Bambusowy miecz

Agnieszka Janas
31-10-2003, 00:00

Maska z metalową kratą na twarzy, pancerz na piersiach i bose stopy. Świst bambusowych mieczy, kroki prawie jak w układzie tanecznym. Pojedynek kendo.

— Na pierwsze keiko (trening) musiałem długo czekać... Zgłosiłem się do sekcji ponad 20 lat temu. Fascynowała mnie kultura Japonii i szermierka japońska. Znałem datę pierwszego treningu — i wtedy wprowadzono stan wojenny! Zakaz zgromadzeń, a zatem i prowadzenia zajęć... Kiedy się ma 17 lat, choćby dzień zwłoki wydaje się długi, szybko rośnie zniechęcenie. Ale czekałem cierpliwie, czułem, że znalazłem swoją drogę życia — wspomina Leszek Lipecki, 37-letni szermierz ze stopniem mistrzowskim, trzeci dan.

Rywal i przyjaciel

Dla Leszka Lipeckiego i jego przyjaciół z podwórka, z którymi poszedł na ów pierwszy trening, kendo stało się nauką twardej rywalizacji, ale i cierpliwości, pokory.

— Kendo to nie tylko szlachetna sztuka walki, dyscyplina sportowa przyciągająca pięknem i starymi zasadami. To — może nawet przede wszystkim — sposób wychowania młodzieży. Ze wzrostem umiejętności wzmacnia się potrzeba doskonalenia stosunku do świata. A przyjaźń, ta prawdziwa, powstaje, gdy wspólnie wylewamy hektolitry potu — mówi Leszek Lipecki.

Przypomina, że filozofia kendo nakłada obowiązek doskonalenia się nie tylko na adeptów, ale i na starych mistrzów.

— Chciałbym trenować tak długo, jak długo starczy sił. Po prostu nie wyobrażam sobie, bym mógł przestać! Kiedy miałem 17 lat, obiecaliśmy sobie z kolegami, że potrenujemy do czterdziestki! Dlaczego taka cezura? Dla nastolatka czterdziestolatek jest kimś w podeszłym wieku. Chcieliśmy oddać myśl, że będziemy uprawiali kendo do starości — mówi z uśmiechem Leszek Lipecki.

Drogowskaz

Poza dojo (salą ćwiczeń) Lipecki jest współwłaścicielem agencji ilustratorów Ołówki2. Dużo czasu spędza przy komputerze, na rozmowach z klientami, tworzeniu koncepcji, realizacji pomysłów...

— Kendo daje mi ogromną szansę na ruch, kontakt z ludźmi, dobrą kondycję. Nadrzędnym celem jest prawidłowy rozwój zdrowego umysłu i ciała — wyjaśnia.

Podkreśla, że jeśli nie zostawia się kendo w dojo, a pamięta o nim na co dzień, to rozwiązanie wielu problemów staje się łatwiejsze.

— Nie idzie rzecz jasna o możliwość użycia siły w konfliktach na ulicy, choć na początku drogi zdarzają się i takie pokusy. Rzecz w umiejętności oceny własnych możliwości i wartości, co znakomicie dopomaga w życiu. Swoim, czasem cudzym — sumuje Leszek Lipecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Bambusowy miecz