Amerykańskie usługi wyświadczyły GPW niedźwiedzią przysługę

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 05-02-2008, 17:41

Przez większą część sesji inwestorzy żyli nadzieją, że mają do czynienia ze spokojną konsolidacją rynku po silnej zwyżce. W poniedziałek doszło w USA do korekty, ale ponieważ była powszechnie oczekiwana, a jej rozmiary niewielkie, można było sądzić, że najgorsze już minęło. Zwykle wkrótce po obniżce stóp przez Fed dominuje taktyka kupowania akcji w dołkach w nadziei na szybkie dojście do nowych szczytów

Warszawski rynek wraz z innymi giełdami Europy zanotował na otwarciu niewielki spadek, ale presja podaży nie była duża i szybko nastała stabilizacja. Na rynkach strefy euro nie wywarła większego wrażenia wiadomość o niespodziewanym spadku sprzedaży detalicznej. Wig20 bez problemu utrzymywał się ponad luką bessy w rejonie 3050 pkt., którą udało mu się sforsować wyraźnie wczoraj. Kolejne godziny mijały w bezruchu przy minimalnej aktywności graczy. Obroty były śladowe i do godziny 15 nie przekroczyły nawet 800 mln. zł.

Wydarzeniem dnia miały być dane o stanie koniunktury w amerykańskim sektorze usług, publikowane o godz. 16. Ponieważ usługi wykazują w USA zwykle większą dynamikę niż sektor wytwórczy, spodziewano się odczytu wskaźnika ISM na poziomie 53 proc, a więc wyraźnie powyżej bariery 50 proc., która oddziela strefę wzrostu od recesji. Oznaczałoby to i tak spadek z ostatnio odnotowanego poziomu 54 proc., ale taki wynik miał odpowiadać przekonaniu, że tendencje recesyjne nie rozlały się dotąd szeroko po gospodarce, a agresywna polityka monetarna banku centralnego zapobiegnie temu.

Na godzinę przed planowym terminem publikacji danych rynki doznały niespodziewanie głębokiej zapaści, a indeksy zanurkowały. Po chwili okazało się, że wskaźnik ISM został omyłkowo podany do wiadomości przed czasem, a jego wartość wywołała panikę. Spadł on do poziomu 41,9 proc., czego nie przewidziały nawet najczarniejsze prognozy. Gwałtowność reakcji inwestorów była wprost proporcjonalna do negatywnej wymowy tych danych.

Spokojna dotąd GPW zamieniła się w scenę panicznej ucieczki. Indeksy pomknęły w dół, a Wig20 przebił wsparcie i zasłonił całą z takim trudem zdobytą lukę bessy, tracąc ostatecznie niemal 4 proc. Większe opanowanie wykazali posiadacze akcji mniejszych spółek, gdzie przecena wyniosła ok. 2 proc. Podaż była więc skoncentrowana na najbardziej płynnych spółkach, co szybko znalazło wyraz w wyraźnym podskoku obrotów. Mimo to nie były one wysokie i wyniosły ostatecznie 1,2 mld. zł.

Wszystkie największe spółki zgodnie dzisiaj straciły, ale przez długi czas spadkom opierała się branża paliwowa i ona właśnie została najmniej przeceniona. Dzisiaj sektor paliwowy radził sobie w Europie bardzo dobrze po ciepło przyjętych wynikach BP. Największe straty ponieśli posiadacze akcji banków – niemal w komplecie spadły ponad 4 proc., a rekordzistą było bank Pekao ze stratą przekraczającą 6 proc. Widać wyraźnie, że sygnały świadczące o słabnięciu koniunktury w sektorze bankowym nie służą finansowym akcjom. Wyższe koszty pozyskania pieniądza i możliwy spadek akcji kredytowej nie nastrajają optymistycznie.

Po dzisiejszym ciosie Wig20 znowu znalazł się pod luką bessy z 16 stycznia. Jego wykres zatrzymał się jednak na średniej z 15 sesji. Jej wyraźne przebicie będzie sygnałem do wyjścia z rynku lub zajęcia krótkich pozycji. Wszystko będzie oczywiście zależało od zamknięcia na Wall Street, gdzie na razie indeks DJI traci ponad 200 pkt. Akcje warszawskich blue chipów są bardzo wrażliwe na sygnały płynące z zagranicy. Oznacza to dużą zmienność, co sprzyjać będzie inwestorom grającym na podstawie analizy technicznej. Nieco lepiej sytuacja wygląda w sektorze średniaków. Można sądzić, że po wycofaniu w styczniu 10 mld. zł przez klientów TFI rodzima podaż osłabnie. To powinno zmniejszyć presję podaży w tym segmencie rynku.

W kontekście styczniowej przeceny w USA można mówić o dwóch sprzecznych prognozach. Według wskazań tzw. styczniowego barometru akcje powinny w tym roku skończyć na minusie, gdyż tak zakończyły styczeń. Wskaźnik ten sprawdzał się w 75 proc. przypadków od roku 1950. Z drugiej strony trwa cykl redukcji stóp przez Fed. Indeks S&P500 po sześciu miesiącach od rozpoczęcia cyklu obniżek zyskuje średnio 3 proc., a  na koniec cyklu redukcji jest średnio 14 proc. powyżej poziomu z dnia jego rozpoczęcia, czyli 17 sierpnia ub. roku. Jak widać, w myśl tej statystycznej zależności jest sporo miejsca na wzrost. Wojna wskaźników zapowiada się więc interesująco.

Włodzimierz Uniszewski


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane