Awaria w chińskiej elektrowni atomowej niepokoi Paryż

PAP
opublikowano: 15-06-2021, 20:42

Awaria w elektrowni atomowej w Taishan na południu Chin zaczyna bardzo niepokoić koncern energetyczny EDF, który jest jej konstruktorem i - jak się wydaje - niewiele mającym do powiedzenia współwłaścicielem.

Chińskie władze twierdzą, że awarii nie należy traktować jako wypadek, ale nie dopuszczają niezależnych ekspertów do zbadania emisji rzadkich gazów, ulatniających się na jej skutek.

W poniedziałek telewizja CNN informowała, że Framatom, filia EDF, 8 czerwca zwróciła się do ministerstwa energii USA o nagłą pomoc z powodu wycieku rzadkich gazów.

Według mediów, nad incydentem obradowała kilka razy amerykańska Rada Bezpieczeństwa Narodowego, a rząd Francji stara się porozumieć z władzami chińskimi.

„Sprawa jest bardziej skomplikowana politycznie, niż technicznie albo środowiskowo” – komentuje najnowszy (środowy) numer dziennika „Le Monde”.

Elektrownia w Taishan posiada dwa reaktory EPR (europejski reaktor ciśnieniowy), jedyne na świecie tego typu. Weszły do użycia w 2018 i w 2019 r. Ta technologia określana jest jako „diament w koronie” francuskiej energetyki jądrowej, ale budowy elektrowni we Francji, Finlandii i Wielkiej Brytanii ulegają poważnemu opóźnieniu – informowało radio Europe1.

Nie mamy do czynienia ze stopieniem się rdzenia reaktora, nawet jeśli w ilościach odpowiadających chińskim normom bezpieczeństwa trzeba było wyrzucić do atmosfery rzadkie gazy – uspokajał cytowany przez francuską agencję prasową AFP rzecznik EDF.

Yves Marignac, ekspert od spraw energii jądrowej, na którego powołuje się portal Reporterre, tłumaczy, że ulatnianie się rzadkich gazów, takich jak ksenon i krypton, spowodowane jest zapewne nieszczelnością prętów paliwowych w basenie reaktora.

Kiedy ulatnianie się przekracza normy, przewidziane jest zatrzymanie reaktora. Według dokumentów Framatome, ujawnionych przez CNN, chiński nadzór bezpieczeństwa jądrowego po to, by uniknąć zatrzymania reaktora, przesunął dopuszczalne progi promieniowania wokół elektrowni, nie zważając na bezpieczeństwo mieszkańców. Te progi, odpowiadające normom francuskim, podwyższono ponad dwa razy – czytamy na stronie Reporterre.

„Le Monde” podaje, że „chińscy partnerzy odmawiają informacji w sprawie podwyższenia tych norm”. Być może dlatego, że Chiny mają obecnie ogromne zapotrzebowanie na energię elektryczną.

„Wygląda na to, że przynajmniej od kilku tygodni, reaktor funkcjonuje na poziomie skażenia, który we Francji spowodowałby zatrzymanie już po 48 godzinach” – podejrzewa Marignac.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) uznała, że „na obecnym etapie brak wskazówek na to, by nastąpił incydent radiologiczny”.

Karine Herviou, wicedyrektorka francuskiego Instytutu ochrony przed promieniowaniem i bezpieczeństwa jądrowego (AIEA), powiedziała AFP, że „nie znamy wartości, koncentracji, ani natężenia zjawiska. Na razie nie ma większych powodów do obaw, biorąc pod uwagę to, co wiemy”.

„A wiemy bardzo niewiele” – skomentował dziennikarz France Info TV.

Według „Le Monde”, „w Paryżu rząd i przemysł jądrowy robią wszystko, żeby nie zadrażnić wyostrzonej podejrzliwości władz chińskich, które nie znoszą, by kwestionowano je publicznie”.

Znany we Francji ekonomista Elie Cohen powiedział we wtorek w wywiadzie radiowym, że przy tego rodzaju kooperacji umowy przewidują normy bezpieczeństwa, kontrole techniczne itd., zgodne ze specyfikacjami dostawcy oraz we współpracy z nim. Tylko że Chińczycy po otrzymaniu klucza do zakładu, nikogo z zewnątrz już nie chcą wpuszczać.

„To gdzieś bliskie temu, co stało się w laboratorium P4 w Wuhan” – porównuje. Zbudowali je i urządzili Francuzi, mieli prowadzić wspólnie z Chińczykami, ale ci szybko pokazali im drzwi. Posądza się, że stamtąd „uciekł” koronawirus SARS-CoV-2.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane