Banki na krótko łagodzą rygory

Agnieszka Zielińska
opublikowano: 26-10-2010, 00:00

Banki obniżają marże i opłaty kredytowe, ale nie ma mowy o powrocie do sytuacji sprzed kryzysu. Pojawiają się też nowe zagrożenia.

Rynek kredytów hipotecznych może się skurczyć nawet o 20 proc.

Banki obniżają marże i opłaty kredytowe, ale nie ma mowy o powrocie do sytuacji sprzed kryzysu. Pojawiają się też nowe zagrożenia.

Ożywienie widoczne jest od początku roku. Marże i prowizje maleją, rośnie liczba udzielanych kredytów. Niestety, wprowadzenie nowych rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego w przyszłym roku może znacznie ograniczyć rosnący rynek hipoteczny. Może także spowodować lawinę wniosków kredytowych w tym i w przyszłym roku.

Rodzina wciąż popularna

Z danych zgromadzonych przez system Amron — Sarfin, zbierający informacje o liczbie i wartości udzielonych kredytów, wynika, że w drugim kwartale tego roku przybyło 63,9 tys. pożyczek, na kwotę przekraczającą 13,5 mld zł. To wzrost o 13 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Ogólna suma zadłużenia wynosi obecnie blisko 245,9 mld zł.

— Istotnym czynnikiem rozwoju rynku kredytów hipotecznych od trzech lat jest rządowy program Rodzina na swoim. Jest on na tyle popularny, że stał się znaczącym obciążeniem dla budżetu państwa. Wcześniej czy później rząd będzie więc zmuszony do jego ograniczenia — zauważa Krzysztof Nowak z działu badań i analiz firmy Emmerson.

Trwają już prace nad zmianami, które zostaną wprowadzone w programie od 2011 r.

— Zakładają m.in. obniżenie limitów cenowych, wprowadzenie ograniczenia wiekowego dla kredytobiorców do 35 lat i poszerzenie grona uprawnionych do korzystania z dopłat o osoby samotne — wylicza Krzysztof Nowak.

Jego zdaniem zawęzi to grupę potencjalnych kredytobiorców i spowoduje do końca 2010 r. wzrost liczby składanych wniosków o dopłaty.

To nie koniec regulacji, których zadaniem jest ograniczenie kredytowego ryzyka. Pod koniec sierpnia tego roku weszła w życie tzw. Rekomendacja T opracowana przez Komisję Nadzoru Finansowego. Zakłada ona, że miesięczna suma rat wszystkich spłacanych kredytów nie może wynieść więcej niż połowę dochodu netto. Dla dochodu wyższego od średniej krajowej granica wynosi 65 procent.

Banki zostały również zobowiązane do przeprowadzania symulacji zdolności kredytowej klientów w zmieniających się warunkach makroekonomicznych. Zdaniem KNF, powinny również wymagać od klientów wkładu własnego na poziomie od 10 do 20 proc.

Zdolność kredytowa rośnie

— Mogłoby się wydawać, że trudniej będzie teraz dostać kredyt, na razie jest jednak odwrotnie. Statystyki pokazują, że ten rok przyniósł złagodzenie polityki kredytowej zarówno odnośnie do zdolności kredytowej, marż, jak i maksymalnej kwoty kredytu w stosunku do wartości nieruchomości. Rośnie też popularność kredytów w euro — podkreśla Aleksandra Łukaszewicz ekspert firmy Home Broker.

Jej zdaniem, daleko nam jeszcze do maksymalnych kwot kredytów udzielanych przez banki przed kryzysem. Przeciętny kredytobiorca może dostać jednak znacznie więcej niż przed rokiem.

Przykładowo, gdy średnia zdolność kredytowa dla trzyosobowej rodziny o dochodzie 5 tys. zł netto wynosiła w styczniu 2010 r. około 370 tys. zł, to dziś wynosi około 430 tys. zł, a w najbardziej liberalnym banku nawet 547 tys.

— W większości banków klienci mogą dostać kredyt wysokości od 430 do 540 tys. zł. A w euro otrzymają od 345 do 445 tys. To także o wiele więcej niż na początku roku — zauważa specjalistka z Home Broker.

Jej zdaniem, poprawa nastrojów gospodarczych wpłynęła również na obniżki marż.

— Dotyczy to głównie kredytów złotowych. Chętnych do udzielania w nich pożyczek jest tak wielu, że zaczynają się już pojawiać oferty z marżą około 1 proc. Równocześnie coraz większa liczba banków kusi kredytem bez prowizji — dodaje Aleksandra Łukaszewicz.

Podaż kredytów spadnie

Liczba kredytów udzielanych w walutach jest o wiele niższa niż przed rokiem, a dominują wśród nich zobowiązania zaciągane w euro. Z danych firmy Home Broker wynika, że osoby które spełniają wymogi banków udzielających takich kredytów chętniej wybierają kredyt walutowy.

— Kredyty w walutach w dalszym ciągu są atrakcyjne dla banków i ich klientów. Popyt na nie jest spory, ale liczba graczy działających na rynku kredytów walutowych jest jednak ograniczona — ocenia Aleksandra Łukaszewicz.

Niestety, wzrost liczby udzielanych kredytów hipotecznych, w tym walutowych, może zahamować wejście w życie w 2011 r. tzw. Rekomendacji S proponowanej przez KNF.

Według ekspertów głównym motywem jej wprowadzenia jest chęć ograniczenia ryzyka, jakie stanowi wysoki udział kredytów walutowych w portfelach banków.

— Od tego momentu kredytów mieszkaniowych będą udzielać banki, w których ofercie których zobowiązania hipoteczne stanowią około 50 proc. Zdolność kredytowa obliczana będzie maksymalnie na 25 lat. Kredyt może być przyznany na dłuższy okres, ale jeżeli w tym czasie kredytobiorca wejdzie w wiek emerytalny, bank musi to uwzględnić jako zmianę dochodów — wylicza Krzysztof Nowak, ekspert firmy Emmerson.

KNF proponuje też nowe zasady zabezpieczenia kredytów. Zgodnie z nimi inaczej będzie liczona relacja kwoty kredytu do wartości nieruchomości. Nie będzie brana tak jak obecnie jej wartość rynkowa, ale suma, jaką bank potencjalnie uzyska w trakcie ewentualnego postępowania windykacyjnego.

Jakie będą skutki wprowadzenia takich zapisów?

— Podaż kredytów walutowych znacznie spadnie, obniży się też zdolność kredytowa klientów. Kredyty udzielane na 100 proc. wartości nieruchomości praktycznie znikną z rynku. Niestety, jak szacuje Związek Banków Polskich, wejście w życie tych zapisów spowoduje jednocześnie spadek sprzedaży kredytów hipotecznych o co najmniej 20 proc. — podsumowuje Krzysztof Nowak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu