Bank? Na później

Paweł Zielewski
opublikowano: 05-06-2006, 00:00

Sama decyzja o rozpoczęciu działalności gospodarczej to najłatwiejsza część zadania. Spróbuj sfinansować ten pomysł...

Wszyscy pomagają, jak mogą: kolejne rządy opracowują programy przeznaczone dla sektora małych i średnich firm. Np. program „Pierwsza Praca” stwarza warunki prawne ułatwiające podejmowanie własnej działalności gospodarczej przez absolwentów. Warunki te dotyczą:

- ograniczenia przeszkód i kosztów tworzenia przedsiębiorstw,

- uruchomienia w dużej skali programu udzielania tanich kredytów, poręczeń kredytowych oraz systemu dopłat do kosztów oprocentowania i związanego z nimi profesjonalnego doradztwa,

- okresowego zawieszenia pobierania od absolwentów zakładających własne przedsiębiorstwo emerytalno-rentowej części składki na ubezpieczenie społeczne.

Najszerszą działalność na rzecz sektora MSP prowadzi Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) podlegająca ministrowi gospodarki.

A to tylko drobny wycinek pięknej teorii. W praktyce jest nieco gorzej.

Najpierw teoria

Jeśli chodzi o zdobywanie funduszy na rozpoczęcie działalności gospodarczej, resort pracy wspólnie z Bankiem Gospodarstwa Krajowego stworzyły absolwentom możliwość uzyskania kredytu na zorganizowanie własnego miejsca pracy. Kredyty udzielane są na podstawie biznesplanu, przygotowanego przy wsparciu kompetentnych doradców.

Fundusze na własną działalność gospodarczą można uzyskać również dzięki kredytom udzielanym w ramach programu finansowania sektora małych i średnich przedsiębiorstw ze środków Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. O kredyt mogą ubiegać się osoby prowadzące zarejestrowaną działalność na podstawie wpisu do ewidencji.

Dostępne kredyty przyznawane są na okres do 5 lat w wysokości do 30 tys. EUR. Pośrednikami finansowymi tego programu w Polsce są niektóre placówki Fortis Banku, ING Banku Śląskiego, Banku Zachodniego WBK i Pekao.

Teraz praktyka

Oferta kredytowa polskich banków skierowana do firm dopiero rozpoczynających działalność praktycznie nie istnieje. Instytucje finansowe posiadają ogromną ofertę rachunków dla firm, jednak żadna z nich nie wiąże się z automatycznym kredytowaniem działalności. Firma — jakakolwiek by była — powinna odczekać swoje, nim bank zdecyduje się pożyczyć jej pieniądze. Ile? Teoretycznie minimum sześć miesięcy. Wynika to przede wszystkim z konieczności minimalizacji przez banki ryzyka kredytowego. Klient firma podlega takiej samej ocenie wiarygodności jak każdy inny. A nawet ostrzejszej, ponieważ jego dochody zależą wyłącznie od niego, więc i ryzyko niespłacenia kredytu jest wyższe.

— Po dwóch latach funkcjonowania firmy zdecydowanie łatwiej jest ocenić bankowi jej wiarygodność. Widać historię jej wyników finansowych, więc można zaobserwować, jak się rozwija i przewidzieć z dużym prawdopodobieństwem, czy będzie w stanie udźwignąć obsługę zadłużenia. Nie oznacza to jednak, że dostęp do zewnętrznego finansowania jest zamknięty dla firm o krótszym stażu. Tym przedsiębiorstwom, które mogą się pochwalić już sześciomiesięczną historią istnienia na rynku, polecamy finansowanie majątku trwałego poprzez leasing — mówi Marek Wasilewski, dyrektor departamentu rozwoju i sprzedaży produktów dla małych i średnich przedsiębiorstw Raiffeisen Bank Polska.

Trudno się temu dziwić, skoro — jak twierdzi inny bankowiec — 90 proc. biznesplanów przedkładanych w banku to radosna twórczość, a wewnętrzny monitoring rachunków firmowych udowadnia, że większość nowo powstałych firm najbardziej narażona jest na upadłość w ciągu dwóch pierwszych miesięcy działania.

Kluczem jest elastyczność. Pekao udziela kredytów nowym firmom po 6 miesiącach obserwacji rachunku, ale twierdzi jednocześnie, że nie zamyka furtki przed przedsiębiorcami, którzy prowadzą działalność gospodarczą przez okres krótszy od wymaganego pół roku. W takiej sytuacji decyzja podejmowana jest na podstawie oceny każdego przypadku z osobna.

Kwota kredytu jest uzależniona od zdolności kredytowej przedsiębiorcy, oceny przedsięwzięcia, co do którego przedsiębiorca wystąpił z wnioskiem, oraz formy prawnego zabezpieczenia.

Elastycznością kusi np. Millennium, którego przedstawiciele twierdzą, że przy przyznawaniu kredytu — w rachunku bieżącym, obrotowego, inwestycyjnego, rewolwingowego — nie ma wymogów dotyczących minimalnego okresu działalności firmy czy posiadania rachunku w Millennium.

Każdy wniosek rozpatrywany jest indywidualnie, analizowana jest zdolność kredytowa firmy i proponowane zabezpieczenia. Tym samym nowo powstała firma może otrzymać środki ułatwiające rozpoczęcie działalności.

Problem w tym, że wystarczy jeden telefon na infolinię, by odpuścić sobie ubieganie się o kredyt ułatwiający założenie firmy.

Co pozostaje? Czyżby niezbyt zgodne z przepisami zadłużenie się w rachunku osobistym lub kredyt gotówkowy (niby na dowolny cel) i przeznaczenie pieniędzy na uruchomienie firmy? Niekoniecznie.

Warto rozejrzeć się wśród funduszy pożyczkowych, których działa w Polsce około 100. Część z nich posiada ofertę quasi-kredytową na rozpoczęcie działalności wraz z bezpłatnym doradztwem, jak napisać porządny biznesplan.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Zielewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu