Amerykańscy konsumenci wydają coraz więcej. Albo mniej. To zależy.

Łukasz Wróbel, Noble Securities
opublikowano: 31-01-2011, 18:23

Poniedziałkowy odczyt indeksu koniunktury Chicago PMI na poziomie 68,8 pkt. to najlepszy wynik od 1988 r. Wydatki konsumentów rosną najszybciej od trzech lat. Jest jednak druga, mniej optymistyczna strona medalu.

W poniedziałek WIG20 prawie przez całą sesję poruszał się poniżej poziomu 2700 pkt., ale dzięki uspokojeniu sytuacji na nowojorskiej giełdzie zdołał po południu odrobić początkowe straty i powrócić w okolice poziomu z piątkowego zamknięcia.

Wydatki Amerykanów w grudniu 2010 r. były o 0,7 proc. wyższe niż miesiąc wcześniej i gdyby w tym miejscu można postawić kropkę, dla inwestorów byłaby to niewątpliwie pozytywna wiadomość, bo jest to najdynamiczniejszy wzrost wydatków świadcząca gospodarstw domowych od ponad trzech lat. Tyle tylko, że po odliczeniu wydatków na żywność i energię wartość grudniowych zakupów w ujęciu miesiąc do miesiąca nie uległa zmianie, a w odniesieniu do poziomu sprzed roku spadła do najniższego tempa od co najmniej dwóch dekad (ok. 0,7 proc. r/r przy średnim wzroście z lat 2004 - 2008 powyżej 2 proc.). To istotnie zmienia postać rzeczy i uzupełnia niepełny obraz rzeczywistości o wpływ szybko rosnących cen energii i produktów rolnych na decyzje konsumentów. Dzisiaj cena ropy brent przekroczyła 100 USD.

Kiedy niemal wszystkie media analizują od każdej strony wpływ ostatnich wydarzeń w Egipcie na sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie, a pośrednio również na cenę ropy naftowej czy kursy walut (Kanał Sueski obsługuje ok. 8 proc. światowego handlu), uwadze inwestorów mogą umknąć inne, mniej sensacyjne wiadomości. Na przykład fakt, że tymczasowe rozwiązanie problemu zadłużenia członków strefy (czyli do niedawna zagrożenia numer jeden dla giełdowych inwestorów) sprawiło, że na branżę finansową znowu zaczęto spoglądać łaskawym okiem, ponieważ ryzyko miliardowych strat, które banki poniosłyby w wyniku restrukturyzacji obligacji, zostało odsunięte w czasie poprzez uruchomienie tzw. mechanizmu stablizacyjnego. Styczeń 2011 r. był dla europejskich banków najlepszym styczniem przynajmniej od dekady, pod względem wysokości stopy zwrotu w inwestycje w ich akcje.
Przykładowo, rynkowa wartość Deutsche Banku wzrosła o 13 proc., a papiery Credit Suisse podrożały o 12 proc. Jednocześnie inne, znacznie mniej popularne wskaźniki, sugerują, że systemowe ryzyko, trzy lata po rozpoczęciu kryzysu, zamiast zmniejszać się - rośnie. Indeks iTraxx Senior Financial Index monitorujący premię za ryzyko sektorowe europejskich banków, w ciągu roku wzrósł z ok. 80 pkt. do ok. 200 pkt. Oznacza to, że mimo rekordowo niskich stóp procentowych, rośnie koszt finansowania banków, a bardziej wyrafinowani inwestorzy wkalukulowują w ceny instrumentów potencjalne przyszłe straty. Jednocześnie w USA nie zwalnia tempo przejmowania przez regulatora bankrutujących banków - w 2010 r. zamknięto ich 157, w tym roku na razie 11. Ponadto wciąż nie wyjaśniona jest kwestia formalnych niedopatrzeń banków, które powstrzymują rynek nieruchomości przed powrotem do równowagi. Warto wiedzieć o takich "systemowych detalach", kiedy bieżące newsy zdają się za nadto sprzyjać kupującym akcje.

KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ: Łukasz Wróbel, Noble Securities

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Wróbel, Noble Securities

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu