Amazon jedzie na Kindle'u

Rafał Tomański ,Małgorzata Dacko - Tomańska
opublikowano: 04-11-2009, 00:00

Z tyłu wygląda jak iPod, z przodu jak Commodore 64  i ma mnóstwo zbędnych przycisków.

Czytnik e-booków waży 289 gramów, ma niecały centymetr grubości, a można w nim upchać 1500 książek

Z tyłu wygląda jak iPod, z przodu jak Commodore 64 i ma mnóstwo zbędnych przycisków.

W jeden dzień wartość Amazona rośnie z 40,4 mld do 51,2 mld USD. Kto za tym stoi? Kindle — czytnik e-booków. Kiedy w listopadzie 2007 r. Amazon wypuścił na rynek pierwszą jego wersję, cały nakład sprzedał się w 5,5 godziny. Na nową dostawę trzeba było czekać do kwietnia. Według magazynu "Time", Amazon sprzedał już 1,7 mln czytników, a teraz, kiedy postanowił udostępnić je poza USA, ma szansę na kolejny milion. I to tylko w okresie przedświątecznym. Taka jest prognoza Forrester Research. Do końca przyszłego roku na rynku ma być 6 mln urządzeń.

Sara Rotman Epps, analityczka, która pojawia się jak dżin z butelki niemal w każdym artykule o czytnikach, ocenia, że Amazon opanował 60 proc. amerykańskiego rynku, 35 proc. należy do Sony. Kindle’owi może jednak nogę podstawić Nook, wypuszczony w zeszłym tygodniu przez Barnes Noble. Potrafi to samo co czytnik Amazonu, ale jest ładniejszy. Kindle z tyłu wygląda jak iPod, z przodu jak Commodore 64 i ma mnóstwo zbędnych przycisków. Nook zamiast klawiatury ma kolorowy wyświetlacz dotykowy, obsługuje formaty PDF i ePUB i pozwala pożyczać książki. Wystarczy kliknąć i książka wędruje na 14 dni do znajomego. Czyli, jak w życiu. No, może prawie, bo w Nooku po 14 dniach książka naprawdę wraca do właściciela (papierowa, jeśli już wraca, to po dwóch latach i dwóch tygodniach, na dodatek poplamiona sosem pomidorowym). Atutem Nooka jest też wielka sieć dystrybucji Barnes Noble: czytnik będzie można kupić nie tylko w internecie, ale też w 700 zwykłych księgarniach.

Wielki Brat kasuje

Siłą Amazonu jest zaufanie klientów. Nie jest go w stanie podważyć nawet afera, w której odegrał rolę Wielkiego Brata. Otóż zorientował się, że ma problemy z prawami do kilku dzieł Orwella i nie pytając nikogo o zdanie skasował z czytników użytkowników "Folwark zwierzęcy" i — uwaga —"Rok 1984". Klienci otrzymali zwrot pieniędzy, ale dwóch z nich podniosło larum, że na Kindle były ich bardzo ważne notatki. 25 września Amazon zgodził się otrzeć ich łzy kwotą 150 tys. USD, a Jeff Bezos, szef Amazonu, na forum Kindle’a bił się w piersi. Przyznał, że to, co zrobiła jego firma, było głupie i bezmyślne, więc w pełni zasłużyła na krytykę.

I jak tu nie lubić Amazonu? Nie kryją się z tym gwiazdy: Oprah Winfrey oświadczyła w swoim programie, że Kindle jest jej ulubioną zabawką. Spowodowała tym tzw. efekt Opry, kilkakrotnie zwiększając zainteresowanie urządzeniem w internecie. Stephen King specjalnie dla Kindle’a napisał książkę "UR".

Pottera nie poczytasz

Niedawno gazety szumnie obwieściły, że Kindle wkracza na polski rynek. Tyle że wkracza, to słowo na wyrost. Czytnik stał się hitem w USA, bo e-książki są tam na wyciągnięcie ręki. U nas nie będzie łatwo. W Kindle Store nie ma polskich pozycji. Trzeba ich szukać w innych źródłach i konwertować do formatu AZW. A jeśli ktoś myśli, że kupi dziecku Kindle, by poćwiczyło angielski na przygodach Harry’ego Pottera, to jest w błędzie. J. K. Rowling jest przeciwniczką e-booków. Podobnie jak John Grisham. Próżno też szukać Marqueza albo Nabokova. Wielu autorów jest dostępnych tylko dla Amerykanów (Fleming, Ludlum i Fielding).

Informacje o braku blogów i przeglądarki internetowej (która i tak jest niezbyt funkcjonalna) w Kindle International, którymi ekscytowali się komentatorzy, odwróciły uwagę od prawdziwego problemu, czyli słabej dostępności tytułów poza USA. Brak możliwości subskrybowania blogów nie jest wielką stratą, bo w odcieniach szarości i tak sprawiają wrażenie, jakbyśmy przenieśli się w lata 90. Coś za coś — czytniki wykorzystują technologię e-ink, więc nie męczą wzroku, ale są do bólu czarno-białe (kolorowe robi Fujitsu, ale tylko na Japonię).

Być może właśnie ze względu na ten konserwatyzm Kindle’a lubią dojrzali użytkownicy. Według portalu CNET, ponad 70 proc. posiadaczy ma ponad 40 lat, a 27 proc. jest po 60. Powinien wziąć to pod uwagę Kolporter, który planuje wprowadzenie na polski rynek czytnika eClicto. Może warto podkreślać w reklamach możliwość zwiększenia czcionki i przewracania stron bez nadwerężania nadgarstka... Nie dałoby się też czegoś zrobić z ceną? 899 zł to dużo więcej niż 259 USD płacone przez Amerykanów za Kindle’a i Nooka, które są ładniejsze, nowocześniejsze i mają WiFi.

EClicto ma kosztować nieco więcej niż brytyjski Cool-er (189 GBP), mimo że oba są wersją urządzenia EB600 tajwańskiej firmy Netronix Inc. Wokół Cool-era zrobiło się głośno, kiedy "The Guardian" ogłosił, że firma w kilka miesięcy sprzedała milion sztuk. Trzeba przyznać, że czytnik wygląda ładnie (jak ogromny, zmutowany iPod), a firma współpracuje z Google, ale bądźmy poważni — milion? Okazało, że jest jak w dowcipie o samochodach rozdawanych na placu Czerwonym w Moskwie i rowerach kradzionych w Leningradzie. Szef firmy faktycznie powiedział, że sprzedaż osiągnęła wielkość siedmiocyfrową, ale chodziło mu o przychód (1 000 000 mln GBP). Bo urządzeń sprzedano nieco ponad 5 tys. sztuk.

Google siedzi i skanuje

Skoro już mowa o Google, to warto się zastanowić, dlaczego gigant z Mountain View współpracuje z takimi firmami, jak Cool-er albo Sony (któremu przekazał pół miliona zeskanowanych książek) zamiast pracować nad własnym czytnikiem. Pewnie dlatego, że wie lepiej i stawia na zawartość (za przeproszeniem: kontent). Uważa — podobnie jak Sarah Rotman Epps (znowu ona!) — że czytnik to technologia przejściowa, jak parę lat temu palmtopy.

Google zeskanował już 7 mln książek (w tempie 1000 stron na godzinę!) i nie przestaje. Twierdzi, że robi to, by skatalogować wszystkie informacje świata. Na każdym kroku trafia się ktoś, komu to nie pasuje. A to amerykańskie stowarzyszenie pisarzy uważa, że Google skanuje za dużo książek, a to europejscy politycy i intelektualiści krytykują firmę za to, że pozycji w ich językach kopiuje za mało.

Za czasów Biblioteki Aleksandryjskiej każdy, kto wjeżdżał do miasta z jakąś księgą, musiał zostawić ją w depozycie do skopiowania. Ale wtedy pisanie książek nie było biznesem i nikt nie protestował. Sergej Brin, jeden z założycieli Google’a, uważa, że skoro zbiory w Aleksandrii płonęły trzy razy, a dwie trzecie książek w Bibliotece Kongresu poszło z dymem w 1851 r., nie jest wykluczone, że historia może się powtórzyć. A wtedy wystarczy wpisać books.google.com albo sięgnąć po Kindle’a.

Biblioteka Aleksandryjska była największą biblioteką świata starożytnego założoną przez Ptolemeusza I Sotera. Działała przy ówczesnym odpowiedniku instytutu badawczo-naukowego. Jej rozkwit przypisuje się jednak Ptolemeuszowi II Filadelfosowi, który nakazał przeszukanie rejonu śródziemnomorskiego w poszukiwaniu cennych pism. Co więcej, każdy, kto wjeżdżał do Aleksandrii z jakąś księgą, musiał ją zostawić w depozycie biblioteki, by można było ją skopiować.

Niestety, w czasie rzymskiej inwazji na Egipt część biblioteki spłonęła, a wraz z nią około 40 tys. ksiąg. W 1989 r. władze Egiptu postanowiły wybudować nową bibliotekę (Bibliotheca Alexandrina), która ma być nawiązaniem do tradycji starożytnej.

Oprah Winfrey, amerykańska prezenterka telewizyjna i aktorka. Jest autorką i prowadzącą talk show "The Oprah Winfrey Show", zaliczanego do najbardziej znanych i liczących się programów telewizyjnych w USA. Dzięki temu od dwóch lat jest niekwestionowaną liderką rankingu magazynu "Forbes" najbardziej wpływowych kobiet show-biznesu.

Laury zebrała również od magazynu "Times", który zakwalifikował ją do listy 100 najbardziej wpływowych osób XX wieku.

Dzięki pracy w telewizji oraz przychodom z firmy medialnej Harpo Productions, której jest właścicielką, jej majątek wyceniono (w 2008 r.) na 2,7 mld USD.

Rafał Tomański

Małgorzata Dacko-Tomańska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Tomański ,Małgorzata Dacko - Tomańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy