Banki nie ruszą na wielkie zakupy

Kamil Kosiński
12-04-2006, 00:00

Ostatnie tygodnie przyniosły informacje wskazujące na początek drugiej fali informatyzacji banków. Analitycy i dostawcy studzą jednak emocje.

Fiserv Polska, dostawca systemów transakcyjnych dla sektora finansowego, szuka pracowników. Bank Ochrony Środowiska zamierza w 2006 r. zainwestować 100 mln zł, z czego na informatykę przeznaczy 68 mln zł. Bank Millennium otworzy 130 zupełnie nowych placówek w ciągu trzech lat. Po akcesji Polski do Unii Europejskiej kilkadziesiąt banków zgłosiło chęć wejścia na nasz rynek, wykorzystując licencje ze swych macierzystych rynków. Czy zatem, tak jak kilka lat temu, sektor bankowy stanie się niedługo eldorado dla branży IT? Zdaniem ekspertów, raczej nie.

— Początek roku to moment, gdy zwykle składa się różne deklaracje. Ale te inwestycje są przeważnie rozłożone w czasie, co doskonale odzwierciedlają zapowiedzi Banku Millennium — mówi Andrzej Dyżewski, właściciel firmy analityczno-badawczej DiS.

Nic się nie dzieje

Nie ma też przesłanek, by sądzić, że banki przejęte przez międzynarodowe grupy kapitałowe gremialnie pójdą w ślady Citibanku i zaczną ujednolicać stosowane w Polsce systemy, tak aby były one identyczne z użytkowanymi przez zagranicznych właścicieli.

— W zakresie informatyzacji sektor bankowy wypada dobrze na tle całej polskiej gospodarki. W większości przypadków banki posiadają nowoczesne, scentralizowane systemy główne oraz pełną gamę bankowości elektronicznej. Wypadają one dobrze także na tle swoich zagranicznych właścicieli. Informatyzacja sektora w Polsce trwała znacznie krócej, przez co dzisiaj stosowane są relatywnie nowoczesne technologie. Banki nie są też obciążone starymi systemami, jak to często ma miejsce w przypadku ich zagranicznych właścicieli — twierdzi Andrzej Gibas, dyrektor sprzedaży do sektora finansowego w IBM Polska.

Wielkich nadziei nie należy pokładać nawet w wydzieleniu z Banku BPH 200 oddziałów i ich odsprzedaży nowemu właścicielowi.

— System w Banku BPH jest dobrze skonfigurowany. Pracownicy go lubią. Potencjalny nabywca raczej szybko go nie zmieni. Choćby dlatego, że najpierw definiuje się biznes, a dopiero potem narzędzia, którymi chce się go prowadzić — uważa Andrzej Dyżewski.

Gdyby zaś część Banku BPH kupiła instytucja działająca już w Polsce, to z góry oznacza to ograniczenie potencjalnych zysków sektora IT. Ewentualna zmiana sprowadzi się bowiem wtedy do podpięcia kupionych oddziałów do już istniejącego systemu. A na tym nie zarobią nawet dostawcy sprzętu, bo przecież na stanowiskach roboczych dzielonego banku jakieś maszyny stoją.

— Oddziały ważą mniej w kosztach projektu wdrożenia systemu transakcyjnego. W zasadzie trzeba do nich tylko dostarczyć komputery. O kosztach wdrożenia decyduje zaś w przeważającej mierze uruchomienie systemu na poziomie centrali banku — tłumaczy Dariusz Śliwowski, dyrektor działu konsultingu Computerlandu.

Coś jednak drgnie

— Druga fala informatyzacji z pewnością nastąpi, ale raczej nie będzie to już tsunami z gigantycznymi projektami centralnymi, gdyż z wyjątkiem kilku graczy systemy główne zostały wdrożone w ostatnich latach — podkreśla Andrzej Gibas.

Jego zdaniem, potrzeba po prostu czasu, by poniesione inwestycje się zamortyzowały. Dlatego w najbliższych latach banki skupią się przede wszystkim na systemach, które poprawią wyniki sprzedaży, choć raczej nie na kompleksowych pakietach CRM. Nowe systemy będą usprawniać i jeszcze bardziej automatyzować procesy typu back office. Wysoki priorytet będą miały także rozwiązania frontendowe, pomagające lepiej obsługiwać klienta zarówno w placówkach banku, jak i przez elektroniczne kanały dostępu. Dzięki temu banki uzyskają lepsze wyniki, np. także dzięki sprzedaży krzyżowej.

— Sektor bankowy rośnie, a wraz z nim generowane przezeń zapotrzebowanie na produkty i usługi IT. Ale wzrost ten będzie stopniowy. Największe zakupy instytucje finansowe mają go już bowiem za sobą, a co za tym idzie, nakłady na duże wdrożenia będą malały. Natomiast wraz z całym sektorem będą rosły wydatki na systemy niszowe, wspierające utrzymanie i aktualizację już posiadanych zasobów — twierdzi Wiesław Frydrych, wiceprezes spółki Bazy i Systemy Bankowe.

— W połowie lat 90. XX wieku powszechne było przekonanie, że istnieją systemy spełniające wszystkie oczekiwania banku, że oprogramowanie wielomodułowe, pochodzące od jednego producenta, załatwi wszelkie problemy. Praktyka wykazała, że nie ma systemów optymalnych. Toteż coraz częściej pojawiają się pomysły wyłączenia obsługi części klientów lub produktów bankowych z wykorzystaniem specjalnie przeznaczonego dla nich systemu — mówi Dariusz Śliwowski.

Takim działaniom będzie sprzyjało upowszechnianie się oprogramowania klasy middleware, które same w sobie nie pełni żadnych funkcji biznesowych, ale ułatwiają łączenie aplikacji niszowych zarówno z systemem głównym, jak i między sobą.

— Pod względem wartości inwestycji wzrost całego rynku będzie symboliczny. Aczkolwiek udział w nim poszczególnych dostawców może ulec istotnym przetasowaniom — podsumowuje Andrzej Dyżewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Innowacji / Technologie / Banki nie ruszą na wielkie zakupy