Balcerowicz: Polski nie stać na opóźnianie wejścia do strefy euro

(Tadeusz Stasiuk)
15-11-2006, 15:01

Badania NBP pokazują, że polska gospodarka po wejściu do strefy euro mogłaby rozwijać się od 0,2 do 0,4 proc. PKB rocznie szybciej.

Badania Narodowego Banku Polskiego pokazują, że polska gospodarka po wejściu do strefy euro mogłaby rozwijać się od 0,2 do 0,4 proc. PKB rocznie szybciej - powiedział w środę podczas konferencji w Senacie prezes NBP Leszek Balcerowicz.

Konferencję "Blaski i cienie wejścia Polski do strefy euro" zorganizowała senacka komisja ds. Unii Europejskiej.

Balcerowicz poinformował także, że szacunki NBP potwierdzają dane Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Przewodniczący senackiej komisji ds. UE, Edmund Wittbrodt (PO) przypominał, że wstąpienie do strefy euro jest obowiązkiem traktatowym Polski, wynikającym z członkostwa w UE, a nie opcją wyboru.

Zgodnie z Traktatem z Maastricht, wszystkie kraje członkowskie UE powinny docelowo wejść do unii monetarnej. Tylko Wielka Brytania i Dania wynegocjowały tzw. formułę opt-out, która zezwala na samodzielny wybór waluty.

"Jeżeli obowiązek wstąpienia (do strefy euro - PAP) uznamy za oczywisty, zdecydowanie mniej oczywista jest data wejścia do strefy euro" - powiedział senator.

Jego zdaniem, najpoważniejsze obawy przed wejściem do unii monetarnej może budzić utrata narzędzi w sterowaniu gospodarką, takich jak kurs walutowy i polityka monetarna. Wejście do strefy euro oznacza podporządkowanie się polityce Europejskiego Banku Centralnego (EBC), który kieruje się interesami całej UE. Tymczasem interesy gospodarcze Niemiec, Francji czy Włoch w zakresie chociażby polityki stóp procentowych mogą być w danej chwili inne niż Polski - tłumaczył senator.

Chodzi zwłaszcza o brak możliwości reagowania przez banki narodowe krajów ze strefy euro na tzw. szoki asymetryczne w gospodarkach UE. To sytuacja, w której jedne kraje potrzebują "schłodzenia" koniunktury, podniesienia stóp procentowych i okiełznania inflacji, a inne - przeciwnie, pobudzenia gospodarczego.

Zdaniem prezesa NBP, prawdopodobieństwo wystąpienia znaczących różnic w cyklach koniunkturalnych w krajach powiązanych gospodarczo w ramach UE (m.in. poprzez wymianę handlową), jest niewielkie.

Korzystne jest jednak mieć dobrą sytuację "na wejściu" do unii monetarnej, m.in. niską inflację i stabilne długoterminowe stopy procentowe, spełnione kryterium deficytu budżetowego (poniżej 3 proc. PKB) i długu publicznego (poniżej 60 proc. PKB) - przed utratą samodzielności w polityce monetarnej i kursowej - dodał Balcerowicz. Podkreślił przy tym, że EBC to bank niezależny i profesjonalny, a to znacznie ogranicza ryzyko szoków gospodarczych w strefie euro.

Prezes NBP jest zdania, że kryteria unii monetarnej z Maastricht opłaca się spełnić, nawet gdyby nie były one konieczne dla przyjęcia euro. Zyskujemy wtedy wizerunek kraju stabilnego, kontrolującego inflację, bardziej wiarygodnego pożyczkobiorcy na rynku międzynarodowym, dla którego ustala się niższe marże - wyjaśnił prezes NBP.

Według niego, dodatkowe plusy samego przyjęcia euro, to m.in. lepsza porównywalność cen krajowych do zagranicznych w euro i tym samym zwiększenie konkurencyjności gospodarki i redukcja kosztów transakcyjnych w wymianie z zagranicą.

Balcerowicz podkreślił również, że odwlekanie w czasie deklaracji Polski w sprawie wejścia do strefy euro (dotychczas nie zrobiły tego 2 nowe kraje członkowskie UE - Polska i Węgry), może zaszkodzić wizerunkowi kraju i budzić podejrzenie o braku woli przyjęcia unijnej waluty oraz przeprowadzenia reform koniecznych przed przyjęciem euro.

Jak powiedział szef NBP, podstawowa sprawa to reforma finansów publicznych, której odwlekanie może spowolnić wzrost gospodarczy. Wyjaśnił, że miarą rozrośniętych wydatków publicznych jest wysokie obciążenie PKB podatkami i składkami (na ubezpieczenia społeczne - PAP) oraz wysoki udział wydatków budżetu w PKB. Ten drugi wskaźnik w przypadku Polski w 2005 r. był wyższy od średniego analogicznego wskaźnika dla krajów OECD w okresie, gdy ich PKB było na poziomie polskiego dochodu z 2005 r - powiedział prezes NBP.

Jak przypomniał w czasie konferencji senator Wittbrodt, wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska opowiedziała się ostatnio za rozpisaniem referendum w sprawie wprowadzenia euro w 2010 r., po spełnieniu przez Polskę wymogów traktatu z Maastricht (rząd planuje, że zostaną one wypełnione w 2009 r.). Skrytykowała to Komisja Europejska.

Tymczasem ostatnie wypowiedzi głównej kandydatki PiS na nowego prezesa NBP Urszuli Grzelońskiej, wskazują, iż ma ona coraz większe wątpliwości, czy Polska w ogóle powinna wchodzić do Europejskiej Unii Monetarnej.(PAP)

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Tadeusz Stasiuk)

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Balcerowicz: Polski nie stać na opóźnianie wejścia do strefy euro