Belgowie są już piątą siłą w funduszach inwestycyjnych

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 04-08-2008, 00:00

Rok temu KBC TFI było 10. na rynku i dwa razy mniejsze niż BPH TFI. Choć aktywa mu nie drgnęły, awansowało o pięć miejsc.

BPH TFI zapowiada walkę od odzyskanie miejsca w czołówce

Rok temu KBC TFI było 10. na rynku i dwa razy mniejsze niż BPH TFI. Choć aktywa mu nie drgnęły, awansowało o pięć miejsc.

Wielka piątka — tak mówiło się od 2005 r. o największych na rynku funduszach inwestycyjnych: Pioneer Pekao, BZ WBK AIB, ING, PKO i BPH. Od 2007 r. była to już raczej wielka czwórka, bo BPH TFI zostało w tyle. Od czerwca 2008 r. także skład piątki jest już tylko historią — BPH dało się przegonić KBC TFI, należącemu do belgijskiej grupy KBC.

— Awans na piąte miejsce bardzo nas cieszy. To pozycja, która odpowiada naszym ambicjom. Zrealizowaliśmy jeden z celów strategii 5+5, która zakłada zdobycie piątego miejsca i 5 proc. udziału w rynku. Dajemy sobie na to czas do końca roku — mówi Piotr Habiera, wiceprezes KBC TFI.

Awans na stojąco

Rok temu BPH miało 8,2 mld zł aktywów, a KBC ledwie 4,3 mld zł. Po 12 miesiącach aktywa KBC są na tym samym poziomie. To sukces — w tym czasie aktywa krajowych TFI skurczyły się bowiem o 30 proc., a BPH niemal o połowę. Mimo braku wzrostu KBC awansowało o pięć pozycji i wyprzedziło BPH.

— Na wyniki wpłynęło przejęcie z końcem zeszłego roku części sieci sprzedaży BPH przez Pekao. Na to nałożyło się pogorszenie sytuacji na giełdzie. Klienci zaczęli wycofywać pieniądze, co mocno odczuliśmy, zwłaszcza że mamy głównie klientów detalicznych — mówi Marcin Bednarek, członek zarządu BPH TFI.

KBC nie borykało się z masowymi odpływami pieniędzy, bo w jego strukturze dominują fundusze z ochroną kapitału i to zamknięte (trudniej z nich wycofać pieniądze).

— Od początku stawialiśmy na fundusze bezpieczne. Po kilku latach hossy wyceny spółek były coraz bardziej oderwane od fundamentów, a to oznaczało coraz większe ryzyko inwestowania w akcje. Wygląda na to, że klienci tego nie rozumieli, o czym świadczy masowe umarzenie jednostek. My nie chcieliśmy w szybkim tempie zwiększać aktywów, lecz zapewnić klientom bezpieczeństwo i teraz to procentuje — mówi Piotr Habiera.

Niech się skończy fuzja

— Spadek na szóste miejsce to nie jest powód do radości. Postaramy się odzyskać utraconą pozycję — zapowiada Marcin Bednarek.

BPH TFI liczy, że saldo wpłat i umorzeń, które od roku jest ujemne, w końcu wyjdzie nad kreskę. Towarzystwo pójdzie drogą rywala.

— Na jesieni wprowadzimy nowe fundusze, w tym jeden zamknięty. Chcemy zaoferować produkty z ochroną kapitału, które uniezależnią wyniki od sytuacji na giełdzie. Wiele sobie obiecujemy po rozszerzeniu sieci dystrybucji o placówki GE Money Banku. Ale na to trzeba poczekać — mówi Marcin Bednarek.

Zapowiada się ostra rywalizacja, bo belgijska grupa dobrze się czuje w roli piątej siły.

— Naszą ambicją jest być największym w grupie średniej wielkości TFI. Wielka czwórka, powiązana z największymi bankami, jest poza zasięgiem — odpowiada Piotr Habiera.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu