Bestialstwo przez wieki

Aleksander Krawczuk
26-11-2004, 00:00

Jak to możliwe, że ów świat Greków i Rzymian, tak fascynujący bogactwem, poziomem i urokiem swej kultury, był zarazem tak pełen okrucieństwa? I to okrucieństwa powszechnie akceptowanego przez ówczesne prawa i społeczności. Pomińmy już niewolnictwo, uznawane za naturalną podstawę ładu społecznego nawet przez subtelnych filozofów. Myślę tu o samym wymiarze kar fizycznych.

Wszystkie ludy starożytne lubowały się w stosowaniu kary śmierci, i to w przeróżnych jej formach. Krzyżowanie — bywały i całe aleje krzyżowanych (tak skończyli niewolnicy Spartakusa); ścięcie; uduszenie; trucizna (przypadek Sokratesa); zakopanie żywcem i zagłodzenie (westalki!); zrzucanie ze skały; chłosta; topienie; rozszarpywanie przez bestie; żywe pochodnie. Nie wspominam tu nawet o okaleczeniach i napiętnowaniach.

Podziwiając dzieła antycznych myślicieli i mistrzów sztuki, wolimy o tym wszystkim nie myśleć. A zresztą — to tylko grzeszni poganie, w ostateczności można im wybaczyć. Przychodzi wszakże refleksja, że w średniowieczu lepiej nie było. Co prawda ze względów zrozumiałych już nie krzyżowano, chętnie natomiast dziesiątkami tysięcy palono na stosach, wieszano, wbijano na pale, ćwiartowano, rozstrzeliwano, torturowano; wycinano w pień całe miasta lub ludy jako heretyckie i pogańskie. Nadchodzi jednak Oświecenie, przynosi szczytne hasło „Wolność, Równość, Braterstwo” — i gilotynę. A potem, wraz z postępem techniki, arsenał sposobów uśmiercania wzbogaca się o gaz, krzesło elektryczne, zastrzyki.

Ponura lista, można by ją przedłużać, zwłaszcza gdyby wciągnąć społeczeństwa pozaeuropejskie. Ileż tam pomysłowości, ileż niezwykłych metod zadawania cierpień; choćby wyrywanie serca żywcem, kładzenia ofiar przy mrowiskach! Dodajmy jeszcze, że większość egzekucji wykonywana była publicznie — oczywiście w celach dydaktycznych, ku przestrodze dla tych, którzy by chcieli wkroczyć na drogę niewłaściwą.

Zamiłowanie do ferowania wyroków śmierci nie jest zależne ani od religii, ani od ustroju politycznego danej społeczności. W Grecji egzekucje przeprowadzali jednakowo ochoczo demokraci, oligarchowie, tyrani, królowie, w Rzymie zaś i senatorowie w czasach „wolnej” republiki i cesarze.

A dziś? Bywa rozmaicie. Tak naprawdę zaczęto uświadamiać sobie w Europie dopiero u schyłku wieku XX, jak bardzo to ciemna strona człowieczeństwa. Nie na długo jednak i nie wszędzie.

To zdumiewające, z jaką gotowością przyjmowane jest, podobno przez większość społeczeństwa, hasło przywrócenia kary śmierci właśnie w naszym kraju, który obecnie pretenduje do miana najbardziej chrześcijańskiego w Europie.

Powiedziano już bardzo wiele o demagogiczności tego postulatu. Wiadomo przecież, że jego realizacja jest praktycznie niemożliwa — chyba że zechcemy sami siebie wykluczyć ze wspólnoty europejskiej. Wiadomo również, że stosowanie takiej kary wcale nie jest skuteczne jako czynnik odstraszający. I że tak naprawdę gorszą karą dla przestępcy jest świadomość bezterminowego skazania na więzienie, czyli na pogrzebanie żywcem. Kara śmierci ma to do siebie, że wykonana — jest już nieodwracalna. A nawet w naszym kraju zdarzają się wypadki tragicznych pomyłek sądowych, skazania osoby niewinnej. Gdyby nie to, że tej kary się nie wykonuje, niewinność ofiary wyszłaby na jaw już po egzekucji.

Nie łudźmy się. Jeśliby karę rzeczywiście wprowadzono, a przestępstwa nadal by się zdarzały — wiadomo zaś, że tak będzie — wnet podniesie się w pewnych kręgach wołanie, że może ona działać odstraszająco tylko wtedy, jeśli egzekucje wykonywać się będzie dla postrachu publicznie, a program telewizyjny będzie szedł na żywo. Ale i to oczywiście nie pomoże, zbrodnie wciąż ktoś będzie popełniać. A więc znowu wołanie, że sposób egzekucji musi być równy okrucieństwu, z jakim dana zbrodnia została dokonana... Oko za oko, ząb za ząb. I tak powrócimy do tego aspektu starożytności, o którym najlepiej byłoby zapomnieć. Albo raczej pamiętać, że nawet najświetniejsze osiągnięcia kultury nie wykluczają w każdym społeczeństwie najzwyklejszego bestialstwa.

Psychologicznie wszystko jest zrozumiałe. Gdyby ktoś z moich najbliższych doznał wielkiej krzywdy, pierwszym i wręcz naturalnym odruchem byłoby żądanie pełnego zadośćuczynienia, kary fizycznej. Jak w prawie Hammurabiego. A przecież w kraju arcykatolickim powinno być wiadome wszystkim, że właśnie w miejsce tej zasady Pan jako obowiązującą swych wyznawców wprowadził inną, wręcz przeciwną. Co ewangelie ku wierzeniu podają od wieków.

Wychodzi na to, że Polsce potrzebna jest nie tyle akcja za przywróceniem kary śmierci, ile — po prostu — prawdziwa ewangelizacja. I cóż za paradoks, że musi o tym przypominać grzeszny, ostatni wyznawca dawnych bogów!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Aleksander Krawczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Bestialstwo przez wieki