwocie mieści się 77,2 mln zł z ujemnej wyceny umów opcyjnych oraz 18 mln zł wynikających z odroczonego podatku — ujawnia Karina Wściubiak, prezes Alchemii.

Batory ma opcje

Na umowach opcyjnych "popłynęła" Huta Batory, spółka w 100 proc. zależna od Alchemii.

— W skali grupy to Huta Batory ma największy udział eksportu w przychodach. Za granicą realizuje 70 proc. sprzedaży. Nic więc dziwnego, że od dawna stosowała transakcje zabezpieczające — tłumaczy Karina Wściubiak.

Huta zawierała transakcje opcyjne od maja ubiegłego roku. Ich ujemna wycena wysokości 77 mln zł została oszacowana na koniec 2008 r., przy kursie 4,17 zł za euro. Dziś, kiedy złoty jest o wiele słabszy, ich ujemna wycena może być znacznie większa.

— Nie szacujemy na bieżąco wartości tych instrumentów. Ich wycenę będziemy podawać w raportach kwartalnych. Tymczasem realizujemy je zgodnie z harmonogramem. W 2008 r. zanotowaliśmy z tego tytułu około 10 mln zł straty — twierdzi Karina Wściubiak.

Pozew już jest

Zdaniem prezes, winny tym stratom jest jednak bank.

— W maju zgłosili się do nas ludzie z ING, z którymi nigdy wcześniej nie współpracowaliśmy. Zaproponowali zastąpienie forwardów, na których wtedy byliśmy na minusie, opcjami. Przedstawiali mocne argumenty za tym, że złoty będzie się umacniać w średnim terminie — opowiada Karina Wściubiak.

Huta dała się skusić i w efekcie na razie na tym traci. Uważa jednak, że bank złamał prawo. Zamierza to udowodnić.

— Jako pierwsza spółka giełdowa zdecydowaliśmy się wystąpić do sądu z pozwem przeciwko bankowi. Pierwszej rozprawy spodziewamy się za 3-4 miesiące — przewiduje Marek Kalinowski, radca prawny reprezentujący Alchemię.

Przekonuje, że argumenty poszkodowanej spółki są mocne. Po pierwsze, huta zawierała z bankiem umowy na tzw. opcje egzotyczne. Tymczasem wiążąca strony wcześniejsza umowa ramowa przewidywała zawieranie tylko najprostszych umów opcyjnych, tzw. waniliowych. I tylko do zawierania takich transakcji uprawnieni byli pracownicy huty.

— Jeśli umowę podpisuje osoba nieposiadająca odpowiedniego pełnomocnictwa, to taka umowa jest bezskuteczna, czyli nieważna — uważa Marek Kalinowski.

Po drugie — zdaniem prawnika — zawierana między hutą i bankiem umowa była niezgodna z zasadami współżycia społecznego (reguluje to art. 58 kodeksu cywilnego). Wreszcie po trzecie, umowa stała w sprzeczności z obowiązującymi w Polsce zasadami swobody kontraktowania.

Dlaczego Alchemia, wzorem innych spółek giełdowych, nie chce negocjować z bankiem redukcji tych zobowiązań?

— To niczemu nie służy. Argumenty, z którymi idziemy do sądu, są silne — zapewnia Karina Wściubiak.

ING BSK nie chciał wczoraj komentować sprawy.

Długo czekali

Dlaczego Alchemia dopiero teraz informuje, że ma w portfelu opcje walutowe?

— Wcześniej nie było takiej potrzeby. Nie były to opcje spekulacyjne — mówi Karina Wściubiak.

Opcje stały się problemem głośnym w listopadzie ubiegłego roku. Jako pierwszy przyznał się do nich rynkowi Ciech. Jego wyznanie rozpoczęło prawdziwy wysyp oficjalnych komunikatów spółek, w których albo szacowały ujemną wartość posiadanych instrumentów walutowych, albo uspokajały, że są "czyste". W tym czasie Alchemia milczała. Jej PR-owcy informowali natomiast o kontraktach m.in. na Madagaskarze (za 1 mln zł) i w Iranie (7 mln zł).

Opcje pożarły zysk

Rezerwa na opcje "pożarła" zyski Alchemii za 2008 r. I uniemożliwiła wykonanie prognozy, która mówiła o 110-130 mln zł zysku netto. Czysty zarobek wyniósł bowiem 37 mln zł, wobec 146 mln zł w 2007 r.

— Gdyby nie rezerwa, prognoza zostałaby wykonana — podkreśla Karina Wściubiak.

Zapewnia jednocześnie, że problem opcji w żaden sposób nie zakłóca działalności operacyjnej grupy. Jej budżet na 2009 r. zakłada zarówno wzrost obrotów (958 mln zł w 2008 r.), jak i poprawę zysku operacyjnego.

— Odczuwamy m.in. wzrost kosztów energii, ale możemy to uwzględniać w cenach produktów. O popyt też jestem spokojna — twierdzi Karina Wściubiak.

Mimo to jej grupa restrukturyzuje koszty i stopniowo redukuje zatrudnienie.

— Mamy też na oku ciekawy projekt kapitałowy, ale priorytetem jest rozwiązanie problemu opcji — zapowiada Karina Wściubiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy