AM: inwestorzy foreksowi tracą przez złe nawyki

KA
opublikowano: 19-06-2013, 00:00

Przenoszenie zachowań z rynku akcji to jedna z głównych przyczyn strat na foreksie — twierdzą eksperci Admiral Markets.

Na 30 tys. szacuje liczbę aktywnych rachunków foreksowych polskich inwestorów Andrzej Tomczyk, dyrektor zarządzający w polskim oddziale Admiral Markets (AM).

— Może być ich jeszcze mniej. Tych, którzy kiedykolwiek próbowali swoich sił na rynku forex, jest pewnie około 250 tys. — zastrzega Andrzej Tomczyk.

— Liczbę osób, które kiedykolwiek inwestowały na rynku forex, przeszacowują, i to dość mocno. Wedle naszych szacunków jest to 100-150 tys. — mówi Marek Wołos z zarządu DM TMS Brokers. Eksperci AM twierdzą, że w ciągu trzech ostatnich lat firma pozyskała około 20 tys. klientów z Polski.

— Tylko, że jeśli cykl życia klienta foreksowego to sześć miesięcy, to po tych sześciu miesiącach ich tracimy. Mają nawet otwarte rachunki, ale nie handlują — tłumaczy Andrzej Tomczyk. Nie ujawnia, ile aktywnych rachunków AM ma w Polsce. Na całym świecie jest ich 12 tys. — Brokerzy pokazują to w różny sposób. My za aktywnego klienta uważamy osobę, która realizuje przynajmniej jedną transakcję w miesiącu — podkreśla Andrzej Tomczyk.

Ekspert AM przyznaje, że wielu inwestorów zaczynających przygodę z foreksem przechodzi zderzenie z rzeczywistością. Porażki nie są na rękę brokerom, bo klient przestający handlować nie przysparza im prowizji. By to zmienić, brokerzy organizują szkolenia. Z organizowanych przez AM skorzystało w 2012 r. 3,3 tys. Polaków. Andrzej Tomczak uważa jednak, że zainteresowanie inwestorów idzie w niewłaściwym kierunku. Na szkolenia z analizy technicznej przychodzi 50 osób, a z zarządzania kapitałem — siedem. Do tego przenoszą na forex pewne zachowania znane z rynku akcji, zapominając, że tam inwestuje się w podmioty mające jakąś wartość fundamentalną, a na foreksie w relację jednej waluty do drugiej.

— Klienci nie zakładają zleceń stop loss. I nawet nie chodzi o to, że nie zakładają ich w systemie, ale nie mają ich nawet w głowie. Nie dość, że tracą więcej, niż założyli, to potem dokładają do stratnych pozycji, przenosząc technikę uśredniania znaną z rynku akcji. A to jeszcze nikomu nie wyszło na dobre — zaznacza Andrzej Tomczyk. Błędy związane są nawet z rozliczeniami podatkowymi.

— Załóżmy, że klient dysponuje wystarczającym depozytem, by utrzymywać stratną pozycję, ma 100 tys. zł zysku z zamkniętych pozycji i 150 tys. zł straty w otwartych pozycji. Co robi na koniec roku? Otwarte pozycje przenosi na następny rok, a od zamkniętych płaci 19 proc. podatku, w praktyce zwiększając ogólną stratę — relacjonuje Andrzej Tomczyk.

OKIEM EKSPERTA

Euro na koniec roku po 4 zł

MARCIN KIEPAS

dyrektor działu analiz Admiral Markets

Oczekujemy, że polska gospodarka najgorsze ma za sobą. Szacujemy wzrost PKB w drugim kwartale na 0,6-0,8 proc., w trzecim na 1,3-1,6, a w czwartym — nawet na 2,8 proc. To ożywienie będzie się odbywało przy niskiej inflacji, która nie przekroczy 1,3 proc. na koniec roku. Zakładamy, że w lipcu Rada Polityki Pieniężnej po raz ostatni obetnie stopy procentowe. Razem z siłą ożywienia gospodarczego powinno wesprzeć to złotego i na koniec roku euro powinno zejść w okolice 4 zł. Większe umocnienie złotego może wywołać interwencję banku centralnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KA

Polecane