Amerykański przemysł jeszcze nie zginął

Paweł Cymcyk
opublikowano: 03-11-2009, 00:00

Poniedziałkowa sesja była w dużym stopniu zdeterminowana przez piątkowe wydarzenia w USA. Tamtejsze spadki o niemal 3 proc. zadziałały na wyobraźnię Europejczyków i indeksy rozpoczęły dzień be zmian lub idąc w dół. Skala tych spadków i tak była niewielka, biorąc pod uwagę, że rano ogłoszono upadek amerykańskiej grupy bankowej CIT (101 lat historii). To bankrut numer pięć pod względem wielkości w Stanach i jednocześnie największy upadek od października ubiegłego roku.

Upadek CIT nie spotkał się z żadną paniczną reakcją, głównie dlatego, że scenariusz bankructwa tej instytucji był brany pod uwagę od lipca. Gracze zdążyli na tę informację się uodpornić. Akcjonariusze CIT nie okazali się równie odporni, ponieważ akcje tej spółki tuż po rozpoczęciu handlu straciły 65 proc.

WIG20 natomiast odrobił początkowe straty i ustabilizował się na półprocentowym minusie, gdzie przez większą część dnia kreślił poziomą linię. Najciekawiej, zgodnie z oczekiwaniami, wyglądał finisz. Indeks wyznaczał już nowe dzienne minima i był bliski wyłamania poniżej dołków z czwartku, ale opublikowane 10 min przed końcem sesji dane zmieniły obraz sesji. Wszystko za sprawą amerykańskiego przemysłu, który choć nie najważniejszy w tej gospodarce, to jednak nadal jest ważny dla rynków.

Indeks ISM dla przemysłu przebił oczekiwania i jest już najwyżej od ponad 3 lat. Tak duży wzrost jest pochodną coraz mniejszych zapasów, których ilość od ponad dwóch lat się zmniejsza oraz wynikającego z tego wzrostu zamówień w fabrykach. W sumie nie ma w tym nic dziwnego. Skoro w magazynach już nic nie ma, to przedsiębiorstwa, by dalej funkcjonować, muszą składać nowe zamówienia, by nie doprowadzić do sytuacji, kiedy klient musi czekać na towar. Stąd poprawa, która jednak nie będzie w stanie utrzymać dobrych nastrojów, jeżeli nie pójdzie za tym wzmożony popyt.

Subindeks zatrudnienia w przemyśle sygnalizuje pozytywne zmiany na rynku pracy. To dopiero bardzo wczesny i niepotwierdzony objaw poprawy, taka pierwsza jaskółka. Przed piątkowym raportem z rynku pracy jest to jednak bardzo optymistyczny sygnał. Optymiści na finiszu dostali jeszcze informacje z rynku nieruchomości, gdzie dość mało istotny indeks podpisanych umów kupna domów wzrósł w ciągu miesiąca aż o 6,1 proc. Oczekiwano minimalnej zmiany.

Gdyby takie informacje nie wywołały wzrostów, znaczyłoby, że z giełdami jest naprawdę bardzo słabo. Byki wykorzystały jednak okazję i na zachodnich parkietach udało się wyjść na plusy, a nasz rynek zakończył sesję minimalnym spadkiem. To dobrze rokuje na kolejne dni, ale trzeba pamiętać, że mamy dopiero pierwszy dzień wzrostów po całym tygodniu spadków. Dzisiejsza potyczka nie przesądza jeszcze o niczym, ale przedłuża szanse popytu na odrobienie ostatnich strat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Cymcyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu