Arabski bank inwestycyjny przejmuje nasze stocznie

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 03-07-2009, 00:00

1 mld USD — tak potężne kapitały ma QInvest, który kupuje stocznie w Gdyni i Szczecinie.

1 mld USD — tak potężne kapitały ma QInvest, który kupuje stocznie w Gdyni i Szczecinie.

Kto stoi za funduszem Stichting Particuliers, który wylicytował zakup majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie — to pytanie od miesięcy zadawali stoczniowcy, politycy dziennikarze. QInvest — odpowiedział Aleksander Grad, minister skarbu. Czyli kto? Okazuje się, że arabski bank inwestycyjny.

"Bank ma opłacony i zarejestrowany kapitał na poziomie 1 mld USD (3,1 mld zł)" — napisano na stronie internetowej banku.

Robi wrażenie. Agencja wywiadowcza Dun Bradstreet dała mu wysoki rating na poziomie 5AA-. Bankiem zarządza szejk Jassim Bin Hamad Bin Jassim Bin Jabr Al -Thani, syn premiera Kataru, a dyrektorem wykonawczym jest Shahzad Shahbaz.

Bogaty inwestor...

W Polskich Stoczniach — firmie, do której trafi majątek obu zakładów — nie widać arabskich twarzy. Dziś zarządza nimi Holender Jan Ruurd de Jonge, ale deklaruje, że zrestrukturyzuje zakłady i przygotuje do dalszej działalności. Potem władzę obejmą Polacy.

Wygląda więc na to, że w stoczniach arabski będzie tylko kapitał. Ale za to jaki. Za QInvest stoi przecież Qatar Islamic Bank, który jest gwarantem sfinansowania stoczniowej transakcji. To największy islamski bank w Katarze. W I kwartale tego roku zanotował 350 mln QR (301 mln zł) zysku netto. Największe wrażenie robią jednak jego zyski ubiegłoroczne. Profity netto w 2008 r. sięgnęły bowiem 1,64 mld QR (1,43 mld zł — o 31 proc. więcej niż w 2007 r.). Aż 70 proc. zostało przeznaczone na dywidendę.

W grudniu ubiegłego roku walne banku zaaprobowało też emisję akcji dla Qatar Investment Authority, funduszu, który jest finansowym ramieniem arabskich szejków do inwestowania za granicą. Realizuje on inwestycyjną strategię Kataru, która zakłada dynamiczny wzrost gospodarczy m.in. dzięki bogatym zasobom gazu. Katar będzie dostarczać gaz płynny także Polsce — do terminalu w Świnoujściu — a stocznia w Gdyni ma szansę budować statki do jego transportu. Jan Ruurd de Jonge nie ukrywa, że obecnie katarscy dostawcy zamawiają jednostki u Hyundaia, ale jest przekonany, że polskie stocznie mogą zaoferować konkurencyjne warunki.

…da nam pracę

Ale przecież dokapitalizowane petrodolarami stocznie mogą produkować nie tylko statki do przewozu gazu.

— Minie kilka lat, zanim pojawi się zapotrzebowanie na te jednostki. Zaplecze techniczne, kadrowe i logistyczne położenie szczecińskiej stoczni zachęcają do walki o zlecenia przy wykonawstwie i dostawach przy budowie terminalu w Świnoujściu. Może byłby to dobry sposób na rozruch nowej stoczni i przetrwanie zastoju w branży — zastanawia się Jagna Kubańska, reprezentująca Dun Bradstreet na Pomorzu Zachodnim.

Podkreśla, że obecnie zatrzymanie produkcji stoczniowej to megaproblem z bezrobociem w regionie. Marcin Marszałek, dyrektor regionalny Dun Bradstreet z Trójmiasta, dodaje, że według szacunków wywiadowni z zakładem w Gdyni współpracuje 500 firm z Polski i zagranicy, a ze Szczecina około 400. Gdyby nie wejście inwestora, upadek stoczni oznaczałby utratę pracy przez 100 tys. osób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu