Amerykański okręt nabiera wody

Jarosław Romanowski
opublikowano: 12-08-2011, 00:00

Obniżenie oceny wiarygodności kredytowej USA, pomimo tego, że było zapowiadane i oczekiwane przez uczestników rynku, wywołało zawirowania na giełdach. Nie zmniejszyło to jednak zainteresowania obligacjami tego kraju, a wręcz przeciwnie, nadal obniża się oprocentowanie tych instrumentów, co świadczy o rosnącym popycie. Nie jest to jednak efekt lekceważenia ostrzeżenia agencji ratingowej Standard Poor’s, ale raczej brak alternatywy dla dolara. Jak długo jednak świat będzie w stanie akceptować rosnący poziom zadłużenia krajów zachodnich i brak pomysłów na wyjście z obecnego impasu?

Ciekawych wniosków dostarcza analiza historii przyrostu zadłużenia oraz wahań indeksów giełdowych w USA.

Na koniec 1980 roku SP 500

amerykański indeks szerokiego rynku miał wartość 135 pkt. W ciągu następnych 10 lat wzrósł blisko 2,5-krotnie, do 330 pkt. Kolejna dekada to 4-krotny wzrost indeksu do 1320 pkt na zakończenie roku milenijnego. Ostatnie dziesięciolecie przyniosło jednak wyraźne wyhamowanie tendencji i spadek indeksu do 1257 pkt, czyli o niemal 5 proc. W tym samym czasie limit długu USA był podwyższany ponad 40 razy. Na koniec 1980 r. wynosił nieco ponad 0,9 mld USD, aby w kolejnych dekadach wzrastać odpowiednio do 4,15 bln USD oraz 5,95 bln USD na zakończenie 2000 roku. W ostatniej dekadzie zwiększony został o ponad 140 proc., do 14,3 bln USD.

Jeśli giełda jest barometrem gospodarki, to wyraźnie widać, że w ostatniej dekadzie nie działo się w USA najlepiej. Gospodarka ta coraz bardziej zaczyna przypominać okręt, który nabiera wody. Nie ma pomysłów, jak załatać dziurę w kadłubie i zamiast tego używa się coraz większych wiader do wylewania wody. Dziura jednak się powiększa, a poziom wody cały czas się podnosi. Okręt coraz bardziej zwalnia i trudniej nim sterować. Jest on na tyle duży i stabilny, że podczas sztormów, inne, mniejsze i płynące obok niego jednostki, często korzystały z bezpiecznego schronienia na pokładzie, uznając go za niezatapialny. Podobnie wszyscy myśleli o Titanicu.

Pojawiające się co jakiś czas pomysły odejścia od dolara jako światowej waluty rezerwowej nabierają coraz większego znaczenia. Proces ten właściwie trwa już od niemal dekady. Z raportu IMF dotyczącego poziomu rezerw utrzymywanego przez banki centralne wynika, że udział USD w całości rezerw obniżył się od 2000 r. z ponad 70 proc. do nieco ponad 60 proc. obecnie. Jeśli brak alternatywy wobec ogromnego i płynnego rynku dolara jest jednym z głównych powodów utrzymujących popyt na amerykańskie obligacje, to postępujący proces wypierania waluty amerykańskiej z rezerw światowych może się okazać równie tragiczny w skutkach dla tego kraju, jakim było dla Titanica spotkanie z górą lodową.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Romanowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy