Anna Bzukała: Chyba jestem pracoholiczką

Notowała Karolina Guzińska
08-12-2011, 18:06

Nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Tak już mnie wychowali rodzice.

Zdecydowanie bardziej czuję się żoną i matką niż menedżerem. W życiu prywatnym i zawodowym jestem bardzo wymagająca, lubię porządek, dużo pracuję, jestem chyba pracoholiczką. Osoby z mojego bliskiego otoczenia, a przede wszystkim mąż, wykazują się niezwykłą cierpliwością, by sprostać moim wymaganiom.

Wychowaliśmy dwóch dziś już dorosłych synów. Od początku naszego życia zawodowego razem pracowaliśmy na kolei. Mąż był rewidentem wagonów, teraz jest na rencie z powodu schorzenia kręgosłupa i zajmuje się domem — to dobrze, bo ja nie lubię gotować, ale zdarza się, że przygotowuję obiady w weekendy. Po pracy jak najprędzej chcę się znaleźć w domu, krzątać się po nim i buszować po ogrodzie, który jest moją największą pasją. Urodziłam się w Wadowicach, wychowywałam w Zakrzowie niedaleko Kalwarii Zebrzydowskiej. Mój pierwszy wyuczony zawód to mechanik automatyki przemysłowej i urządzeń precyzyjnych. 28 lat temu trudno było o wizję kariery. O studiach nawet nie marzyłam. W domu było ciężko, liczył się każdy grosz. Po szkole wydawało mi się, że pójdę pracować fizycznie.

Zatrudniona zostałam w Wagonowni w Prokocimiu na stanowisku rzemieślnika, ale szef posadził mnie za biurkiem i przydzielił pracę polegającą na obliczaniu wynagrodzeń pracownikom. I tak to się zaczęło. Bez pojęcia o księgowości zaczęłam pracować pod kierunkiem osoby, która w tej dziedzinie wiedziała niewiele więcej ode mnie. Praca w księgowości zaczęła mi się podobać i postanowiłam dokształcać się w tym kierunku. Największym dopingiem do nauki okazała się propozycja dodatkowej pracy w hurtowni spożywczej SOPRA, której współwłaścicielem jest mój kolega. Poznaliśmy się w Wagonowni. Miałam prowadzić księgowość tej spółki — to było dla mnie wyzwanie. Dzięki temu nauczyłam się zasad rachunkowości.

Po kilku latach uzyskałam zezwolenie ministra finansów na usługowe prowadzenie ksiąg rachunkowych. Do dziś nie rozstałam się z SOPRĄ. Obecnie pracuję w Przedsiębiorstwie Napraw i Utrzymania Infrastruktury Kolejowej w Krakowie (PNiUIK). Naszym właścicielem, jak i trzech innych spółek: we Wrocławiu, w Gdańsku i Poznaniu, są PKP PLK. Zajmujemy się naprawą, utrzymaniem i budową dróg szynowych, mostów i wiaduktów, tuneli, peronów. W lipcu 2007 r. Józef Wójcik, prezes PNiUIK, zaproponował mi stanowisko dyrektora finansowego tej spółki. Wcześniej znaliśmy się z PKP Cargo.

Pierwszą propozycję pracy na umowę-zlecenie od obecnego prezesa otrzymałam w maju 2005 r., było to prowadzenie księgowości w fundacji Era Parowozów, która zajmowała się utrzymaniem i zagospodarowaniem na cele kulturalne i turystyczne zabytkowego taboru kolejowego. W 2007 r. firma, w której miałam podjąć pracę, była w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Nikt nie wierzył w przyszłość spółki kolejowej z tak potężną stratą i zadłużeniem. Uważam, że prezes dobrze dobrał sobie ludzi, którzy go wspierali. Zaufał im i przekonał, że chodzi o to, by 400 osób miało pracę. Decyzję o objęciu tego stanowiska podejmowałam dwa tygodnie. Nie wiem, dlaczego zdecydowałam się przejść z PKP Cargo. Tam zajmowałam się małym wycinkiem rachunkowości. Może trochę to mnie nudziło? Ostateczną decyzję podjęłam na Mazurach. Przerwałam wczasy i zjawiłam się na Prokocimskiej 4, w siedzibie naszej spółki.

Na początku praca była bardzo ciężka. Niekończące się telefony od kontrahentów domagających się swoich należności, prośby o niekierowanie spraw do sądu, przekonywanie wszystkich, że spółka będzie istniała, zawieranie porozumień spłaty zadłużenia, realizacja planu naprawczego. Czasem traciłam cierpliwość, ale nigdy się nie zawahałam, wiedziałam, że się uda. Wiedziałam o rozpoczętych robotach, które były doskonale nadzorowane, i cierpliwie czekałam na wpływ pieniędzy. Pod koniec 2007 r. rozpoczęliśmy informatyzację spółki, zakupiony został zintegrowany system informatyczny, którego wdrażanie z powodzeniem zakończyłam w 2008 r. Przekonywanie firm leasingowych o konieczności zakupu sprzętu budowlanego, samochodów i o możliwościach spłaty też nie było łatwe. Pierwszy zakup w formie leasingu dokonany został w marcu 2008 r., a w październiku z pomocą Millennium Leasing kupiliśmy suwnicę bramową za ponad 2 mln zł. Odpracowaliśmy stratę z lat ubiegłych, spłaciliśmy długi, wyposażyliśmy spółkę w sprzęt budowlany, samochody, koparki i — co najważniejsze — odzyskaliśmy wiarygodność kredytową. Dla takich spółek jak nasza najgorsza jest sezonowość.

Na przełomie roku firma nie zarabia. Pierwsze pieniądze wpływają zwykle w połowie roku, dlatego ważna jest możliwość korzystania z kredytu. W ubiegłym roku ponownie wygrałam konkurs na członka zarządu spółki. Cały czas wierzę, że w firmie będzie tylko lepiej. Mam wrażenie, że dzieci wychowały mi się w międzyczasie. Piotruś miał 3 latka, Pawełek właśnie się urodził. Ja pracowałam na 1,5 etatu i studiowałam w Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Mieszkaliśmy wtedy na 36 mkw. z dwoma synami i teściową. Trudno było tak mieszkać. Kupiliśmy 11 arów ziemi pod Krakowem i zaczęliśmy budować dom. Własnymi rękami! Jedynie wykonanie dachu postanowiliśmy oddać fachowcom, ale i tak kończyliśmy go sami. Mąż był murarzem, ja pomocnikiem. Budowaliśmy 10 lat. Wszystkie popołudnia spędzaliśmy na budowie, w nocy pracowaliśmy przy świeczkach. Dziećmi opiekowała się teściowa.

To wielka satysfakcja znać każdą cegłę, każdy element własnego domu. W trakcie budowy wyrzekaliśmy się wszystkiego, było ciężko, ale teraz to doceniam i cieszę się, że taką decyzję podjęliśmy. Dzięki uporowi i ciężkiej pracy osiągnęliśmy to, o czym marzyliśmy. Nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Tak już mnie wychowali rodzice. Mimo podeszłego wieku wciąż pracują, prowadzą gospodarstwo, wstają rano i nie odpoczywają do wieczora. Chyba mam to po nich. Chciałabym mieć domek nad Bałtykiem. Na razie jednak nie mogę się pochylić nad tym marzeniem. Moje dzieci muszą się usamodzielnić. Młodszy w tym roku zdaje maturę. Muszę im jeszcze pomagać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Notowała Karolina Guzińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Kariera / Anna Bzukała: Chyba jestem pracoholiczką