Auta przekroczą granicę tylko na własnych kołach

Kazimierz Krupa
opublikowano: 21-03-2001, 00:00

Auta przekroczą granicę tylko na własnych kołach

Na przejściu w Świecku na odprawę trzeba poczekać 21 godzin, a w Kołbaskowie — nawet 60. Kolejki, oczywiście w głąb Niemiec, liczone są już w dziesiątkach kilometrów. Normą, która nikogo nie dziwi, są dwie doby spędzone na granicy. Przyczyny są dwie: pryszczyca, a raczej przedsięwzięte środki ochronne, oraz nowe przepisy ograniczające import do Polski używanych samochodów. Zwolennicy używanych aut (mocno używanych, bo przekraczają granicę na lawetach) chcą zdążyć przed magiczną datą i stoją w gigantycznych kolejkach.

O ile jednak pryszczyca jest czynnikiem poniekąd obiektywnym, gdyż nie mamy na nią wpływu, o tyle na nowe przepisy i owszem — mamy. Od ponad 20 lat obserwuję nieustającą grę Ministerstwa Finansów, fiskusa generalnie, z importerami używanych aut. Mechanizm był prosty. W określonym roku wyjściowym podatek za sprowadzenie do Polski używanego auta został ustalony na poziomie trudno akceptowanym przez rynek — nie opłacało się. Import był minimalny, wpływy z tego tytułu do budżetu również.

Mimo że oficjalna inflacja w tamtych latach prawie nie występowała, faktyczna była dosyć pokaźna. W następnym roku rejestrowano więc już zasadniczo wyższy import (przy podatku na tym samym poziomie) — wpływy do budżetu również. Inflacja i pieniądz robiły swoje i w roku n+2 następowała eksplozja importu. Był on wielokrotnie wyższy niż w roku wyjściowym, w konsekwencji — dał wielokrotnie wyższe wpływy do państwowej kasy. Planista następnego budżetu myślał sobie tak: rodacy zaimportowali tyle samochodów, przy podatku na takim poziomie dało to takie wpływy. Jak podniesiemy podatek o 50 proc., to i wpływy będą o 50 proc. wyższe — wystarczy i dla pielęgniarek, i jeszcze trochę zostanie dla… np. administracji. Polacy jednak potrafią liczyć i w następnym roku import był na poziomie… zbliżonym do zera, wpływy do budżetu — takież. I rozpoczynaliśmy cykl od nowa. Prawidłowość była stała, tylko długość cyklu zmienna — ale też nie nadmiernie, bo z reguły wynosiła 3-4 lata. Ot taka, trochę nieregularna sinusoida.

Ponieważ przez z górą 20 lat resort finansów nie mógł poradzić sobie z tym problemem, a ponadto w kraju produkowano zdecydowanie za mało samochodów — teraz, w innej sytuacji, postanowiono rozwiązać zadanie przy pomocy ministra środowiska. Pojazd, który nie zostanie dopuszczony do ruchu przez diagnostę, jest odpadem, a tych — jak wiadomo — sprowadzać nie wolno (chyba że za zezwoleniem Głównego Inspektora Ochrony Środowiska). To już jest poważna przeszkoda dla wraków z Europy Zachodniej.

Nie ma co ukrywać: zastosowane rozwiązanie służy ochronie producentów krajowych, którym trzeba pomóc, a Komisja Europejska była przeciwna podwyższaniu akcyzy na stare samochody z importu — uniemożliwiła nam więc powielenie wypróbowywanego od wielu lat modelu. Producenci są zadowoleni, wzdychając jedynie, że lepiej późno niż wcale, a najlepiej wcześniej.

My natomiast rozpoczynamy nowy cykl, z nowymi warunkami wyjściowymi. Już teraz mówi się o lukach we wprowadzonych przepisach. Jakie będą ich efekty — przekonamy się niebawem i nie omieszkamy o tym poinformować.

Prosty szacunek: W tym roku import mógłby wynieść nawet 360 tys. używanych aut. Należałoby doliczyć około 150 tys. już sprowadzonych, a jeszcze nie zarejestrowanych samochodów — które się ujawnią...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Auta przekroczą granicę tylko na własnych kołach