Banki trzymają fundusze w szachu

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 28-08-2009, 00:00

Ścięte budżety, obawa o trwałość hossy i wojna depozytowa sprawiają,

To świetny moment na inwestowanie — przekonują

zarządzający. To dlaczego nie widać reklam funduszy?

Ścięte budżety, obawa o trwałość hossy i wojna depozytowa sprawiają,

że reklamy TFI pojawią się dopiero w przyszłym roku.

30 proc. w rok, 350 proc. zysku w 11 lat — tak w szczycie hossy TFI licytowały się w reklamach. Promowały się wszędzie: od gazet po telewizję. Mimo że wielu ekspertów ostrzegało o ryzyku związanym z inwestowaniem w drogie akcje.

Teraz wyceny są niskie, gospodarka łapie oddech i zarządzający przekonują, że mamy świetny moment do inwestowania. Ale aktywność reklamowa TFI jest nikła. Żadne z sondowanych przez nas towarzystw nie szykuje kampanii w tym roku. Skąd ta cisza?

— Cyklon kryzysu był we wrześniu i październiku 2008 r., w tym samym czasie, gdy były planowane budżety na ten rok. TFI, jak większość firm, szukały oszczędności, a wydatki reklamowe są jednymi z pierwszych, które są ścinane. Teoretycznie możliwa byłaby rewizja budżetów w tej chwili, ale wymagałoby to decyzji na poziomie grupy kapitałowej — mówi Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Nie opłaca się

Najwięksi gracze, mimo kryzysu, są na dużym plusie, więc byliby w stanie wygospodarować pieniądze na kampanię. Uznali, że nie warto ryzykować.

— Wciąż są obawy o trwałość wzrostów. Gdybyśmy teraz przeprowadzili kampanię, a zamiast wzrostów powróciły spadki, to klienci by się bardzo zrazili. Zaufanie, które się tak powoli odbudowuje, zostałoby zrujnowane — mówi prezes jednego z TFI.

Wiele wskazuje na to, że klienci nie są gotowi do powrotu do funduszy. Mimo kilku miesięcy świetnych wyników, w lipcu do TFI napłynęło 661 mln zł, w najlepszych czasach było to 5 mld zł.

— TFI sondowały rynek pod względem potencjalnych efektów kampanii i wnioski były takie, że na razie nie będzie odpowiednio skuteczna. Spodziewam się, że w przyszłym roku, wraz z nowymi budżetami, TFI będą dużo aktywniejsze reklamowo. Ten rok był bardzo oszczędny, w przyszłym wydadzą więcej — mówi Marcin Dyl.

W tym roku kampania się nie opłaci.

— Aby zrobić zauważalną kampanię, trzeba wyłożyć co najmniej 4 mln zł. To ma sens, jeśli sprzeda się jednostki za 600-800 mln zł. W tej chwili to wynik nieosiągalny, bo tyle zdobywają wszystkie TFI razem wzięte — mówi jeden ze speców od marketingu i sprzedaży TFI.

Bank nie pozwala

Największe towarzystwa mają też wroga. I to nie byle jakiego, bo w osobie właściciela — banku.

— Bardzo byśmy chcieli przeprowadzić kampanię, bo to dobry moment na inwestowanie. Ale musimy dostać zgodę od banku, bo bez zmobilizowania sieci sprzedaży kampania nie ma sensu. A tej nie ma, bo bankowi zależy na uzyskiwaniu lokat — mówi menedżer z TFI należącego do banku.

Widać jednak światełko w tunelu.

— Wojna depozytowa powoli wygasa. Bankom depozyty już tak bardzo nie są potrzebne, bo ograniczyły akcję kredytową. Zaczęły koncentrować się na przychodach z prowizji, niemal wszystkie podniosły opłaty, ale tu jest pewna granica. Banki będą sprzedawały jednostki funduszy inwestycyjnych, by zachować klienta, ale nie sądzę, by zdecydowały się na agresywną reklamę i kanibalizm bazy depozytowej. Sytuacja sprzed kilku lat się raczej nie powtórzy. Na agresywną sprzedaż funduszy pozwolą sobie jedynie banki z dużą przewagą depozytów nad kredytami. Takie, które mają w grupie TFI — mówi Marta Jeżewska, wicedyrektor departamentu analiz DI BRE Banku.

82

mld zł

Takimi aktywami zarządzają TFI…

661

mln zl

…tyle wpłacili do nich klienci w lipcu…

800

tys. zł

…a tyle wydały na reklamę

w pierwszym kwartale. To o 95 proc. mniej niż przed rokiem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu