Czytasz dzięki

Bartosz Zmarzlik obronił tytuł

PAP, DI
opublikowano: 03-10-2020, 23:39

Bartosz Zmarzlik wygrał ostatnie zawody Grand Prix i obronił tytuł mistrza świata w jeździe na żużlu. Drugie miejsce zajął w Toruniu Maciej Janowski, trzeci w finale był Rosjanin Artiom Łaguta, a czwarty Szwed Fredrik Lindgren.

25-letni Zmarzlik tytuł mistrzowski zapewnił sobie już w momencie, gdy awansował do finału. W klasyfikacji końcowej cyklu GP wyprzedził Brytyjczyka Taia Woffindena i Lindgrena, którzy mieli tyle samo punktów i o srebrny medal rywalizowali w dodatkowym wyścigu. Czwarte miejsce w MŚ 2020 zajął Janowski.

Bartosz Zmarzlik

Obrona tytułu nie przyszła Zmarzlikowi łatwo. Ostatni tegoroczny turniej Grand Prix nie zaczął się po myśli gorzowianina, bo w swoim pierwszym wyścigu był dopiero trzeci. Rywale w walce o złoto, Woffinden i Lindgren radzili sobie zdecydowanie lepiej. Cała trójka spotkała się już w swoim pierwszym starcie. Żużlowcy kilka razy zamieniali się miejscami, a najlepiej z rywalizacji wyszedł Szwed, za nim przyjechał Woffinden. Polak szybko wprowadził poprawki w swoim motocyklu i drugi start był już zdecydowanie lepszy. Świetnie na toruńskiej Motoarenie spisywał się od początku Janowski, który po dwóch seriach był jedynym niepokonanym.

„Magic” dopiero w trzecim swoim starcie stracił pierwsze punkty. Najpierw trącony w pierwszym łuku upadł, w powtórce sędzia uznał, że zbyt szybko wyszedł spod taśmy, a ostatecznie tuż po starcie zerwał się Polakowi łańcuch. Zaciętą walkę o wygraną stoczyli w trzeciej serii pozostali biało-czerwoni. Zwycięsko wyszedł z niej Patryk Dudek, pokonując Zmarzlika. Cenne punkty skrzętnie zbierali Lindgren i Woffinden, a do walki o toruńskie półfinały włączyli się także walczący o miejsce w gwarantującej start w przyszłorocznych mistrzostwach szóstce Łaguta, Jason Doyle i szybki po zmianie motocykla Leon Madsen.

Przed ostatnią serią fazy zasadniczej groźnie wyglądający upadek stał się udziałem Nielsa-Kristiana Iversena. Na wejściu w drugi łuk trzeciego okrążenia Duńczyka wyciągnęło pod bandę i po zderzeniu z nią przekoziołkował przez kierownicę z impetem uderzając o tor. Na szczęście opuścił go o własnych siłach, ale ostatecznie podjął decyzję o wycofaniu się z dalszej rywalizacji. Wygrana drugiego z Rosjan Emila Sajfutinowa spowodowała, że wrócił on do gry o miejsce w półfinałach, a tym samym zachował także szansę na walkę o szóstkę. Małe różnice punktowe między zawodnikami gwarantowały kibicom czarnego sportu walkę o każde miejsce do ostatniego biegu toruńskich zawodów.

Gdyby nie pechowy defekt w trzecim starcie, z kompletem punktów po 20 biegach prowadziłby Janowski. Swoje w ostatniej serii zrobił jednak Lindgren, który przywożąc trzy punkty wygrał serię zasadniczą z 13 oczkami, a „Magic” miał tylko jedno mniej. Miejsca rywali poukładały się tak, że w pierwszym półfinale po raz drugi tego wieczora spotkała się walcząca o złoto trójka. Broniący tytułu Zmarzlik, chcąc zapewnić sobie zwycięstwo w całym cyklu musiał zająć w nim jedno z dwóch pierwszych miejsc. Awans do finału ostatniego turnieju dawał bowiem Polakowi, bez względu na wynik finału, wystarczającą przewagę, by po raz drugi zdobyć tytuł mistrza świata.

Świetnie ze startu wystrzelił Lindgren, a startujący z czwartego pola Zmarzlik szukając swojego miejsca na wyjściu z pierwszego łuku wcisnął się na drugą pozycję, której nie oddał do końca biegu. Po nim Polak mógł świętować drugi w historii złoty medal indywidualnych mistrzostw świata. Rywalizacja na toruńskiej Motoarenie się jednak jeszcze nie kończyła. Drugi półfinał bez najmniejszych problemów wygrał Janowski przed Łagutą. Swoje szanse na utrzymanie w cyklu zaprzepaścił Sajfutdinow, który po kontakcie z Doylem zanotował upadek i zakończył rywalizację.

Finał stał się więc udziałem dwóch Polaków, których rywalami byli świetni tego wieczoru Lindgren i Łaguta. Zmarzlik i Janowski rewelacyjnie rozegrali start i nie dali żadnych szans przeciwnikom. Pierwszy linię mety minął mistrz świata, za nim wpadł „Magic”. Trzeci był Łaguta i mimo, że toruńskie zawody zakończył na najniższym stopniu podium, nie obronił miejsca w cyklu, zajmując ostatecznie siódmą pozycję.

„Znów przeżywam niesamowitą noc. Rok po roku jestem numerem jeden – to niesamowite. Po piątkowym upadku nie czułem się najlepiej, więc dzisiejsza rywalizacja była dla mnie bardzo trudna mentalnie. Nawet nie śniłem, że powtórzę zdobycie tytułu, a okazuje się, że sen staje się prawdą” – powiedział niesamowicie szczęśliwy Zmarzlik po swoim półfinale.

„Ostatnie miesiące poprzedniego i tego roku, a dokładnie wrzesień i październik, to dla mnie strasznie trudne chwile. Wstajesz codziennie rano i od razu świeci ci się lampka, że przed tobą szansa na to, by być mistrzem. Niesamowicie ciężko mieć taki ciężar na plecach, ale cieszę się, że daję radę. Ten rok nie był łatwy. Przypominam sobie teraz nasz warsztat po Wrocławiu, kiedy to myślałem, że pozostanie mi walka tylko o szóstkę. Jednak niesamowita praca całej rodziny, tunera, mechaników, to dodatkowy silnik dla mnie. Bardzo im wszystkim za to dziękuję. To, co dziś się dzieje bez nich nie byłoby możliwe” – dodał po zawodach.

25-letni Zmarzlik jest pierwszym Polakiem, który zdobył dwa tytuły mistrzowskie. Po jednym mają zmarły niedawno Jerzy Szczakiel (1973) oraz Tomasz Gollob (2010).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP, DI

Polecane