Analiza mikroekonomiczna jest ważniejsza niż wskaźniki makro

Jarosław Kostrzewa
24-12-2001, 00:00

Co dla każdego inwestora powinno być ważniejsze: analiza makroekonomiczna, czy mikroekonomiczna? Moim zdaniem, zdecydowanie ta druga. Dane dotyczące całej gospodarki są pochodną tego, co wydarzyło się w skali mikro.

O wiele bardziej pożyteczna jest analiza samych spółek uwzględniająca jak najwięcej czynników, które wpływają na rozwój przedsiębiorstwa. Tu możemy dokładnie przeanalizować sprawozdania finansowe, zaznajomić się z raportami analityków, spotkać się z zarządami spółek na organizowanych spotkaniach. Można też przyjrzeć się produktom lub usługom, które firmy oferują na rynku, sprawdzając w ten sposób ich jakość i funkcjonalność, a także zorientować się, czy jest na nie popyt. Bardzo ważna jest również możliwość porównania ich z produktami konkurencji. Są to rzeczy o wiele ważniejsze niż badanie wskaźników gospodarczych.

Sytuacja fundamentalna spółki ma zdecydowanie większy wpływ na zachowanie kursu jej akcji niż trendy gospodarcze. Gdybyśmy dzisiaj mieli wzrost PKB nawet w granicach 5 proc., to akcje Elektrimu czy Netii prawdopodobnie również spadłyby do obecnych poziomów.

Dobrym przykładem na powyższą tezę mogą być lata 1997-98, kiedy to wzrost gospodarczy był na przyzwoitym 5-proc. poziomie, a giełda nie chciała tego uwzględnić i poruszała się raz w górę, raz w dół, czyli w szerokim trendzie horyzontalnym. Prawdziwej, długoletniej hossy nie było, bo wyniki spółek nie napawały optymizmem.

Ostatnio mamy do czynienia z nadużywaniem słowa: dyskontować. Utarło się w świecie giełdowym powiedzenie, że giełda dyskontuje przyszłe zmiany w gospodarce. Uważam, że bardziej prawidłowe byłoby określenie, że inwestorzy próbują odgadnąć rozwój wydarzeń w przyszłości i kierowani nadziejami powodują zmiany cen akcji. Pamiętajmy o tym, że spółki notowane na giełdzie funkcjonują przecież w realnej gospodarce i to one właśnie ją tworzą. Ich działalność ma wpływ na wskaźniki makro, a nie odwrotnie. Dzięki temu, że wiele spółek jest notowanych na giełdzie, mamy szybki dostęp do informacji związanej z ich działalnością operacyjną i możemy w odpowiedni sposób na nie zareagować. Pamiętajmy o tym, że zbieranie danych ze wszystkich firm przez oficjalne biura statystyczne, a następnie ich przetwarzanie trwa dość długo. W efekcie dopiero po dwóch trzech miesiącach mamy ogólny obraz tego, co się już wydarzyło.

Na rynkach akcji często dochodzi do wzrostów zanim w spółkach nastąpi wyraźna poprawa, ale ich podstawą jest najczęściej nadzieja inwestorów, że już gorzej być nie może. Z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia obecnie w USA, gdzie indeksy wzrosły w ostatnim czasie dosyć mocno w reakcji między innymi na podawane wyniki kwartalne, które w wielu przypadkach były lepsze od oczekiwań. Ale w podawanych wynikach przez amerykańskie spółki jest jeden mały haczyk. W ostatnich okresach raporty kwartalne są sporządzane jako raporty pro forma, gdzie nie zawsze są przestrzegane zasady GAAP (General Accepted Acounting Principles). Wielu analityków podejrzewa, że tak nagła zmiana w prezentowaniu wyników może oznaczać, że faktycznie są one o wiele gorsze, niż się uważa. Raporty pro forma pozwalają bowiem zarządom spółek na dużą elastyczność w tworzeniu zestawień. Sprawą raportów pro forma zajęła się już SEC (amerykańska KPWiG), więc można przypuszczać, że problem jest poważny.

Jeśli giełdy dyskontują przyszłość, to biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce na przełomie 1999-2000 r. powinniśmy mieć od dobrych kilkunastu miesięcy boom gospodarczy. Niestety, musimy jeszcze trochę poczekać. Gwarantem długiej hossy są zawsze dobre wyniki spółek, a nadzieja wystarcza, niestety, na niezbyt długo. Dopóki nie zmieni się mentalność osób zasiadających w zarządach spółek, dopóty będziemy mieli do czynienia z mizerią na GPW.

Potwierdzeniem tezy, że wyniki spółek są o wiele bardziej istotne niż dane makro niech będzie przypadek Computerlandu. Spółka ta dokonała pozytywnych zmian w swojej działalności, co znalazło odbicie w jej wynikach, które na tle innych firm prezentują się naprawdę świetnie. Drugą taką spółką jest Jelfa, gdzie restrukturyzacja i racjonalizacja przyniosły pożądany skutek. Zachowanie kursów akcji tych firm to dowód na to, że nawet w czasach recesji można odnosić sukcesy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Kostrzewa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Analiza mikroekonomiczna jest ważniejsza niż wskaźniki makro