Bardziej od przepływów zdecyduje frekwencja

Jacek Zalewski
opublikowano: 21-11-2006, 00:00

Przed nadchodzącą niedzielą wyborczą połowa gmin w Polsce śpi już spokojnie, ale w drugiej połowie z godziny na godzinę rośnie napięcie związane z dogrywką wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Emocje polityków rozpalają wieści, kto kogo poparł, a kto wręcz przeciwnie. Przy okazji takich deklaracji często ujawnia się syndrom przegranego w pierwszej rundzie, niespełnionego Napoleona: „ja swoje pół miliona głosów rzucam na kandydata…”. Komu innemu może to kojarzyć się z walnym zgromadzeniem spółki akcyjnej. Generalnie jednak klasa polityczna przecenia swoje możliwości wpływu, albowiem wyborcy mają własny rozum i nie lubią być traktowani niczym ulęgałki przerzucane gablami. Od tej reguły zdarzają się bardzo nieliczne wyjątki —na przykład skuteczny apel Andrzeja Leppera do jego elektoratu rozstrzygający drugą turę wyborów prezydenckich na korzyść Lecha Kaczyńskiego.

W historii drugiej tury wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast sprzed czterech lat przeważają inne przyczyny zaskakujących zwycięstw i porażek. Często decydujące znaczenie miało nagłe tąpnięcie frekwencyjne w elektoracie zwycięzcy pierwszej tury. Indywidualne rozumowanie „no przecież ten mój wygra, skoro wygrał pierwszą turę, a bez jednego głosu się obejdzie” pomnożone przez kilkadziesiąt tysięcy głosów wywoływało niespodziewaną radość u jednych, a zawały serca u drugich kandydatów. Dlatego walczące sztaby powinny w tym tygodniu dbać przede wszystkim o stabilność własnych elektoratów, a dopiero potem sięgać po cudze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy