Argentyna w Polsce

Kazimierz Krupa
07-08-2003, 00:00

Pytanie: czy państwo może zbankrutować, od zawsze spędzało z powiek sen licznym teoretykom. Być może przyczyną tego była niejednoznaczność definicji, zarówno państwa, jak i bankructwa. To znaczy, by nie być posądzonym o ekonomiczny i polityczny analfabetyzm, muszę coś wyjaśnić. Definicja państwa bierze się od Platona i Arystotelesa, którzy pojmują je prosto, jasno i logicznie. Ale, jak w wielu sprawach, tak i tu, nieźle narozrabiali Marks i Engels, a dzieła spustoszenia dokończył Lenin. Państwo, definiowane przez nich jako wytwór społeczeństwa klasowego i narzędzie panowania klasy dominującej ekonomicznie, winno zbankrutować od razu. Ale właśnie w ulubionym ustroju wymienionej trójcy państwo nie mogło zbankrutować, a poza tym bankructwo znaczyło zupełnie co innego niż byśmy myśleli. Jest poważne podejrzenie, że nic nie znaczyło. Paradoks? Nie jedyny.

Dzisiaj, kiedy poglądami tych trzech panów zajmują się już jedynie historycy i badacze osobliwości, pytanie wraca znowu, ale już według przywróconej, zaczerpniętej od Platona i Arystotelesa, definicji państwa i definicji bankructwa, którą wszyscy znamy i rozumiemy jako utratę możliwości regulowania zobowiązań wobec wierzycieli. No i sprawa staje się prostsza: tak, państwo może zbankrutować, czego doświadczyła przecież, tak naprawdę, Argentyna. Niestety, wszelkie znaki na ziemi i niebie zdają się wskazywać, że i my dosyć prostą drogą zmierzamy do sytuacji realnego zagrożenia bankructwem. Obawy te potwierdzili w ciągu ostatnich tygodni — zupełnie od siebie niezależnie, z innych pozycji i pobudek — dwaj czołowi i ogromnie wpływowi polscy ekonomiści.

Najpierw wicepremier, minister gospodarki i wielu innych rzeczy, Jerzy Hausner pogroził nam, że jak nie zreformujemy finansów publicznych to zbankrutujemy właśnie. Myśl rozwinął Leszek Balcerowicz, prezes Narodowego Banku Polskiego, którego niepokoi narastający dług publiczny. Jego zdaniem, nie można wykluczyć scenariusza argentyńskiego, że państwo zbankrutuje. I podkreśla niezbędność reform strukturalnych, restrukturyzacji i prywatyzacji nierentownych branż, które pozostają na garnuszku państwa.

Pozostaje mieć nadzieję, że te dwie, wygłoszone niezależnie od siebie, alarmistyczne opinie staną się początkiem poważnej debaty nad finansami państwa, które — w wyniku tej dyskusji — zaczną wreszcie być prawdziwie reformowane. Chociaż ostatnie, podejmowane przez koalicję rządzącą decyzje (chociażby w sprawie indywidualnych kont emerytalnych) optymizmem nie napawają i ciągle pozostają w sferze ruchów pozorowanych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Argentyna w Polsce