Arka tożsamości zyskała nowoczesne oblicze

  • Materiał partnera
opublikowano: 05-12-2019, 15:37

Rozmowa z Andrzejem Betlejem, dyrektorem Muzeum Narodowego w Krakowie

20 grudnia 2019 r., po prawie dziesięciu latach, Muzeum Książąt Czartoryskich zostanie ponownie udostępnione zwiedzającym. Długo to trwało.

Muzeum było zamknięte latami, ale sam remont nie trwał długo. Pierwszy etap prac, nadzorowany jeszcze przez Fundację Czartoryskich, zakończył się w 2013 r. Do 2016 r. nic się nie działo. Budynek właściwie znajdował się w stanie surowym. Mogliśmy wznowić remont dopiero po tym, jak w grudniu 2016 r. zarząd fundacji sprzedał Skarbowi Państwa kolekcję książąt Czartoryskich wraz z budynkami. A wcześniej trzeba było ogłosić i rozstrzygnąć dwuetapowy konkurs na modernizację oraz przygotowanie nowej ekspozycji i aranżacji wnętrz. Postaraliśmy się o fundusze europejskie z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, otrzymaliśmy też ponad 50 mln zł z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Prace ruszyły pełną parą od 2018 r., więc nie tak dawno.

Przed remontem muzeum utrzymane było w starym stylu. Teraz ma być obiektem nowoczesnym…

Podstawową ideą, jaka nam przyświecała, było połączenie tradycji i nowoczesności. Z jednej strony byliśmy rzeczywiście zobligowani charakterem muzeum sprzed remontu — jego kreacja sięgała lat 70. XX w. i była wzorowana na XIX-wiecznych muzeach. Z biegiem czasu zmieniły się jednak przepisy bhp i przeciwpożarowe, a także podejście do zagadnień konserwacji i prewencji konserwatorskiej. Nie mogliśmy więc stworzyć czegoś, co byłoby pastiszem. Dokonaliśmy trudnego wyboru, który miał połączyć elementy starego muzeum z klimatem oraz nowoczesne rozwiązania. Ta nowoczesność przejawia się w zastosowaniu współczesnej infrastruktury budynku i ekspozycji. Gabloty będą się rozświetlały, wydobywały punktowo elementy ekspozycji w momencie, kiedy ktoś będzie do nich podchodził. Wykonała je firma z Belgii — ta sama, która robiła gabloty do słynnego Luwru w Abu Zabi. Możemy sobie więc wyobrazić, jak skomplikowanymi są konstrukcjami. Są, można powiedzieć, sterowanymi elektronicznie szczelnymi pudełkami, w których znajdują się niezwykle cenne obiekty. W tym przypadku szczątki wielkich postaci historycznych, m.in. Bolesława Chrobrego, Bolesława Krzywoustego, Mikołaja Kopernika, Jana Kochanowskiego czy Stefana Czarnieckiego. Dziś kolekcja Czartoryskich liczy 336 tys. muzealiów, w tym 86 tys. obiektów, takich jak obrazy, rzeźby, rysunki, grafiki, przedmioty codziennego użytku, sarkofagi, relikwie, broń, oraz 250 tys. rękopisów, starodruków, książek i cennych dokumentów.

Budynek zyskał też nowe powierzchnie wystawowe.

Tak. Pod względem ekspozycyjnym jest ponad 30 proc. większy, ma 10 nowych sal. Dzieła sztuki będą prezentowane w 21 salach ekspozycyjnych, na dwóch piętrach pałacu i w jego oficynach. Wprowadziliśmy trzy windy, aby Muzeum Czartoryskich było dostępne dla niepełnosprawnych. Jest też doskonała przestrzeń edukacyjna, bo muzeum będzie służyło również edukacji. Będą ścieżki sensoryczne — w niektórych salach znajdą się kopie eksponatów wykonane w trzech wymiarach, których będzie można dotykać. Stworzyliśmy ścieżki do samodzielnego zwiedzania. Na przykład w Sali Polskiej będzie można podejść z komórką do chorągwi Carów Szujskich i otrzymać komunikat, czym jest chorągiew, skąd się wzięła w zbiorach, jaki jest jej związek z historią Polski.

Czy wszystkie eksponaty przeszły przez ręce konserwatorów?

Tak, wykonali oni wielką pracę. Ktoś może pomyśleć, że obiekty, które mieliśmy w magazynie od siedmiu-ośmiu lat, po prostu zostały wyciągnięte i zawieszone lub ustawione w gablotach. Nic bardziej mylnego. Ponad dwa tysiące obiektów zostało poddanych konserwacji. Techniki konserwatorskie zastosowane przed wojną paradoksalnie doprowadziły do tego, że niektóre obiekty zostały właściwie uszkodzone i trzeba było tworzyć nowe programy konserwatorskie. Był czas, w którym 90 proc. naszych konserwatorów nie zajmowało się niczym innym, tylko kolekcją Czartoryskich. Jeszcze we wrześniu, w czasie największego natężenia przygotowań, w muzeum pracowało ponad 120 osób na dwie zmiany. Teraz jest spokojniej, ale zgodnie z harmonogramem trwają jeszcze prace wykończeniowe, zaplanowane co do dnia.

Wydaje się pan zadowolony z efektu.

Jestem zwolennikiem tezy, że jeśli zapomnimy o przeszłości, to zapomnimy też o naszej tożsamości. Muzeum od połowy XIX w. miało być arką tożsamości państwa, którego nie było. Dzisiaj też u podstawy mamy wzorzec tożsamości. Jednak muzeum będzie też galerią sztuki w rozumieniu nowoczesnym. Będzie sprzedawało tajemnice, wzruszenia. Będzie zaskakiwało aranżacją, zachwycało sztuką. Jestem pewien, że na twarzach wszystkich widzów pojawi się wyraz zachwytu i oszołomienia. I nie będzie on wywołany jednym dziełem, ale wspaniałością Muzeum Książąt Czartoryskich. Tak, jestem zadowolony i przekonany, że zwiedzający podzielą moją opinię.

Jednak opuszcza pan Muzeum Narodowe dla Zamku Królewskiego na Wawelu…

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem... Przede mną kolejne wielkie wyzwanie. Chciałbym, aby pewne rzeczy, których nauczyłem się w Muzeum Narodowym w Krakowie, zostały zaadaptowane w Zamku Królewskim. Dla mnie ta nominacja jest formą docenienia kadencji, która mija. Ale teraz najważniejsze jest otwarcie Muzeum Książąt Czartoryskich. Najpierw to oficjalne dla zaproszonych 250 osób, z prezydentem i premierem na czele, a dzień później dla wszystkich widzów. Zależało nam, aby oddać muzeum przed Bożym Narodzeniem jako prezent świąteczny. Dzięki naprawdę wytężonej pracy całego zespołu, dzięki ich oddaniu, tak właśnie się stanie. To jest dla mnie najwyższy powód do dumy.

Marzena Sobala

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu