Aquapark w Rudzie sparzył się na PPP

Anna Pronińska
opublikowano: 27-02-2010, 11:13

To miała być inwestycja za ponad 100 mln zł. Miała, ale nie wypaliła.

Sprawa feralnej budowy aquaparku w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP) w Rudzie Śląskiej może znaleźć finał w sądzie. Obie strony obwiniają się nawzajem, a sprawa trafiła nawet na kościelne ambony! O co poszło? O marzenia. Miasto wymarzyło sobie obiekt wielofunkcyjny, ale o powiększeniu budżetu nie chciało słyszeć.

Dwa punkty widzenia
Samorządowcy mają winnego.
— Przy tej inwestycji miasto sparzyło się na partnerze prywatnym. Władze Rudy Śląskiej przygotowują pozwy sądowe przeciwko spółce Park Wodny oraz firmie Miastoprojekt Wrocław, będącej inżynierem kontraktu. Będziemy domagać się odszkodowania z tytułu nienależytego wykonania usługi. Nie mogę się jeszcze wypowiadać na temat jego wielkości
— mówi Sławomir Kamiński, prezes spółki celowej Kompleks Basenów Rekreacyjno-Sportowych, która miała
45 proc. udziałów w firmie inwestycyjnej Park Wodny.
Podkreśla, że miasto dążyło do ugody, ale czas na negocjacje polubownego rozwiązania umowy upłynął w połowie stycznia.
— Sytuacja jest nietypowa. Z miastem wiąże nas kilka umów, które nie zostały wypowiedziane. To m.in. umowy na realizację przedsięwzięcia. Koszty rozwiązania tych umów byłyby dziś zbyt wysokie, więc chcemy dalej realizować przedsięwzięcie w oparciu o stare przepisy o PPP. Ale ponieważ nie ma zgody prezydenta na transze kredytu, my nie mamy pieniędzy na realizację projektu. Naszym zdaniem, strona miejska nie wywiązała się z obietnic poręczenia kredytu dla spółki celowej — ripostuje Grzegorz Rosik z Miastoprojektu Wrocław — spółki, która na koncie ma m.in. rozbudowę aquaparku w Polkowicach, a ostatnio złożyła ofertę na budowę w PPP parku wodnego w Lubinie za ponad 26 mln zł.
Dziś inwestycja w Rudzie jest zamrożona, a władze miasta mają już inne plany.
— Rozpatruje się m.in. sprzedaż przygotowanej działki inwestycyjnej na cele komercyjne, albo budowę na niej dużego osiedla mieszkaniowego — mówi Bartosz Satała, zastępca prezydenta Rudy Śląskiej.

Strefa konfliktu
Wszystko zaczęło się sześć lat temu, gdy władze Rudy Śląskiej zdecydowały o budowie aquaparku w Dolinie Kłodnicy. Na początku podpisano umowę z niemiecką firmą König Finanzbeteiligungen&Co, ale współpracę zakończono jesienią 2006 r., bo partner nie zdobył finansowania. Do pomysłu wrócono rok później i zawarto umowę z nowym partnerem — Miastoprojektem Wrocław, który miał m.in. opracować dokumentację, zarządzać obiektem przez 25 lat i finansować działalność operacyjną spółki Park Wodny. Zadaniem podmiotu publicznego miało być m.in. zapewnienie gruntu i zabezpieczenie kredytu. Spółka celowa wniosła też do przedsięwzięcia opracowaną wcześniej koncepcję architektoniczną obiektu Parku Wodnego. Problemy pojawiły się jesienią 2008 r., gdy na zorganizowany przez spółkę inwestycyjną przetarg na roboty budowlane wpłynęły oferty o kilkadziesiąt milionów wyższe niż przewidywały kosztorysy.
— Tak wysokie ceny ofertowe były spowodowane bardzo rozbudowanym programem obiektu (m. in. strefą curlingu, o którą władze miasta chciały powiększyć obiekt mimo braku ekonomicznego uzasadnienia dla tego celu). Na ceny oferentów wpływ miała też koniunktura na rynku — dodaje Grzegorz Rosik.
Przedstawiciele miasta bronią rozbudowanej koncepcji inwestycji.
— Chcieliśmy, by oprócz basenu i kilku saun, które przewidywał partner prywatny, w obiekcie były też inne atrakcje, jak tor do curlingu czy ściana wspinaczkowa, bo na tym polega idea parku wodnego. Te atrakcje miały zapewnić dochody pozwalające utrzymać cały obiekt. Chcieliśmy zmieścić to w budżecie — dodaje Sławomir Kamiński.

Bez kredytu ani rusz
Przetarg unieważniono, a wiosną 2009 r. miasto zmodyfikowało koncepcję budowlaną parku i otrzymało nowy kredyt opiewający na 119 mln zł. Prezydent zaakceptował nowy projekt. Później jednak władze miasta jeszcze raz dokonały zmian. Miastoprojekt Wrocław wystąpił o zapewnienie dodatkowych 6,8 mln zł w związku z ryzykiem przekroczenia budżetu lub przeprojektowania inwestycji. Jednak jesienią prezydent miasta wstrzymał wsparcie dla inwestycji i przestał akceptować kolejne transze kredytu. Oznaczało to, że mimo udzielonego kredytu, pieniądze z niego nie mogą być wykorzystywane.
Jako powód podano brak możliwości realizacji tej inwestycji na zadowalających Rudę Śląską zasadach i warunkach finansowych.
— Nie możemy zapłacić za budowę kompleksu około 40 mln zł więcej, niż wynika to z wycen realizacji tej inwestycji. Nie będziemy kontynuować tego projektu za wszelką cenę i wbrew zdrowemu rozsądkowi — wyjaśniał Andrzej Stania, prezydent Rudy Śląskiej.
Zdaniem Grzegorza Rosika, u podstaw konfliktu leżała chęć miasta wpływania na decyzje inwestycyjne, przy jednoczesnej ignorancji finansowych, technicznych i terminowych konsekwencji tych decyzji.
— Naszym celem było dostosowanie obiektu do potrzeb rynku i chcieliśmy mieć wpływ na realizację inwestycji. Przypominam, że miasto poręczyło całość kredytu zaciągniętego na realizację inwestycji. Zamierzaliśmy zrobić ją na zasadach zdroworynkowych — zapewnia Sławomir Kamiński.
Dodajmy, że inwestycja pochłonęła już kilkanaście milionów, za które uzbrojono teren...

None
None
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Pronińska

Polecane