Artyści tracą grube miliony

Adrian Boczkowski,Karol Jedliński
opublikowano: 09-02-2010, 00:00

1,7 mln zł mniej odsetek

ZAiKS zamarzył o walutowych

zyskach. Strata sięga 16 mln zł

1,7 mln zł mniej odsetek

na kwartał i spekulowanie

60 mln USD. Tak obecnie

wygląda duży problem

artystów. Niejedyny.

Stowarzyszenie Artystów ZAiKS, które zbiorowo zarządza prawami autorskimi polskich twórców, ma spory problem. To lokata dolarowa, jaką ZAiKS założył w wakacje 2006 r., aby maksymalizować dochody z rezerw finansowych. Stowarzyszenie artystów miało zarobić miliony na osłabieniu złotego oraz na wyższym oprocentowaniu dolara. Teraz liczy straty.

"Becikowe" przeważyło

Z naszych informacji wynika, że w lipcu 2006 r. ZAiKS kupił w Banku Pekao 60 mln USD za 195,6 mln zł (płacił po 3,26 zł za dolara) i wpłacił je na lokatę. Jednocześnie poprzez ten bank miał wystawić stosownie dużą opcję call na USD/PLN (dotarliśmy do notatki służbowej). Bank miał zarobić ponad 300 tys. USD na opcji i zainkasować dochód za wymianę walut. ZAiKS miał natomiast zyskać wyższe oprocentowanie depozytu (przy ówczesnych różnicach stóp procentowych różnica to ponad 2 mln zł rocznie), zabezpieczenie przed spadkiem wartości złotego i ponad 0,5 mln USD premii opcyjnej. Skok kursu USD do np. 4 zł oznaczałby wprawdzie pokaźną stratę na opcji, ale również zbliżony co do wartości zysk na posiadanych dolarach. Tu ryzyka dla ZAiKS i banku nie było (opcja byłaby pokryta realnymi dolarami z depozytu), a wypłata za wystawienie opcji trafiła od razu do kasy.

Cofnijmy się jednak do połowy 2006 r. Rząd Kazimierza Marcinkiewicza i wysokie stopy procentowe w USA.

— Do władzy w kraju doszli nowi ludzie [PiS, LPR i Samoobrona — red.], którzy zaczęli rozdawać publiczne pieniądze, zaczynając od "becikowego" [weszło w życie na początku 2006 r. — red.]. To zrodziło obawy o stan finansów publicznych i przyszłość złotego. Do tego oprocentowanie lokat dolarowych było wyższe niż złotowych [LIBOR USD 3M był o ponad 1 pkt proc. wyższy niż WIBOR 3M — red.]. Na transakcję zdecydowaliśmy się z troski o interesy stowarzyszenia — tłumaczy nam Witold Kołodziejski, dyrektor generalny ZAiKS.

Niezabezpieczona lokata

Problem jednak w tym, że skoro ZAiKS obawiał się wzrostu kursu dolara, to powinien przewalutować swoje rezerwy, ale jednocześnie kupować opcje put na USD/PLN (to jednak kosztuje). Dzięki temu zabezpieczyłby się przed umocnieniem złotego, a jednocześnie mógłby sporo zyskać na posiadanych dolarach, gdyby złoty rzeczywiście się osłabiał. Całkiem dobrym rozwiązaniem byłoby też zrównoważenie lokaty dolarowej odpowiednią krótką pozycją na kontraktach terminowych (praktycznie bez kosztów), dzięki czemu ZAiKS mógłby nie przejmować się kursami walutowymi i korzystać z wyższego oprocentowania USD. W razie potrzeby powrót do złotego wiązałby się ze stosunkowo niewielkimi kosztami.

Tymczasem ZAiKS kupił dolary, ale do żadnej transakcji pochodnej nie doszło. Pierwszą próbę wystawienia opcji kupna waluty (call) udaremnił departament ryzyka Pekao. Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że prób właściwego hedgingu nie było. ZAiKS nie zatrudnił fachowców od finansów, a bankowcy z Pekao dobrymi radami nie zabłysnęli.

— Z uwagi na wiążącą nas tajemnicę bankową, z której klient nas nie zwolnił, nie mogę odnieść się do sprawy — mówi Arkadiusz Mierzwa, dyrektor biura prasowego Banku Pekao.

Informacje, jakie zgromadziliśmy, wskazują jednak, że bankowi nie można zarzucić żadnych błędów proceduralnych. Formalnie nie wykonywał bowiem czynności doradztwa wobec ZAiKS, a odmowa udostępnienia przez dział ryzyka wysokiego limitu skarbowego (29 mln zł) na transakcje terminowe dla stowarzyszenia non profit, które rozlicza się praktycznie jedynie w złotych, nie powinna dziwić. Tym bardziej że Pekao od 2003 r. (obecny zarząd) uchodzi za jedną z bardziej konserwatywnych instytucji na naszym rynku (brak ekspansji w kredytach walutowych, niewiele problemów z "toksycznymi" opcjami). To główny powód, dla którego ZAiKS nie poszedł do sądu.

— Władze stowarzyszenia bały się również rozgłosu i utraty stanowisk — mówi jeden z naszych informatorów.

Stracona szansa

ZAiKS przeniósł większość dolarów do innych banków, ale wciąż ma w aktywach zakupione w 2006 r. 60 mln USD. Tymczasem w lutym 2009 r. stowarzyszenie mogło przerwać spekulację walutą i wykazać w bilansie 25 mln zł zysku, wobec 75 mln zł potencjalnej straty z lipca 2008 r. Tym bardziej że od jesieni 2007 r. złoty był już wyżej oprocentowany niż dolar.

— Próbowaliśmy rozmawiać, znaleźć z bankami jakieś rozwiązanie, ale nic z tego nie wyszło. Nadal go szukamy — twierdzi Witold Kołodziejski.

Obecnie strata księgowa feralnej decyzji o zakupie dolarów to około 16 mln zł, a kwartalnie przy obecnych różnicach stóp procentowych stowarzyszenie mogłoby inkasować 1,7 mln zł więcej odsetek (narastająco jest to już około 13 mln zł).

— Teraz dolar staniał, ale nikt nie może być pewien, że za jakiś czas nie zarobimy. Na razie tych pieniędzy nie potrzebujemy. To nasza rezerwa — mówi dyrektor generalny ZAiKS.

Kosa VAT wciąż groźna

60 mln USD to trzon rezerw finansowych ZAiKS, który może się przydać (wymiana dolarów na złote oznaczałaby ostateczne zaksięgowanie ewentualnych strat na aktywach). Stowarzyszenie nie płaciło bowiem VAT od pobieranych tantiem i opłat za licencje, gdyż powoływało się na wyłączenie spod podatku działalności artystycznej. O zaległe podatki od obrotu prawami autorskimi upomniał się jednak fiskus, traktując ZAiKS jak normalny podmiot gospodarczy (takie stanowisko poparła Dyrekcja Generalna Podatków i Unii Celnej Komisji Europejskiej). Najnowsze orzeczenie WSA z września 2009 r. zwróciło sprawę do organów podatkowych, które mogą rozważyć obciążenie ZAiKS zaległym podatkiem jedynie od tej części tantiem, która jest zatrzymywana w stowarzyszeniu na pokrycie kosztów jego działania. Jednak widmo zapłacenia nawet grubo ponad 300 mln zł nie zniknęło (groźba bankructwa ZAiKS). Prawdopodobnie o pełne objęcie VAT działalności ZAiKS prędzej czy później upomną się bowiem organy UE. Gdyby w 2006 r. stowarzyszenie nie ruszało depozytów w złotych, miałoby dziś do dyspozycji około 30 mln zł więcej na uregulowanie potencjalnych zaległości podatkowych, a wraz z umacnianiem się naszej waluty kwota ta lawinowo może rosnąć.

Krzysztof Siewicz, prawnik z departamentu własności intelektualnej i nowych technologii kancelarii Grynhoff Woźny Maliński

ZAiKS nie ma prawa spekulować

ZAiKS jest stowarzyszeniem o szczególnej roli, ponieważ realizuje zadania wynikające z ustawy o prawie autorskim. Głównym jego zadaniem jest pobieranie należnego twórcom wynagrodzenia od użytkowników (np. nadawców telewizyjnych, radiowych, restauracji, pubów, organizatorów imprez masowych) i wypłacanie go twórcom. W sensie ekonomicznym ZAiKS nie rozporządza więc własnymi pieniędzmi, lecz pieniędzmi twórców. Dlatego wszystko ponad uzasadnione koszty poboru wynagrodzeń powinno być wypłacone twórcom. Co istotne, ZAiKS działa również na rzecz twórców, którzy nie są członkami tego stowarzyszenia. To dodatkowy argument przeciwko zbyt daleko idącej swobodzie w dysponowaniu gromadzonymi środkami.

Zatem ZAiKS może i powinien dokładać wszelkich starań, aby należne twórcom wynagrodzenie wypłacić w całkowitej wysokości. Oznacza to przede wszystkim działania chroniące otrzymane kwoty przed uszczupleniem — czyli głównie minimalizowanie kosztów. Nie znajduję jednak podstaw prawnych dopuszczających jakiekolwiek transakcje spekulacyjne. Zadaniem tego stowarzyszenia oraz przedmiotem umów zawieranych przez twórców z ZAiKS nie jest pomnażanie pieniędzy twórców i wystawianie ich na ryzyko, ale dbanie o jak najpełniejsze przekazanie należnych im wynagrodzeń.

Jak biznesmen wyszedł z teatru

Jeszcze kilka lat temu ZAiKS jak ognia unikał inżynierii finansowej. Złamał reguły gry — twierdzą artyści.

"Stowarzyszenie nie prowadzi działalności zarobkowej" — głosi jedno z pierwszych zdań statutu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Dalej jest też mowa o obronie praw artystów, zbieraniu opłat i ich rozdzielaniu. Według dokumentów stowarzyszenia, jeśli tworzy ono rezerwy, fundusze inne niż socjalne, to "w szczególności na cele związane z rozwojem i propagowaniem twórczości". Zresztą lata temu Witold Kołodziejski, ówczesny i obecny dyrektor generalny ZAiKS, miał świadomość, że ta instytucja to nie wehikuł finansowy, lecz zwykły pośrednik.

— Nie gramy na giełdzie, nie skupujemy papierów wartościowych czy akcji — mówił "Polityce" po tym, jak w 2002 r. okazało się, że Związek Artystów Scen Polskich (ZASP) stracił na niefrasobliwych inwestycjach 9 mln zł.

Kontroli brak...

ZAiKS w tym czasie rozważał kupno skryptów dłużnych ale wycofał się z transakcji. Dlaczego? Przywołajmy tu kolejną wypowiedź szefa ZAiKS dla "Polityki":

— Grać biznesmena w teatrze a być biznesmenem, to nie to samo — przypominał, całkiem proroczo, Witold Kołodziejski.

Stowarzyszenie nie ma obowiązku przedstawiać żadnych sprawozdań finansowych, ale według informacji, do jakich dotarł "PB", w 2009 r. jego przychody oscylowały wokół 320 mln zł. Związek, z rocznym poślizgiem, rozdziela te pieniądze między twórców, ale jest ich tyle, że z prowizji (około 16 proc.) oraz odsetek bankowych m.in. utrzymuje kilka domów pracy twórczej, dotuje imprezy artystyczne, prowadzi liczne biura i zatrudnia około pół tysiąca pracowników. Paradoksalnie, ZAiKS dopiero od niedawna ma dyrektora finansowego.

Ostatnia ministerialna kontrola w ZAiKS była w 2004 r. Nie stwierdzono uchybień. Planowana w 2008 r. nie doszła do skutku. Były inne, pilniejsze.

...kompetencji też

— Przerost zatrudnienia, braki w systemie informatycznym i brak konkretnych działań to główne grzechy naszej instytucji — przyznaje Adam Prucnal, grający m.in. w zespole Brathanki.

Od "PB" dowiedział się, że do tej wyliczanki trzeba będzie dodać kolejny. Adam Prucnal od kilku tygodni, w ramach "odbijania" ZAiKS przez młodsze pokolenia twórców, piastuje funkcję szefa komisji rewizyjnej ZAiKS.

— Nie znałem sprawy. Zajmę się nią. Stowarzyszenie musi działać zgodnie z prawem. Dobrze, jeśli chce pomnażać swój majątek w trosce o twórców, źle, jeśli byłoby to niezgodne ze statutem. Tym bardziej nie mając kompetencji w dziedzinie wykorzystania instrumentów finansowych — podkreśla Adam Prucnal.

Sidney Polak zaznacza, że wpływy z ZAiKS to ważne źródło jego przychodów.

— Inwestowali wielkie sumy w dolara? To pewnie sprawa dla prokuratora. Zaniepokoiłem się. Skoro na innym polu przekroczyli reguły gry, to dlaczego nie mieliby zrobić tego przy podziale tantiemów? Usiądę i przeliczę wszystko — zapowiada Sidney Polak.

— O kurczę, jak stracę to źródło utrzymania, zostanę kelnerką — prowokuje Katarzyna Nosowska.

— Nawet jeśli to wszystko się rozwali, poradzę sobie. Nie liczę na instytucje — dorzuca Lech Janerka.

To kolejny przykład na to, że artyści kiepsko wychodzą na biznesie — uważa Krzysztof Skiba.

Karol Jedliński

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski,Karol Jedliński

Polecane